25.05.2024, 12:15 ✶
Oczywiście, że nikt nie udzieli im ślubu. Nawet gdyby cudem dało się kiedyś w Wielkiej Brytanii formalizować takie związki, to on wciąż nie mógł formalizować żadnych. Bo nie istniał. Nie miał legalnych dokumentów, nie posiadał prawdziwego aktu urodzenia. Mógłby pokazać kapłanom fałszywy - ale to przecież pozbawiało takie formalizowanie sensu. Wyrobienie ich legalnie nie wchodziło już w grę, bo gdyby ktoś zapytał go co robił przez te wszystkie lata nieistnienia, potrafiłby się tylko nerwowo zaśmiać. Nie był cieślą, był zbirem, którego powinni od razu zamknąć w więzieniu. Jego pragnienie bycia dobrym i awersja do czarnej magii nie czyniły go przecież niewinnym we wszystkich sytuacjach, kiedy poderżnął komuś gardło.
Jego oczy rozbłysły. Wyglądał na tak cholernie szczęśliwego, bo kurwa mać - nawet jeżeli miał mu na palec założyć kapsel, ale obiecać trwanie razem na dobre i na złe, Flynn cieszyłby się jak małe dziecko. Alexander mógł więc obserwować, jak twarz jego brata rozbłyska, jak oczy zachodzą mu większą ilością łez, ale to są najwyraźniej łzy szczęścia - bo on się uśmiechał. I nie wierzył, zwyczajnie nie mógł pojąć jak to mogło być takie proste.
A później Alexander użył czasu przeszłego i po policzku Flynna polała się pierwsza łza. To wcale nie było takie proste, on był po prostu idiotą. Całował go właśnie kompletny naiwniak i dureń, którego jego zepsute serce kochało tak mocno, żeby słyszał każde jego uderzenie. Najpiękniejszym, najukochańszym idiotą jakiego znał, ale wciąż idiotą. Siłą by go musieli zmuszać do przyznania się, co o nim właśnie pomyślał, żadna z tych obelg nie miała szans opuścić jego ust bez upojenia go tym cholernym eliksirem, ale... Naprawdę tak pomyślał. Czy to znaczyło, że naprawdę tak uważał?
- Al... - wydusił z siebie i dało się dostrzec, jak jego mina z głębokiej, nieokiełznanej radości wraca do tego samego smutku i rozczarowania co zawsze. - Ty wtedy p-pomyślałeś, że to było raz? - On też musiał być idiotą, skoro tego nie zauważył. Skoro dał mu trwać w złudzeniu wierności, kiedy jego dni zaczęły kręcić się wokół tego jak uszczęśliwić ich dwójkę. - Ja go kocham - znów powiedział to ledwo, niemal nie dało się tego usłyszeć przez paniczny szloch, którego normalnie się już przy nim nie wstydził, bo to przecież Alexander i on rozumiał, ale teraz miał ochotę zapaść się pod ziemię - i przepraszam ja - nie miał pojęcia gdzie w ogóle chciał zaprowadzić tę wypowiedź - ja co? - To nie zmienia nic - zmieniało wszystko, absolutnie kurwa wszystko, oprócz jednego detalu - w tym co czuję do ciebie.
Jego oczy rozbłysły. Wyglądał na tak cholernie szczęśliwego, bo kurwa mać - nawet jeżeli miał mu na palec założyć kapsel, ale obiecać trwanie razem na dobre i na złe, Flynn cieszyłby się jak małe dziecko. Alexander mógł więc obserwować, jak twarz jego brata rozbłyska, jak oczy zachodzą mu większą ilością łez, ale to są najwyraźniej łzy szczęścia - bo on się uśmiechał. I nie wierzył, zwyczajnie nie mógł pojąć jak to mogło być takie proste.
A później Alexander użył czasu przeszłego i po policzku Flynna polała się pierwsza łza. To wcale nie było takie proste, on był po prostu idiotą. Całował go właśnie kompletny naiwniak i dureń, którego jego zepsute serce kochało tak mocno, żeby słyszał każde jego uderzenie. Najpiękniejszym, najukochańszym idiotą jakiego znał, ale wciąż idiotą. Siłą by go musieli zmuszać do przyznania się, co o nim właśnie pomyślał, żadna z tych obelg nie miała szans opuścić jego ust bez upojenia go tym cholernym eliksirem, ale... Naprawdę tak pomyślał. Czy to znaczyło, że naprawdę tak uważał?
- Al... - wydusił z siebie i dało się dostrzec, jak jego mina z głębokiej, nieokiełznanej radości wraca do tego samego smutku i rozczarowania co zawsze. - Ty wtedy p-pomyślałeś, że to było raz? - On też musiał być idiotą, skoro tego nie zauważył. Skoro dał mu trwać w złudzeniu wierności, kiedy jego dni zaczęły kręcić się wokół tego jak uszczęśliwić ich dwójkę. - Ja go kocham - znów powiedział to ledwo, niemal nie dało się tego usłyszeć przez paniczny szloch, którego normalnie się już przy nim nie wstydził, bo to przecież Alexander i on rozumiał, ale teraz miał ochotę zapaść się pod ziemię - i przepraszam ja - nie miał pojęcia gdzie w ogóle chciał zaprowadzić tę wypowiedź - ja co? - To nie zmienia nic - zmieniało wszystko, absolutnie kurwa wszystko, oprócz jednego detalu - w tym co czuję do ciebie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.