Do tej pory - mężczyzna - siedział cicho. Nie odzywał się. Nie dawał znaku życia. Wszystko się jednak zmieniło w momencie w którym Nicholas do niego podszedł i postanowił mu się przyjrzeć. Za pewne wynikało to z faktu, że do jego oczu dotarło jeszcze więcej światła, niż przez worek. Teraz nie miał już żadnej możliwości - musiał współpracować albo pojednać się ze śmiercią.
Twarz miał poobijaną. Kilka mniejszych draśnięć. Kilka śladów po pięściach. Nic szczególnie krzywdzącego, ale wystarczająco do tego, aby sprawić ból drugiemu człowiekowi. Nie było widać nic więcej - jedynie oznaki zmęczenia czy stresu, który zaczął dominować nad mężczyzną, co sygnalizowała drżąca powieka. Ogólny stan zdrowia - średni, pozwalający na "jakieś" przeżycie.
- Ja... Pr-r-roszę... - wyszeptał w kierunku Nicholasa, słysząc jakieś słowa odnośnie eksperymentów. Dla chłopaka wystarczającym eksperymentem była próba kradzieży w Głębinie, która zakończyła się porażką. W tamtym momencie wiedział, że w razie złapania, będą konsekwencje - nie wiedział jednak, że będą, aż tak straszne i złe. Nie przypuszczał, że najpierw wpadnie w szpony wampira, zostanie obity przez właściciela, a na koniec przyjdzie mu skończyć jako królik doświadczalny.
Stanley stał z boku i jedynie pokiwał głową na wyjaśnienia swojego kuzyna. Wszystko było dla niego jasne, a w dodatku chciał obejrzeć ten spektakl w spokoju. Zupełnie jak krytyk czy oddany fan - przemocy - który dostał bilety na jedną z piękniejszych sztuk. Wróć - on sam tę sztukę zorganizował. Zaprosił pierwszoplanowych aktorów, przedstawił zarys fabuły i niejako powiedział akcja.
- Zabije mnie jak powiem... - podniósł głowę, spoglądając na Traversa. Zrobił to bardzo powoli, ponieważ nie miał więcej siły, aby to zrobić. Był wycieńczony i nie pogardziłby czymś do picia - Zrozum mnie... - kontynuował swoją narrację, próbując ugrać coś na dobrej woli Nicholasa - Naprawdę... Przyj-j-j... - uciekł wzrokiem. Sparaliżował go strach. Nie był w stanie utrzymywać dłużej kontaktu wzrokowego z kimś takim jak on - jak jego oprawca.
Chłopak przeniósł wzrok w kierunku butów Stanleya, biorąc kilka głębszych oddechów - Ni-i-i-ech m-i-i... - drżał - Ni-i-ic nie rob-i-i... - poprosił Borgina, który nie był zainteresowany słuchaniem pojedynczych kwestii. Jego interesowały wszystkie akty - wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Nic więc dziwnego, że nie powiedział niczego. Nie skinął palcem. Nie zrobił niczego, aby jakkolwiek mu pomóc.
Ofiara nie mając innej możliwości, powróciła do Nicholasa. Nie odważył się spojrzeć ponownie mu w twarz, a jedynie utrzymywał swoją linię wzroku na jego torsie.