26.05.2024, 11:58 ✶
Charlie, wyrażaj się.
Czy to było największe zmartwienie ojca? Wuja...?! Charlie obrócił się tylko na moment, by dostrzec tego drugiego. Zmełł w ustach kolejne przekleństwo, nie chcąc grabić sobie u Roberta. Z drugiej strony, przy kobiecie również nie należało się zachowywać w ten sposób.
Nie miał pojęcia o wstążkach i również takiej nie nosił, nie przejmował się tym jednak, gdy nie wiedział, jak długo zabawi w towarzystwie, skoro ociekał piwem. Uniósł spojrzenie na Olivię, której siłą rzeczy jeszcze nie kojarzył. Daleki był od oceniania jej urody, gdy przy pierwszym spotkaniu zaprezentowała mu się z zupełnie innej strony!
- ...nic się nie stało, panienko. - Odpowiedział jej w końcu, dalej walcząc z narastającą złością. Ta jednak powoli ulatywała, chłodzona przez zimny, mokry dotyk przemoczonych ubrań. - Charles. Charles Mulciber. - Podkreślił. - Nie potrzeba, panienko, kupię... kupię sobie piwo. Dziękuję. - Przyjął od niej serwetki, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, jak wyglądają jego spodnie! Najpierw skupił się na rękawie. Uch, skóra zostanie tak nieprzyjemnie klejąca, nawet po użyciu zaklęcia suszącego! - Poradzę sobie, wuju. - Powiedział do Roberta, spodziewając się, że ten będzie chciał go niańczyć. - Wraca wuj do stolika, za chwilę się zacznie. - Popędził, bo przecież nie byli tu po to, by podziwiać plamę na podłodze.
Charlie nie potrzebował różdżki, by poradzić sobie ze szkłem na podłodze - magia bezróżdżkowa miała mnóstwo zalet. Szybkie reparo miało sprawić, że pokal na powrót stanie się jednym, zaklęcie suszące zaś poradziło sobie z mokrą plamą. Nikt już nie pośliźnie się i nie pokaleczy.
- Panienko... - Jęknął, gdy Olivia zamówiła jednak to piwo. - Proszę się nie kłopotać.
Czy to było największe zmartwienie ojca? Wuja...?! Charlie obrócił się tylko na moment, by dostrzec tego drugiego. Zmełł w ustach kolejne przekleństwo, nie chcąc grabić sobie u Roberta. Z drugiej strony, przy kobiecie również nie należało się zachowywać w ten sposób.
Nie miał pojęcia o wstążkach i również takiej nie nosił, nie przejmował się tym jednak, gdy nie wiedział, jak długo zabawi w towarzystwie, skoro ociekał piwem. Uniósł spojrzenie na Olivię, której siłą rzeczy jeszcze nie kojarzył. Daleki był od oceniania jej urody, gdy przy pierwszym spotkaniu zaprezentowała mu się z zupełnie innej strony!
- ...nic się nie stało, panienko. - Odpowiedział jej w końcu, dalej walcząc z narastającą złością. Ta jednak powoli ulatywała, chłodzona przez zimny, mokry dotyk przemoczonych ubrań. - Charles. Charles Mulciber. - Podkreślił. - Nie potrzeba, panienko, kupię... kupię sobie piwo. Dziękuję. - Przyjął od niej serwetki, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, jak wyglądają jego spodnie! Najpierw skupił się na rękawie. Uch, skóra zostanie tak nieprzyjemnie klejąca, nawet po użyciu zaklęcia suszącego! - Poradzę sobie, wuju. - Powiedział do Roberta, spodziewając się, że ten będzie chciał go niańczyć. - Wraca wuj do stolika, za chwilę się zacznie. - Popędził, bo przecież nie byli tu po to, by podziwiać plamę na podłodze.
Charlie nie potrzebował różdżki, by poradzić sobie ze szkłem na podłodze - magia bezróżdżkowa miała mnóstwo zalet. Szybkie reparo miało sprawić, że pokal na powrót stanie się jednym, zaklęcie suszące zaś poradziło sobie z mokrą plamą. Nikt już nie pośliźnie się i nie pokaleczy.
- Panienko... - Jęknął, gdy Olivia zamówiła jednak to piwo. - Proszę się nie kłopotać.