Robert zadał krótkie, treściwe ale cholernie trudne pytanie. Tak trudne, że pewnie sama ministra Magii nie potrafiłaby odpowiedzieć poprawnie. Co wiedzieli o Poppy Vance? Prawnie nic - była brygadzistką, coś tam próbowała wiązać koniec końców w departamencie. Na pewno była cichą myszką, która nie po prostu była. Nie wyróżniała się niczym szczególnym. Nie zwracała na siebie uwagi. Równie dobrze mogłaby po prostu nie istnieć czy zniknąć, a najpewniej nikt by tego i tak nie zauważył.
- Drobna dziewczyna. Może z metr sześćdziesiąt. Włosy brunatne? Nie wiem - wzruszył ramionami - Nie wyróżniająca się niczym szczególnie twarz. Brak większej ilości makijażu z tego co kojarzę. Zagubiona w papierkowej robocie w brygadzie. Pracuje tam chyba tylko i wyłącznie z łaski swoich przełożonych. Inaczej wyleciałaby za zbyt małą efektywność pracy. W sumie tyle... - odpowiedział. Nie było to za dużo bo kojarzył ją tylko z widoku i opowieści czy plotek - Nie za wiele. W tej chwili nie mogę powiedzieć nic więcej... - westchnął - Ale postaram się coś skombinować albo sobie przypomnieć - zapewnił. Czy mówił to co Mulciber chciał usłyszeć? Trochę tak - nie mniej jednak chciał się tego dowiedzieć, aby później przekazać te informacje do swojego ojca.
- Tak zrobię. Masz moje słowo - zgodził się z Robertem. Stanleyowi było to jednak obojętne i nie czuł szczególnej potrzeby, aby się upewniać. To była wojna, a na wojnie zdarzały się ofiary - często neutralne i całkowicie niezaangażowane w konflikt. Tego nie mogli uniknąć.
- Rozumiem - pokiwał głową - Nie ruszę jej bez zgody - dodał po chwili, chociaż nie bardzo podobało to się Stanleyowi. On chciał ją zabić tu i teraz. Może właśnie dobrze, że Robert postąpił w ten sposób? Może właśnie uratował jedno Mulciberowe życie, które mogłoby zostać utracone w możliwie głupi sposób? Cóż, to dopiero będą w stanie ocenić kolejne pokolenia, którym przyjdzie przyglądać się wydarzeniom z przełomu czerwca i lipca 1972 roku.
Pogawędka trwała jeszcze krótką chwilę, ponieważ Borgina gonił czas. W teorii. Trochę też goniły go własne myśli - obawy przed tym, że zaraz może zaroić tu się od brygadzistów i aurorów. Musiał się wynosić z Horyzontalnej i nie zamierzał czekać.
Dopił herbatę, pożegnał się z ojcem i powrócił do swojego zadania. Spakował najważniejsze rzeczy i czym prędzej ruszył do Głębiny na Podziemnych Ścieżkach. Teraz musiał się urządzić w nowym miejscu.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972