Powinna również sięgnąć po kawę. Była niewyspana, nie myślała do końca jasno, zdecydowanie czekało ją napisanie listu do Florence, żeby przyjaciółka przepisała jej coś na sen. Musiała być w pełni sił, skoro coś na nią polowało, nie powinna sobie pozwalać nawet na moment słabości. Gdyby ta istota pojawiła się przed nią teraz, zapewne nie miałaby problemu, aby z nią wygrać, a nie zamierzała dać jej łatwo tego zwycięstwa. Geraldine Yaxley była w końcu wojowniczką, nie odpuszczała tak łatwo, potrzebowała jednak trochę mocniej skupić się na celu.
Słuchała bardzo dokładnie tego, co mówił Morpheus. - Gdzie jest reszta pieczęci? Czy powinnam jej poszukać? - Nie znała się zupełnie na tajnikach tej dziedziny magii, wolała się upewnić, że dobrze sobie to wszystko układa w głowie.
Informacja o tym, że potwór z jej koszmarów chce się stać nią nieco wyprowadziła ją z równowagi. Nerwowo przygasiła niedopałek w popielniczce. Nie wyobrażała sobie, żeby coś żyło jej życiem, żeby zastąpiło ją w tym wszystkim. - To nie brzmi dobrze, co jeśli nie zauważycie, że mnie już nie ma? Jeśli wszyscy moi bliscy dadzą się oszukać? - Strasznie bała się tego, że o niej zapomną, że zniknie, a nikt nawet tego nie zauważy. Jeśli ten stwór mógłby przybrać jej postać, to co wtedy? Jak rozpoznają, że przepadła. Było to coś, czego bała się niemalże od zawsze - zapomnienia. Wiele razy myślała o śmierci i zawsze widziała siebie odchodzącą z tego świata, gdy robiła coś spektakularnego. Chciała, żeby o niej mówiono, żeby ta śmierć nie była nikomu obojętna. Jeśli ta istota mogłaby wejść w jej życie, to nikt pewnie by nawet za nią nie zapłakał.
- To prawda, nie ma nic silniejszego od więzów krwi. - To wcale nie było takie głupie. Demon wybrał rolę, która gwarantowała mu bezpieczeństwo. Geraldine była bardzo związana z rodziną, może ją czasem drażnili, jednak nigdy nie dałaby ich skrzywdzić, jacy by nie byli lub czego by nie zrobili.