- Jak widać. - A może nie? Cóż, miała świadomość, że ostatnio nieco przygasała. To wszystko, co działo się wokół niej naprawdę wiele ją kosztowało, zaczynało jej brakować błysku w oku, zamiast tego była ciągle zmęczona, skóra straciła dawny blask, zaczęła robić się szara. Długo na pewno tak nie uciągnie, oby to wszystko zakończyło się jak najszybciej. Niech wreszcie po nią przyjdzie i zje, bo wbrew pozorom podejrzewała, że to może się tak skończyć, ufała tym wszystkim osobom, które prosiła o pomoc, które mówiły jej podobne rzeczy. Najważniejsze - nie zwariowała, to było dla niej naprawdę istotne, bo nie chciałaby skończyć jako ktoś, kto postradał zmysły, a na początku taka wersja wydarzeń nie była wcale tak nieoczywista.
Wyciągnęła na stół papierośnicę, sama sięgnęła po jednego papierosa i odpaliła go swoją srebrną, mugolską zapalniczką. Podczas ciężkich rozmów dobrze było się czymś zająć, nie skupiać w pełni na rozmówcy, to pozwalało na dawkowanie informacji, nikotyna zresztą też ją uspokajała, przynajmniej złudnie. Przesunęła papierośnicę w stronę Morpheusa, gdyby i on miał ochotę się poczęstować. Nie było w końcu lepszego zestawu śniadaniowego od fajki i kawy.
Zaciągnęła się dymem głęboko, spoglądała przy tym na niego uważnie, nie chciała przegapić żadnego szczegółu, musiała wiedzieć wszystko, była gotowa na to, co zamierzał jej przekazać. Prawda była najważniejsza, bez względu na to, jak bolesna miała się okazać. Dużo już słyszała, nie sądziła, że może być jeszcze gorzej, bo czy było coś gorszego niż świadomość rychłej śmierci? Oczekiwanie aż nadejdzie i zabierze ją na drugą stronę, o ile w ogóle jakaś istniała? Chyba nie.
- Oczywiście, chcę poznać całą prawdę, dowiedzieć się wszystkiego. Możesz mi to przekazać. - Jego ostrzeżenie upewniło ją w tym, że może faktycznie będzie to coś gorszego? Nie brzmiało, jakby miał jej do powiedzenia coś przyjemnego. Przysunęła po raz kolejny papierosa do ust. Wypuszczała drobne kłęby dymu, trochę, jakby czekała na wyrok.
Dłoń zatrzymała się w powietrzu, gdy Longbottom wspomniał o tym, że Thoran jest demonem. Przez umysł przebiegały różne myśli, wspomnienia, te z dzieciństwa, ze szkoły, z późniejszych lat. Jak to właściwie możliwe, że w nich gościł, skoro był demonem? Namieszał jej w głowie, czy kiedyś faktycznie był jej bratem. Nie do końca potrafiła zrozumieć, że nigdy mogło go nie być. Łączyła ich przecież więź silniejsza niż wszystkie, on się o nią martwił, nieraz przecież okazywał swoje uczucie do niej, jak to możliwe skoro nie istniał?
Milczała dłuższą chwilę, żar zaczął sypać się papierosa na stół, była jakby zaklęta. Dopiero po dłużej chwili odezwała się cicho. - Jesteś pewny? - Nadal, mimo tego, co widziała podczas ostatnich spotkań z bratem, nadal miała problem, aby się pogodzić z tą wizją, że nigdy nie gościł w jej życiu. - Nie wiem, jak to możliwe, ale przecież on zawsze był przy mnie, przecież nasze życia zostały splecione ze sobą już przy poczęciu. - Może to wszystko to była fikcja? Może powinna się z tym pogodzić. - Myślisz, że ten demon namieszał mi w głowie? - Roześmiała się, bo to pytanie było naprawdę głupie. - Musiał namieszać, skoro wierzę w to, że jest moim bratem, a nigdy nim nie był. - Sama sobie odpowiedziała. - Opowiesz mi coś więcej o tych runach. - Chyba to był ten bardziej wygodny temat w tej chwili. Musiała jeszcze przetrawić to, że właśnie dowiedziała się, że faktycznie nigdy nie miała brata bliźniaka.