27.12.2022, 11:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2023, 11:02 przez Brenna Longbottom.)
Brenna przychylała się do zdania Erika. Dobre wyjście nie istniało. Było oczywiste, że Nora nie życzyła sobie, aby ktoś w tym grzebał, więc robiąc to, Brenna nie postępowała zgodnie z życzeniem kobiety. Z drugiej strony zostawienie sprawy teraz, gdy obie panny Figg były w Londynie, a Salem zaczął kombinować, mogło równie dobrze skończyć się... pozostaniem przy status quo, jak i zupełną katastrofą.
- Opętał mnie charyzmatyczny kot - podsumowała Brenna, rozkładając ręce bezradnym gestem, nim weszła do środka. - Przeceniasz moją inwencję. Przyznaję, że ja nigdy bym tego nie wymyśliła. To znaczy... przyznaję, chciałam użyć widmowidzenia, ale tylko po to, żeby sprawdzić, czy ktoś zamienił Norę w bobra przypadkiem, czy złośliwie. Nie wpadłabym na szukanie w ten sposób ojca Mabel.
Ostatecznie zresztą i tak tego nie zrobiła, po prostu podpytując znajomych i kelnerów, a gdy okazało się, że wszyscy byli zbyt zafascynowani śpiewem Faye, aby dostrzec, kto rzucił zaklęcie, postanowiła w tym wypadku odpuścić. Uznała, że pewnie lepiej dla Nory, jeśli wszyscy zapomną o sprawie.
Widmowidzenie Brenna nauczyła się traktować jako umiejętność bardzo przydatną w pracy. Erik miał jednak rację - niósł ze sobą swój ciężar. Zwłaszcza, gdy była dzieckiem i nie umiała nad nim panować. Później też jednak zdarzały się sytuacje, gdy wściekała się na siebie, bo nie potrafiłą zobaczyć tego, co chciała. Albo obejrzała nazbyt wiele. Kiedy nagle traciła ostrość widzenia i świat rozmazywał się przed oczyma albo kiedy w snach przychodziły wspomnienia martwych ludzi.
Jeżeli stopień współpracy jej talentu miałby być znakiem, co do tego, czy powinni się w tę sprawę mieszać, czy nie, to w tej chwili wszystkie omeny wyciągnęły transparenty i zaczęły entuzjastycznie zagrzewać ich do boju. Bo zwykle kapryśne widmowidzenie zadziałało tak doskonale, jak rzadko kiedy. Brenna przywykła, że czasem nie działało wcale albo podsyłało jej losowe strzępki rozmów, niekoniecznie te, które sobie życzyła zobaczyć.
Tym razem trafiła dokładnie tam, gdzie chciała. Może dlatego, że zebrała tu przedmioty z balu i wszystko działo się w tym samym pomieszczenie.
A może ot kaprys losu.
Przed jej oczyma przesuwały się obrazy z balu. Nora tańcząca z Theseusem. Zaklęcie trafiające ją w powietrzu. Bieg przez tłum. Ona sama, przepychająca się między ludźmi, by dopaść do bobra...
Po jakichś pięciu - dziesięciu minutach Brenna wzdrygnęła się i spojrzała na brata. Machnęła różdżkę, gasząc świece, jasny znak, że albo nie sądziła, że zobaczy coś więcej, albo na nich innego patrzeć nie chciała.
Tym, co padło z jej ust, nie były jednak najpierw nazwiska potencjalnych kandydatów ojca Mabel.
- Erik? Jakiś pomysł, dla którego mąż Eden Lestrange nagle postanowił zamienić Norę w bobra?
Cieszył się opinią geniusza. Naprawdę zrobiłby coś takiego niechcący? Najlepszej przyjaciółce Erika, o którego chwilę wcześniej biła się cała rodzina jego żony?
- Opętał mnie charyzmatyczny kot - podsumowała Brenna, rozkładając ręce bezradnym gestem, nim weszła do środka. - Przeceniasz moją inwencję. Przyznaję, że ja nigdy bym tego nie wymyśliła. To znaczy... przyznaję, chciałam użyć widmowidzenia, ale tylko po to, żeby sprawdzić, czy ktoś zamienił Norę w bobra przypadkiem, czy złośliwie. Nie wpadłabym na szukanie w ten sposób ojca Mabel.
Ostatecznie zresztą i tak tego nie zrobiła, po prostu podpytując znajomych i kelnerów, a gdy okazało się, że wszyscy byli zbyt zafascynowani śpiewem Faye, aby dostrzec, kto rzucił zaklęcie, postanowiła w tym wypadku odpuścić. Uznała, że pewnie lepiej dla Nory, jeśli wszyscy zapomną o sprawie.
Widmowidzenie Brenna nauczyła się traktować jako umiejętność bardzo przydatną w pracy. Erik miał jednak rację - niósł ze sobą swój ciężar. Zwłaszcza, gdy była dzieckiem i nie umiała nad nim panować. Później też jednak zdarzały się sytuacje, gdy wściekała się na siebie, bo nie potrafiłą zobaczyć tego, co chciała. Albo obejrzała nazbyt wiele. Kiedy nagle traciła ostrość widzenia i świat rozmazywał się przed oczyma albo kiedy w snach przychodziły wspomnienia martwych ludzi.
Jeżeli stopień współpracy jej talentu miałby być znakiem, co do tego, czy powinni się w tę sprawę mieszać, czy nie, to w tej chwili wszystkie omeny wyciągnęły transparenty i zaczęły entuzjastycznie zagrzewać ich do boju. Bo zwykle kapryśne widmowidzenie zadziałało tak doskonale, jak rzadko kiedy. Brenna przywykła, że czasem nie działało wcale albo podsyłało jej losowe strzępki rozmów, niekoniecznie te, które sobie życzyła zobaczyć.
Tym razem trafiła dokładnie tam, gdzie chciała. Może dlatego, że zebrała tu przedmioty z balu i wszystko działo się w tym samym pomieszczenie.
A może ot kaprys losu.
Przed jej oczyma przesuwały się obrazy z balu. Nora tańcząca z Theseusem. Zaklęcie trafiające ją w powietrzu. Bieg przez tłum. Ona sama, przepychająca się między ludźmi, by dopaść do bobra...
Po jakichś pięciu - dziesięciu minutach Brenna wzdrygnęła się i spojrzała na brata. Machnęła różdżkę, gasząc świece, jasny znak, że albo nie sądziła, że zobaczy coś więcej, albo na nich innego patrzeć nie chciała.
Tym, co padło z jej ust, nie były jednak najpierw nazwiska potencjalnych kandydatów ojca Mabel.
- Erik? Jakiś pomysł, dla którego mąż Eden Lestrange nagle postanowił zamienić Norę w bobra?
Cieszył się opinią geniusza. Naprawdę zrobiłby coś takiego niechcący? Najlepszej przyjaciółce Erika, o którego chwilę wcześniej biła się cała rodzina jego żony?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.