Klubokawiarnia działała już kilka tygodni. Norka nie mogła narzekać na brak zainteresowania spowodowany otwarciem tego miejsca. Nadal odwiedzało je sporo osób, nie był to więc tylko pierwszy bum, najwyraźniej wypieki zasmakowały okolicznym mieszkańcom, bo kojarzyła już większość twarzy, które się tutaj pojawiały niemalże codziennie. Musiała trochę popracować nad tym, aby wieczorna działalność cieszyła się równie ogromnym zainteresowaniem. Nie chciała być kojarzona jedynie z wyrobami cukierniczymi, zależało jej, aby klub, którym kawiarnia stawała się wieczorem przynosił podobne zyski.
Jednym z pomysłów, na jaki wpadła, aby rozruszać to miejsce były koncerty. Miała świadomość, że muzyka grana na żywo często przyciągała. Figg rozesłała listy do kilku znajomych z czasów szkolnych, liczyła na to, że jej nie odmówią. Nie myliła się, odzew był pozytywny. Nadal była dobrze kojarzona, zresztą nigdy nie miała wrogów, raczej wszyscy za nią przepadali. Nie wynikało to z niczego, Norka już w czasach szkolnych była otwarta na nawiązywanie znajomości z najbardziej gburowatymi osobami - nie przeszkadzało jej takie nastawienie, znajdowała dobro w każdym człowieku. Dawała szansę i próbowała się zbliżyć niemalże do każdego. Jak widać do dzisiaj mogła korzystać z tych relacji nawiązanych dawno temu. Ogromnie ją to cieszyło, że pamiętali o niej i nie zamierzali odmówić jej wsparcia.
Dzisiaj miał tu wystąpić Jack, może nie był jakoś bardzo uzdolnionym muzykiem, ale wyraził entuzjazm, kiedy dostał od niej list i nie chciał zapłaty - dla Norki była to sytuacja idealna. Pojawił się już w lokalu i zaczął rozkładać swój sprzęt muzyczny, na końcu sali, pod ścianą, gdzie było zrobione podwyższenie, które miało służyć za scenę. Warunki były średnie - jednak nie powinno to przeszkadzać. Figg miała jedynie nadzieję, że nic jej nie rozwali, bo pamiętała Jacka jako osobę niezbyt dobrze ogarniętą ruchowo. Przestała mu się przyglądać i wróciła do polerowania szkła. Powoli nadchodził wieczór, liczyła na to, że ulotki, które przygotowała ściągną kilka osób. Norka była tak zaangażowana w czyszczenie szkła, że nie zauważyła, że drzwi otworzyły się po raz kolejny.
Podskoczyła, kiedy usłyszała głos. Nie usłyszała wcześniej, że ktoś się zbliża. Może było to spowodowane tym, że Jack zaczął już brzdąkać? Kto ją tam wie. Na pewno się dość mocno zamyśliła, a z rozmyślań dość brutalnie wyrwał ją głos mężczyzny. - Dzień dobry.- Postanowiła zacząć od przywitania się, zmierzyła mężczyznę wzrokiem - nie znała go, nie pamiętała też, czy widziała go w tym miejscu od czasu otwarcia, najwyraźniej był nowym przybyszem. - Tak dostanie Pan.- Uśmiechnęła się, jak to miała w zwyczaju. - Czy życzy sobie Pan coś do tej kawy? - Może na ladzie nie było już widać wypieków, jednak w kuchni miała świeżo upieczoną tartę i kilka pączków.