26.05.2024, 21:20 ✶
- Wyczułam krew - wyjaśniła Brenna krótko. - Zostałam na razie na progu.
Nie chciała naruszyć miejsca zbrodni, chociaż i tak będą musiały tam wejść. Tyle że po sfotografowaniu sytuacji od progu. W rękawiczkach. Za wiedzą kapitana (i zgodą, miała nadzieję, choćby miała wyciągnąć mu tę z gardła). Rzecz jasna wciąż starając się niczego nie dotknąć, bo musiała brać pod uwagę, że jednak nie zdołają wykonać śledztwa błyskawicznego (zwłaszcza pozbawione dostępu do pełnej ekipy i na przykład patologa), ale mogły przynajmniej się rozejrzeć.
– Jasne. Leć – westchnęła i zamknęła drzwi z powrotem. Jeszcze tego brakowało, aby ktoś przechodząc zauważył trupa i rozpoczęła się ogólna panika. A to nie byłoby trudne, w końcu statek nie był taką wielką Perłą Morza.
*
Znalezienie kapitana nie było trudne. Ten był mężczyzną w średnim wieku, na szczęście mówiącym po angielsku, chociaż niezbyt dobrze. W pierwszej chwili nie zrozumiał zupełnie, co Victoria chciała przekazać – a może po prostu liczył, że nie rozumie? Upewniał się trzy razy, zanim ruszył w końcu z nią ku kajutom, szybkim krokiem. Chyba nie dowierzał w opowieść o trupie aż do momentu, w którym zobaczył ciało na własne oczy.
Zaklął chyba, a może wezwał bogów. Brenna nie mogła być pewna, bo zrobił to po francusku, potem wyrzucił z siebie kilka szybkich słów, również dla niej niezrozumiałych, cofnął się, sprawiał wrażenie, jakby chciał odejść, być może zawołać kogoś jeszcze z załogi… a potem zrobił w tył zwrot i spojrzał na nie, jakby coś ważąc.
– Wy jesteście z tej całej… Ministerstwo Magii, tak? – spytał, z mocnym akcentem, i wyraźnie niechętnie. Był tu kapitanem, one były obce, w dodatku były kobietami. Ale morderstwo podczas rejsu mogło zepsuć im opinię, a teraz stał przed wyborem: zawracać do Francji prawie będąc u celu i ryzykować niedowiezienie transportu, włożenie śledztwa w ręce miejscowych służb, którym nie ufał za grosz, albo spróbować z nimi. O ile, oczywiście, nie one tego tutaj ukatrupiły. – Jakaś wskazówka?
– Chętnie obejrzymy miejsce zbrodni – podłapała natychmiast Brenna. – Będziemy potrzebowały pełnej listy pasażerów, najlepiej z pańskim komentarzem. I trzeba znaleźć krewne tego pana, nie wiem, gdzie teraz są. Niedobrze, gdyby nam przeszkodziły, poza tym będziemy musiały z nimi porozmawiać.
– Merde – syknął. – Znajdę je. Zaraz przyjdzie tu do was mój zastępca. Tylko nic nie ruszajcie.
– No cóż, mogło pójść gorzej – westchnęła Brenna. Przynajmniej miały jego zgodę na to, by zacząć działać, bo bez jego współpracy nie miałyby żadnego pola manewru. – Pędzę po rękawiczki i aparat, wrócę za minutę.
Nie chciała naruszyć miejsca zbrodni, chociaż i tak będą musiały tam wejść. Tyle że po sfotografowaniu sytuacji od progu. W rękawiczkach. Za wiedzą kapitana (i zgodą, miała nadzieję, choćby miała wyciągnąć mu tę z gardła). Rzecz jasna wciąż starając się niczego nie dotknąć, bo musiała brać pod uwagę, że jednak nie zdołają wykonać śledztwa błyskawicznego (zwłaszcza pozbawione dostępu do pełnej ekipy i na przykład patologa), ale mogły przynajmniej się rozejrzeć.
– Jasne. Leć – westchnęła i zamknęła drzwi z powrotem. Jeszcze tego brakowało, aby ktoś przechodząc zauważył trupa i rozpoczęła się ogólna panika. A to nie byłoby trudne, w końcu statek nie był taką wielką Perłą Morza.
*
Znalezienie kapitana nie było trudne. Ten był mężczyzną w średnim wieku, na szczęście mówiącym po angielsku, chociaż niezbyt dobrze. W pierwszej chwili nie zrozumiał zupełnie, co Victoria chciała przekazać – a może po prostu liczył, że nie rozumie? Upewniał się trzy razy, zanim ruszył w końcu z nią ku kajutom, szybkim krokiem. Chyba nie dowierzał w opowieść o trupie aż do momentu, w którym zobaczył ciało na własne oczy.
Zaklął chyba, a może wezwał bogów. Brenna nie mogła być pewna, bo zrobił to po francusku, potem wyrzucił z siebie kilka szybkich słów, również dla niej niezrozumiałych, cofnął się, sprawiał wrażenie, jakby chciał odejść, być może zawołać kogoś jeszcze z załogi… a potem zrobił w tył zwrot i spojrzał na nie, jakby coś ważąc.
– Wy jesteście z tej całej… Ministerstwo Magii, tak? – spytał, z mocnym akcentem, i wyraźnie niechętnie. Był tu kapitanem, one były obce, w dodatku były kobietami. Ale morderstwo podczas rejsu mogło zepsuć im opinię, a teraz stał przed wyborem: zawracać do Francji prawie będąc u celu i ryzykować niedowiezienie transportu, włożenie śledztwa w ręce miejscowych służb, którym nie ufał za grosz, albo spróbować z nimi. O ile, oczywiście, nie one tego tutaj ukatrupiły. – Jakaś wskazówka?
– Chętnie obejrzymy miejsce zbrodni – podłapała natychmiast Brenna. – Będziemy potrzebowały pełnej listy pasażerów, najlepiej z pańskim komentarzem. I trzeba znaleźć krewne tego pana, nie wiem, gdzie teraz są. Niedobrze, gdyby nam przeszkodziły, poza tym będziemy musiały z nimi porozmawiać.
– Merde – syknął. – Znajdę je. Zaraz przyjdzie tu do was mój zastępca. Tylko nic nie ruszajcie.
– No cóż, mogło pójść gorzej – westchnęła Brenna. Przynajmniej miały jego zgodę na to, by zacząć działać, bo bez jego współpracy nie miałyby żadnego pola manewru. – Pędzę po rękawiczki i aparat, wrócę za minutę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.