— Tak jak do dbania o swoje miotły wykorzystuję podręczne zestawy miotlarskie, tak do dbania o latający dywan potrzebny jest w najlepszym razie skrzat domowy. Dywany przecież trzeba czyścić oraz zadbać o odpowiednią prezencję. Mówiłem, są jak zwierzęta. Mam dwa psy, to wiem ile z nimi zachodu. Może w Azji istnieją specjalne pralnie dla latających dywanów, którymi zajmują się skrzaty domowe. — Odpowiedział na pytanie swojego przyjaciela nad wyraz wyczerpująco, z uśmiechem i żywą gestykulacją, ułatwioną przez brak konieczności trzymania aparatu, którego pasek wciąż spoczywał na jego karku.
— Masz zadatki na buntownika. Latające dywany nasze Ministerstwo uznało za obiekt zbyt mugolski i zabroniło ich używania na terenie Wielkiej Brytanii. Stać Cię na to aby sprowadzić sobie taki dywan albo na skorzystanie z usług Carrowów. — Pomimo tego, że latające dywany były nielegalne w Wielkiej Brytanii, Philip nie zamierzał powstrzymywać swojego przyjaciela przed spełnieniem swojej zachcianki. Nie zamierzał myśleć o konsekwencjach - grzywna i konfiskata nielegalnego środka transportu nie były dotkliwe, jak miało się stosy galeonów oraz nosiło się odpowiednie nazwisko. Niezaprzeczalną prawdą o świecie było to, że Ministerstwu zależało na poparciu czystokrwistych rodzin i bogatych, wpływowych czarodziejów.
— Nigdy nie kusiło cię aby wzbić się na nim w powietrze? — Zapytał nieco zaczepnie. Na miejscu Bertiego to przez cały czas świerzbiłyby go palce, aby chwycić za kluczyki, wsiąść na tę wspaniałą maszynę i przemknąć po nieboskłonie. Noszone przez niego nazwisko, odpowiednie pochodzenie i pieniądze oraz ministerialne koneksje mogły sprawić, że zostałby jedynie pouczony. — Mówiłem, buntownik. Alastor przymyka oko na twoje wybryki? — Zapytał z lekkim rozbawieniem. Nie zamierzał w żaden sposób dokuczać swojemu przyjacielowi i psuć tego wspaniałego dnia, w którym wszystko układało się idealnie.
— Powietrzny wyścig zawsze będzie ciekawszy, niż ten przyziemny. Mam też do swojej dyspozycji dwa abraksany, Sandstorm i Bumpera. To wierzchowce trenowane stricte pod konne wyścigi. — Jeśli chodzi o rodzaj wyścigów konnych to dla niego wybór był oczywisty, tym bardziej, że miał ku temu znacznie większe możliwości. Wspomniane przez niego wierzchowce należały do jego ojca, jednak bardzo często ich doglądał w New Forest.
Pojawił się parę chwil później, z różdżką w wiodącej dłoni i statywem w drugiej. Po rozłożeniu go i ustawieniu go na molo, zamocował na nim aparat. Pozostawało tylko stanąć na tle jeziora i zrobić sobie wspólne, pamiątkowe zdjęcie.
— Chodź, staniemy na tle jeziora. — Zachęcił przyjaciela do tego, samemu kierując się w stronę tego zbiornika wodnego. W tym czasie schował też różdżkę do kieszeni spodni. Chwile takie, jak ta, tworzyły najlepsze wspomnienia.