25.05.2024, 13:36 ✶
Crow wywrócił oczami, kiedy powtórzyła po nim słowa. Generalnie nie lubił zadawania mu nadmiernej ilości pytań, a teraz był dodatkowo wzburzony - nie zaczął jej wyzywać właściwie tylko dlatego, że naprawdę mocno skupił się na nastawieniu sobie tego nosa. Dostał w niego z pięści tyle razy, aby mieć aż za duże doświadczenie i wiedzę o potrzebie zrobienia tego tu i teraz. Bo później spuchnie i nie będzie się dało go dobrze ułożyć, a wtedy trzeba złamać go i nastawić jeszcze raz, więc...
Położył lusterko dwukierunkowe z wydrapanymi krzywo, rysunkowymi, podkrążonymi oczami na brzegu umywalki. I znowu odetchnął. Głęboko, niespiesznie. To była ostatnia rzecz mogąca go uspokoić. Musiał oddychać, a później raz, dwa, trzy...
- Ah kurwa - pisnął wręcz, po ułożeniu go w taki sposób, w jaki czuł, że powinien to zrobić, a później rzucił na twarz samego siebie czar mający utrzymać go w takiej pozycji. Przed skontaktowaniem się z kimkolwiek musiał jeszcze zmyć sobie z gęby krew i wino. - To jest to skurwysyństwo, o którym mówiłaś. Zajeb to po prostu, ile razy mam ci to mówić, to nie jest twój brat. - Czy nadal czuł dotyk tego czegoś na swojej skórze? Niestety kurwa tak. Odkręcił kran i pochylił się nad nim, żeby zacząć przemywać obolałą twarz. Spodnie spadały mu z tyłka przez ten rozwalony guzik, ale najwyraźniej miał to gdzieś, bo nawet ich nie podciągnął. Nie potrafił odpowiedzieć na pytanie co on mu zrobił i czy wszystko było z nim w porządku, bo jak spojrzeć komuś prosto w oczy i powiedzieć mu: Thoran, twój brat bliźniak, z którym spędziłaś całe życie, właśnie próbował złożyć we mnie swoje jaja? Kto z ich dwójki był tutaj łowcą potworów, on czy Geraldine? I nie domyśliła się cały czas? Tego, że to był jakiś obleśny stwór, jakaś kreatura... Zaraz się zrzyga do tego zlewu.
Nie wiedział, czy ta kreatura była czarna, bo nie widział kolorów, ale...
- To było, jakby nie miał żadnego kształtu. Jakby dopiero uczył się je przybierać.
Zakręcił kran. Zacisnął palce na lusterku, ale przecież nie mógł zacząć rozmawiać przy niej.
- Idę stąd, Gerry. - A raczej stąd S P I E R D A L A M.
I jak powiedział - tak zrobił. W piździe miał teraz to wszystko. Rozedrgany udał się na korytarz, gdzie na moment ukrył się we wnęce, żeby minął go idący do pokoju, rozwścieczony Pine. Flynn zostawił go z Yaxley samą - przemknął za plecami konusa i czmychnął schodami, kiedy właściciel Kotła osobiście przekroczył próg wynajętego przez nią pokoju, żeby zadać naprawdę rozsądne pytanie, niestety nikt nie potrafił mu na nie odpowiedzieć:
- CO TU SIĘ ODPIERDALA?!
Położył lusterko dwukierunkowe z wydrapanymi krzywo, rysunkowymi, podkrążonymi oczami na brzegu umywalki. I znowu odetchnął. Głęboko, niespiesznie. To była ostatnia rzecz mogąca go uspokoić. Musiał oddychać, a później raz, dwa, trzy...
- Ah kurwa - pisnął wręcz, po ułożeniu go w taki sposób, w jaki czuł, że powinien to zrobić, a później rzucił na twarz samego siebie czar mający utrzymać go w takiej pozycji. Przed skontaktowaniem się z kimkolwiek musiał jeszcze zmyć sobie z gęby krew i wino. - To jest to skurwysyństwo, o którym mówiłaś. Zajeb to po prostu, ile razy mam ci to mówić, to nie jest twój brat. - Czy nadal czuł dotyk tego czegoś na swojej skórze? Niestety kurwa tak. Odkręcił kran i pochylił się nad nim, żeby zacząć przemywać obolałą twarz. Spodnie spadały mu z tyłka przez ten rozwalony guzik, ale najwyraźniej miał to gdzieś, bo nawet ich nie podciągnął. Nie potrafił odpowiedzieć na pytanie co on mu zrobił i czy wszystko było z nim w porządku, bo jak spojrzeć komuś prosto w oczy i powiedzieć mu: Thoran, twój brat bliźniak, z którym spędziłaś całe życie, właśnie próbował złożyć we mnie swoje jaja? Kto z ich dwójki był tutaj łowcą potworów, on czy Geraldine? I nie domyśliła się cały czas? Tego, że to był jakiś obleśny stwór, jakaś kreatura... Zaraz się zrzyga do tego zlewu.
Nie wiedział, czy ta kreatura była czarna, bo nie widział kolorów, ale...
- To było, jakby nie miał żadnego kształtu. Jakby dopiero uczył się je przybierać.
Zakręcił kran. Zacisnął palce na lusterku, ale przecież nie mógł zacząć rozmawiać przy niej.
- Idę stąd, Gerry. - A raczej stąd S P I E R D A L A M.
I jak powiedział - tak zrobił. W piździe miał teraz to wszystko. Rozedrgany udał się na korytarz, gdzie na moment ukrył się we wnęce, żeby minął go idący do pokoju, rozwścieczony Pine. Flynn zostawił go z Yaxley samą - przemknął za plecami konusa i czmychnął schodami, kiedy właściciel Kotła osobiście przekroczył próg wynajętego przez nią pokoju, żeby zadać naprawdę rozsądne pytanie, niestety nikt nie potrafił mu na nie odpowiedzieć:
- CO TU SIĘ ODPIERDALA?!
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.