26.05.2024, 11:47 ✶
W szaleńczym biegu mającym oddalić go od zagrożenia Darcy Lockhart nie musiał myśleć wiele - liczyła się przecież tylko ucieczka - wbrew wszystkim najgorszym obawom udana ucieczka. Chłopak wbiegł w jedną z bocznych alejek i zorientował się, że tam znajdowali się inni ludzie - wspaniale, bo to znaczyło, że cokolwiek miało stać się dalej, nie będzie już samotny. Kiedy się odwrócił, żeby spojrzeć, czy to coś, ta kreatura zdolna do czynienia rzeczy tak potwornych i zbrodniczych nie biegnie za nim - oh, nie dość, że za nim nie biegła, to jeszcze ulica wyglądała inaczej. Światła latarni otuliły ją swoim blaskiem o wiele lepiej, niż kiedy spotkał tam to niegodziwcze, dostrzegł tam też kilka twarzy, jakich nie było tam wcześniej.
Pokątna znów żyła.
Czyli to był tylko zły sen? Może wypił coś, czego pić nie powinien, może ktoś rzucił na niego klątwę czyniącą z jego głowy komnatę, w której odbijały się najgorsze koszmary i na ten krótki moment uczyniły go szaleńcem? Może. A może po prostu niektórych zdarzeń nie dało się łatwo wytłumaczyć.
Tej nocy jego powieki opadały, ale on i tak nie mógł zasnąć. To była noc spędzona na wpatrywaniu się w sufit przez godziny - myślenie o wszystkim, o czym nie chciało się już myśleć. Ciemność pokoju zdawała się przypominać ciemność bezkresnej Szczeliny wypełnionej robactwem, a Darcy czuł, jak jego umysł wypełnia się gniewem. Chciałby to zatrzymać, ale jak - jak pozbyć się z głowy własnych myśli? Od samego siebie nie było żadnej sensownej ucieczki.
Czasami wciąż to widywał, o ile to nie były kolejne majaki. Spoglądał w lustro i zastanawiał się, dlaczego jest taki blady, a później orientował się, że to nie jest jego twarz. Widział to w szybach sklepów. Blade lico, niemal białe, obrysowane brwi i usta, a kiedy otwierało spierzchnięte wargi, wyglądało tak, jakby w środku nie było nic prócz poczerniałych zębów i robactwa. Przypadek godny Lecznicy Dusz, gdyby nie jeden, maleńki mankament.
Czasami, chociaż nie chciał sobie tego przyznać, nie tylko czuł pełzające po sobie odnóża. Przez kilka następnych dni potrafił splunąć do zlewu żywym robakiem, a później wisiał nad nim i czekał, aż zniknie, aż okaże się wytworem wyobraźni lub zaklęciem, które dało się rozproszyć, ale robak jak na złość był prawdziwy. I wtedy sobie to przypominał - to i tego śmiech - szyderczy i pełen zadowolenia. Najwyraźniej cieszyło się wielce z tego, jak panicznie biegł przed siebie, nie zważając na nic.
Pokątna znów żyła.
Czyli to był tylko zły sen? Może wypił coś, czego pić nie powinien, może ktoś rzucił na niego klątwę czyniącą z jego głowy komnatę, w której odbijały się najgorsze koszmary i na ten krótki moment uczyniły go szaleńcem? Może. A może po prostu niektórych zdarzeń nie dało się łatwo wytłumaczyć.
Tej nocy jego powieki opadały, ale on i tak nie mógł zasnąć. To była noc spędzona na wpatrywaniu się w sufit przez godziny - myślenie o wszystkim, o czym nie chciało się już myśleć. Ciemność pokoju zdawała się przypominać ciemność bezkresnej Szczeliny wypełnionej robactwem, a Darcy czuł, jak jego umysł wypełnia się gniewem. Chciałby to zatrzymać, ale jak - jak pozbyć się z głowy własnych myśli? Od samego siebie nie było żadnej sensownej ucieczki.
Czasami wciąż to widywał, o ile to nie były kolejne majaki. Spoglądał w lustro i zastanawiał się, dlaczego jest taki blady, a później orientował się, że to nie jest jego twarz. Widział to w szybach sklepów. Blade lico, niemal białe, obrysowane brwi i usta, a kiedy otwierało spierzchnięte wargi, wyglądało tak, jakby w środku nie było nic prócz poczerniałych zębów i robactwa. Przypadek godny Lecznicy Dusz, gdyby nie jeden, maleńki mankament.
Czasami, chociaż nie chciał sobie tego przyznać, nie tylko czuł pełzające po sobie odnóża. Przez kilka następnych dni potrafił splunąć do zlewu żywym robakiem, a później wisiał nad nim i czekał, aż zniknie, aż okaże się wytworem wyobraźni lub zaklęciem, które dało się rozproszyć, ale robak jak na złość był prawdziwy. I wtedy sobie to przypominał - to i tego śmiech - szyderczy i pełen zadowolenia. Najwyraźniej cieszyło się wielce z tego, jak panicznie biegł przed siebie, nie zważając na nic.
Koniec sesji