Dzięki otworzeniu klubokawiarni w Londynie Norka miała szansę odnowić wiele dawnych znajomości. Co by nie mówić, to była trochę odsunięta, jej życie towarzyskie nie kwitło, tylko zatrzymało się w momencie, w którym została matką. Blisko niej pozostali tylko Longbottomowie, którzy wspierali ją w tym zagmatwanym dla niej czasie. Samej pewnie byłoby jej ciężko, jednak miała wsparcie. Jakoś się w tym wszystkim odnalazła, choć miała wątpliwości. Na samym początku czuła się jak wielki przegrany, jakby jej cały świat się rozsypał. Czas spowodował, że nabrała do tego nieco dystansu, pogodziła się z tym, że tak ma być. Nie spowodowało to jednak, że przestała marzyć, przez te kilka lat dzielnie pracowała, żeby spełnić te marzenia. Teraz była tutaj - w miejscu, które stworzyła od podstaw, jej życie towarzyskie ponownie zaczęło kwitnąć - wszak do kawiarni przychodzili jej znajomi, ci bliżsi, jak i ci, którzy mogli o niej zapomnieć. Najwyraźniej jednak tak nie było. Cieszyło ją to ogromnie, że chcą zobaczyć to miejsce - wszak było to jej drugie dziecko. Sama świadomość tego, że chociażby taki Sauriel - z którym straciła kontakt już po szkole, znalazł chwilę, aby tu przyjść, spotkać się z nią napawała ją optymizmem. Czuła, że jest to jej czas, że teraz, w końcu odetchnie, zajmie się sobą. Mabel miała już siedem lat i nie potrzebowała ciągłej opieki.
- Może dane mi było poznać tego najbardziej ciekawego?- Uśmiech nie schodził jej z twarzy, naprawdę dobrze było go widzieć w jednym kawałku, spodziewała się, że osoba z temperamentem jak Rookwood może wpakować się w jakieś szambo, no ale stał tu przed nią, czyli nie było źle. - Czekaj, czekaj, czy Ty mi grozisz?- Wpatrywała się w niego tymi swoimi zielonymi oczami, nawet na moment nie opuszczała spojrzenia. Czy jej uśmiech był nieszczery? Nie w tym przypadku. Naprawdę cieszyła się, że zgodził się tu przyjść, jego obecność spowodowała też, że wróciło do niej sporo wspomnień, z czasów przed Mabel. Dzieliła swoje życie na to sprzed i po, miała wrażenie, że te etapy diametralnie się od siebie różniły.
[a]- Wiesz, że my Figgowie jesteśmy świetni w oswajaniu kotów?- Jakby nie patrzeć jej rodzina miała swoich magicznych towarzyszy. - Ten mój pewnie gdzieś śpi i śni o tuńczyku. Jakby nie patrzeć, to jednak jesteś tutaj, czyli musisz spadać zawsze na cztery łapy.- Norka wolała chyba nie wnikać, w to, o jakie kłopoty chodziło. Jeszcze by się zaangażowała, nie potrafiła stać obok, zupełnie bezczynnie, wiedząc, że ktoś znajomy może potrzebować pomocy. - Dobrze pamiętasz, miał być Paryż, lekcje gotowania, niestety nigdy tam nie dotarłam. Los sprawił mi niespodziankę, która pokrzyżowała moje plany.- Zastanawiała się czasem, jak wyglądałoby jej życie, gdyby wtedy wszystko potoczyło się po jej myśli, czy bardzo różniłoby się od tego aktualnego? Niestety nigdy nie pozna odpowiedzi na te pytanie. Czy powinna mu opowiedzieć o tym wszystkim? O tym, jak musiała zmienić swoje priorytety? Czy w ogóle by go to interesowało, nie chciała mu to opowiadać o tym, jak przez swoją nieodpowiedzialność, przez moment zapomnienia, zakochanie, krótkie, intensywne uczucie zyskała nowego towarzysza życia. Wiedziała, że ludzie podchodzili do tego różnie, niewiele osób patrzyło pozytywnie na matki, które samotnie wychowywały dzieci. Może nie była wytykana palcami, zaszyła się w końcu na wsi u rodziców, jednak wiedziała, że jest traktowana inaczej, jakby miała jakąś skazę.
- To chyba największy komplement, jaki mogłam od Ciebie usłyszeć.- Zrobiło jej się miło, tak zwyczajnie miło. Dobrze wiedzieć, to miejsce nie tylko w jej oczach malowało obraz tego jaką jest osobą. - Dużo grasz? Pamiętam, że zawsze miałeś do tego smykałkę i świetnie Ci to wychodziło.- Przeniosła wzrok na gitarę, która to stała oparta o bar.