Wiedziała, że nie powinna się pojawiać w rodzinnej posiadłości. Florence mówiła, żeby broń Merlinie tutaj nie spała, bo mogło się to skończyć źle. Unikała więc domu rodzinnego, pojawiała się tu tylko wtedy kiedy musiała, na chwilę. Sprawa Thorana nie dawała jej spokoju, była już niemalże pewna, że on nie istnieje, że go nie ma, że jest tylko demon. Póki co jednak nie wspomniała o tym Astarothowi, bo nie złożyła wszystkiego w całość. Nie chciała go niepokoić. Jak zawsze, może niesłusznie, powinien wiedzieć cokolwiek, szczególnie, że przecież Thoran też kręcił się koło niego. Nie sądziła jednak, że zrobi mu krzywdę, z drugiej strony, może chciał się na niej zemścić? Za to, że zaczęła wokół niego węszyć, kto wiedział, co ten demon miał w głowie, co sobie myślał, co planował poza tym, że chciał ją zeżreć, albo tak jak wspominał Morpheus przejąć jej życie.
Musiała być w pełni przygotowana na starcie z potworem, dlatego tak bardzo zwlekała z tym, żeby się z nim skonfrontować, była jednak bliska ułożenia wszystkiego w całość.
Geraldine była w ich mieszkaniu, to znaczy jej mieszkaniu, w którym i on stał się lokatorem. Niepokoiło ją trochę, że Astaroth nie wraca, sama nie spała najlepiej, nie miała pojęcia, że Thoran zaprosił go na przejażdżkę, wydawało jej się, że zrobił to ojciec. Wspominał o tym, że wróci do domu, że nie zostanie tam przez kolejny dzień. Czuła ogromny niepokój, przez to właśnie teleportowała się do Snowdonii, do rezydencji rodziców.
Szukała go w domu, służba poinformowała jednak, że wybrał się z bratem na przejażdżkę. Najstarszego z nich nie było w domu, to musiał być więc Thoran. Ta informacja spowodowała, że w mgnieniu oka znalazła się w stajni. Dosiadła konia - tego, który niby miał należeć do bliźniaka, którego kupił jej ojciec. Na całe szczęście była już po kilku lekcjach z Laurentem, nie była całkowitym laikiem. Kiedy chodziło o życie lub nieżycie Astarotha nie przejmowała się tym, że jest raczej średnim jeźdźcem, ruszyła przed siebie, aby go znaleźć. W końcu zbliżał się świt, który dla niego mógł być naprawdę morderczy.
Mknęła przez las jak najszybciej potrafiła, trochę żałowała, że nie wzięła jednak miotły, bo to na niej radziła sobie zdecydowanie lepiej, ale między drzewami wcale nie latało się tak prosto. Zaczęła krzyczeć imię brata. Nie widziała go nigdzie, może usłyszy jej krzyk? Ciekawe, czy wampiry miały wyczulone zmysły, jakieś na pewno, ale czy słuchu też? Nigdy go o to nie spytała.
- Astaroth, kurwa, gdzie ty jesteś, chcesz się zabić? - Darła się ile tylko miała sił w płucach, w jej głosie można było usłyszeć panikę, bo nie miała pojęcia co się dziej, ani czy go znajdzie. Już jeden raz pozwoliła mu umrzeć, nie zamierzała zawieść go po raz kolejny, nie, gdy wiedziała, że tym razem łączyłoby się to z tym, że straci go na zawsze. Docisnęła mocniej stopy, żeby pospieszyć konia, musiała go znaleźć.