To naprawdę było zaskakujące i pełne podziwu, że Stella nie robiła prawie żadnych wybryków czy pod górkę własnym rodzicom. Tego samego nie można było powiedzieć o Stanleyu, który miał na bakier z byciem dobrym i przyzwoitym uczniem. Z drugiej strony też nie rozchodziło się tylko o czasy szkolne, ale również te późniejsze - te niby wielce "dorosłe".
To też nie tak, że Borgin był jakimś rasowym alkoholikiem, a co najwyżej koneserem. Nie raz zdarzyło mu się otworzyć taką czy inną butelkę. Najczęściej była to jednak od piwa czy rudej, które otwierało się znacząco prościej, ale dla chcącego nic trudnego. Przecież jakiś szampan nie powstrzyma dzielnego "brygadzisty", prawda?
- Prawda... - zgodził się, kiwając głową. Do góry raczej nie była w stanie polecieć - Jednak lepiej, abyś nie nabawiła się guza przed następnym występami. No chyba, że chcesz, aby zostały częścią Twojego wystroju na następnym pokazie - zasugerował. Oczywiście wszystko w ramach żartu, ponieważ nie życzył jej źle, a już na pewno nie, kiedy miała kolejne koncerty w następnym tygodniu. Pewnie mogłaby to jakoś wytłumaczyć, chociaż wersja wydarzeń, która mówiła "spadłam ze stołu, obserwując jak Stanley otwiera szampana", brzmiała co najmniej komicznie.
Borgin pokiwał głową na kwestię zagadek. W takim wypadku, Stella będzie zmuszona poczekać. Nic innego im nie pozostaje. W teorii mógł nie mówić i zrobić niespodziankę, ale tak chociaż mogła mieć z tyłu głowy, że coś się tam kręci i działa w tle.
Jak niewiele wystarczyło, aby zadowolić niektóre osoby. To była niemal dziecinna radość. Pomyśleć, że wystarczało zapowiedzieć swoje przybycie i to tyle. Coś wspaniałego.
- Może dostaniemy kolejnego szampana? - zaśmiał się. Dalej nie mógł w to uwierzyć, że artyści mieli tak fajnie. Dostawali wynagrodzenie za swój występ, do tego salwę owacji na stojąco i jeszcze jakieś kwiaty czy inne smakowite trunki. Według Stanleya to była chyba największa zaleta tej pracy.
Borgin pokiwał jeszcze głową na słowa Avery i czym prędzej wziął się za otwieranie tego szampana. Poszło mu zaskakująco łatwo, chociaż sam zakładał, że zaraz będzie tutaj jeden, wielki syf. Tak się nie stało, a sam korek odleciał kilka stolików na bok. Nic się jednak nie ulało, co znaczyło tyle, że będzie więcej dla nich.
- No. Voila! - uniósł butelkę w geście zwycięstwa - Sprawdźmy... - spojrzał na zawartość, a następnie odrobinę powąchał - Nie da się ukryć. Pachnie jak alkohol - zakomunikował. Nikt nie wlał wody do ładnego opakowania - to był już dobry znak.
- Proszę bardzo - wysunął butelkę w kierunku Stelli - Pierwszy łyk dla zwyciężczyni. To jakaś znana marka szampanów? - zapytał z ciekawości. Sam nie miał pojęcia. Mógł wypowiedzieć się odnośnie piwa czy trunków wysokoprocentowych, a o winie czy szampanie wolał się nie wypowiadać. Może Avery miała większą wiedzę od niego w tej kwestii?
- Jak tak teraz myślę... To może właściciel tego przybytku został kiedyś zraniony lub oszukany? Tak wiesz, w kwestiach miłosnych? - wzruszył ramionami, przyglądając się Stelli - I teraz próbuje to sobie rekompensować poprzez zapraszanie wszelkiej maści artystek. One - wy - wskazał na siedzącą przed nim blondynkę - Robicie swoją robotę, a on was potem zagaduje i Merlin jeden wie, co mu jeszcze może w głowie siedzieć - mówił na głos, to co mu siedziało w głowie. Brzmiało to bardziej jak jakaś teoria spiskowa, niż fakty, ale cóż - trzeba było mieć się na uwadze.
- Trzeba będzie mieć na niego oko. Grałaś tutaj w ogóle pierwszy raz?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972