Vlad może nie znał dokładnie historii Samuela, którą z pewnością znali jego najbliżsi przyjaciele, ale znał go na tyle, by wiedzieć, że świadomie krzywdy nie wyrządziłby nikomu. Nieważne, czy w formie animagicznej, czy ludzkiej. To był dobry dzieciak, choć trochę zagubiony.
Każdy popełniał błędy. Mniejsze lub większe, ale nie było na tym świecie człowieka, który wszystko robił idealnie, zgodnie ze wszystkimi zasadami, perfekcyjnie... Błędem Nikolaia i Samuela było właśnie zbliżenie się do siebie w swojej zwierzęcej formie, kiedy nie wiedzieli o sobie nawzajem i nie znali swoich zapachów. Zwierzęca natura dała o sobie znać i kazała walczyć z nieznajomym, który bez pozwolenia pojawił się na ich terytorium. Na szczęście skończyło się tylko na pogryzieniach. Może szczęśliwym zbiegiem wydarzeń było właśnie to, że wpadli akurat na siebie? Co by było, gdyby Nikolai znów spotkał tę łowczynię, która strzeliła do niego zaledwie dwa dni temu? Co by było, gdyby to Samuel wpadł na tę łowczynię?
-Powinniśmy mieć jakieś eliksiry, żeby cię pistawić na nogi. Nie przemęczaj się - Vlad kolejny raz poklepał Samuela po ramieniu, podniósł się i przeszedł do kuchni.
Nikolai zbliżył się do Samuela, podał mu kubek z wodą, który stał na stoliku obok, i usiadł na podłodze, opierając się bokiem o brzeg kanapy. Woda była najlepsza na nawilżenie gardła, jako pierwszy napój po odzyskaniu przytomności. I zaraz po wodzie, Samuel mógł napić się kakao, o ile będzie chciał, które Vlad w którymś momencie zaczarował, by nie ostygło i nie tworzył się ten ochydny kożuch.
-Ja też powinienem cię przeprosić... - opuścił głowę, bawiąc się swoimi palcami. -Vlad mówił mi, żebym trzymał się z dala od Kniei... Brenna też o tym mówiła i... Przepraszam... Mogłem zrobić ci o wiele większą krzywdę - to przez uścisk szczęk Samuela Nikolai wrócił do swojego człowieczego ciała. Nie chciał nawet myśleć, co mógłby zrobić, gdyby w tamtym momencie ich rolę się odwróciły.
-Masz rację... Niezły klops - tu pozwolił sobie na krótki, nieśmiały śmiech.
W międzyczasie do salonu wrócił Vlad, z trzema fiolkami eliksirów w dłoniach.
-Na krew - postawił pierwszą fiolkę. -i na sen, gdybyście potrzebowali - dwie fiołki identycznego eliksiru również pojawiły się na stoliku. -Będę na górze. Jeśli będziecie mnie potrzebować, wołajcie - pogłaskał ich obu po głowach, uśmiechając się ciepło, i zostawił ich, wchodząc schodami na piętro.
Nikolai zerknął na dwie fiolki, wypełnione dobrze znanym mu eliksirem. Mikstura o tak ślicznym kolorze była idealnym miejscem, by skupić na nim wzrok.
-...Widziałem niedźwiedzie w Rosji... Dwa samce walczyły ze sobą... Podejrzewam, że o samicę... Podszedłem najbliżej, jak mogłem, żeby mnie nie zauważyły... To był jedyny moment, kiedy widziałem niedźwiedzie z bliska.