25.05.2024, 20:43 ✶
Tak naprawdę ciągle znajdowali się w Ośrodku Windermere. Las zgęstniał, ale też jego zgęstnienie tylko odcięło tych, którzy schronili się w nim (weszli w jego pułapkę?) od tych, którzy pozostali przed nim (na nich też czyhały pułapki?).
Alexander, Morpheus, Ambrosia i Peppa pozostali przed nim. Tu też były drzewa i krzewy, ale nie tak gęsto posadzone jak w lesie. Tu nie było nawet ściółki leśnej, ale bujna, pełna mleczy i stokrotek trawa. Tu były, wreszcie, domki letniskowe – co dziwne, ale wyglądało na to, że opierały się one panującej dookoła nich magii. Atakująca roślinność nie próbowała przebijać okien, nie wyważała drzwi, nie niszczyła dachów. Nie czyniła też żadnych szkód znajdującemu się bliżej jeziora drewnianemu molo. Jakby zaakceptowała obecność mugolskich budowli w tym miejscu i potraktowała je jako coś naturalnego, co miało prawo tutaj powstać.
Strasznie jesteś czasem melodramatyczny – Alexander znowu usłyszał szept Loretty przy swoim uchu. Brzmiała, jakby bawiło ją jego zachowanie i jakby rzucała mu wyzwanie. – Chciałbyś zyskać potęgę? Zabij dziwkę półkrwi lub zdrajcę krwi. Zabij obydwoje a udowodnisz swoją wartość.
Gałąź bzu dotknęła policzka Peppy. Ten gest był dziwny na wielu różnych poziomach. Od tego, że wydawał się niemal czuły, łaskoczący; przez to, że pozostawiał na policzku ciepły zapach kwiecia, kończąc na… no cóż, dotykała jej gałąź bzu.
- Zostaw ich. Nie zasługują na to, byś musiała o nich walczyć – młodziutka czarownica usłyszała ten sam męski głos co zaledwie przed kilkoma sekundami. – Wróć do swojego domku letniskowego – poprosił.
Ambrosia aportowała się na suchą trawę. Błoto, które zdążyło oblepić jej buty i łydki, pośpiesznie spływało na dół, jakby szukając sposobu by ponownie połączyć się z ziemią. Ale to nie było to, co przede wszystkim przykuło uwagę, bo uwagę przykuwało jezioro i to co się na nim działo.
Morpheus dostrzegł pierwszy jak płynąca w stronę brzegu łódka unosi się z niezwykłą siłą w powietrze i łamie w pół. Siedzący w niej wpadają do wody i znikają w jej głębinach. To chyba byli ci, których wysłano na wyspę.
Z głębi Ośrodka Windermere dalej docierały pokrzykiwania. Zwłoki Robertsa odsłoniły piszczele i fragment czaszki. Rozkład postępował zbyt szybko.
@Alexander Mulciber @Ambrosia McKinnon @Peppa Potter @Morpheus Longbottom
Alexander, Morpheus, Ambrosia i Peppa pozostali przed nim. Tu też były drzewa i krzewy, ale nie tak gęsto posadzone jak w lesie. Tu nie było nawet ściółki leśnej, ale bujna, pełna mleczy i stokrotek trawa. Tu były, wreszcie, domki letniskowe – co dziwne, ale wyglądało na to, że opierały się one panującej dookoła nich magii. Atakująca roślinność nie próbowała przebijać okien, nie wyważała drzwi, nie niszczyła dachów. Nie czyniła też żadnych szkód znajdującemu się bliżej jeziora drewnianemu molo. Jakby zaakceptowała obecność mugolskich budowli w tym miejscu i potraktowała je jako coś naturalnego, co miało prawo tutaj powstać.
Strasznie jesteś czasem melodramatyczny – Alexander znowu usłyszał szept Loretty przy swoim uchu. Brzmiała, jakby bawiło ją jego zachowanie i jakby rzucała mu wyzwanie. – Chciałbyś zyskać potęgę? Zabij dziwkę półkrwi lub zdrajcę krwi. Zabij obydwoje a udowodnisz swoją wartość.
Gałąź bzu dotknęła policzka Peppy. Ten gest był dziwny na wielu różnych poziomach. Od tego, że wydawał się niemal czuły, łaskoczący; przez to, że pozostawiał na policzku ciepły zapach kwiecia, kończąc na… no cóż, dotykała jej gałąź bzu.
- Zostaw ich. Nie zasługują na to, byś musiała o nich walczyć – młodziutka czarownica usłyszała ten sam męski głos co zaledwie przed kilkoma sekundami. – Wróć do swojego domku letniskowego – poprosił.
Ambrosia aportowała się na suchą trawę. Błoto, które zdążyło oblepić jej buty i łydki, pośpiesznie spływało na dół, jakby szukając sposobu by ponownie połączyć się z ziemią. Ale to nie było to, co przede wszystkim przykuło uwagę, bo uwagę przykuwało jezioro i to co się na nim działo.
Morpheus dostrzegł pierwszy jak płynąca w stronę brzegu łódka unosi się z niezwykłą siłą w powietrze i łamie w pół. Siedzący w niej wpadają do wody i znikają w jej głębinach. To chyba byli ci, których wysłano na wyspę.
Z głębi Ośrodka Windermere dalej docierały pokrzykiwania. Zwłoki Robertsa odsłoniły piszczele i fragment czaszki. Rozkład postępował zbyt szybko.
Czas na odpis do 28.05, godz. 21.00
@Alexander Mulciber @Ambrosia McKinnon @Peppa Potter @Morpheus Longbottom