Każdy handlarz miał własne sposoby na prowadzenie interesu, we własnym mniemaniu zapewne najlepsze, w mniemaniu społeczeństwa - różnie to bywało. Jeden handlarz postawi na ilość za niemałe kwoty, z nadzieją na szybki zarobek. Drugi zaniży ceny, lecz wciąż będzie parł w ilość sprzedanych produktów, próbując dotrzeć jak najszybciej do jak największej ilości potencjalnych klientów. Trzeci natomiast postawi na jakość, przygotowując się do wyjścia na rynek długo i skrupulatnie, wpierw przedstawiając swoją ofertę kilku zaledwie osobom i bazując na ich opinii. Ilość jakości nie zastąpi, a słowo szeptane rozchodzi się szybciej, niż wrzask na rynkowym placu. Zaufanie również było tu istotne, bo klient, który będzie zadowolony z jakości produktu, wracać będzie po więcej. Handel nie był dla wszystkich - niektórzy potrafili przechodzić z jakości w ilość, gdy skrytka bankowa zaczynała wypełniać się złotem i srebrem. Łatwo było stracić głowę. Zaskoczenie tutaj było więc pozytywne, zupełnie pozbawione negatywnego odniesienia, bo nie, Nikolai nie potrafił czytać w myślach, więc nie mógł wiedzieć, czy Robert chował w rękawie jakiegoś asa, czy po prostu nie chce popełnić błędów wielu upadłych handlowców i podchodzi do handlu "z głową".
Wpierw przejrzał na szybko podsunięte mu dokumenty i dopierodopiero gdy Robert skończył mówić, dokładniej się z nimi zapoznał. Nie spieszył się, odczytywał po kolei wszystkie zdania uważnie, nawet dwa razy, jeżeli była taka potrzeba. Nie był może specjalistą w dziedzinie umów handlowych, ale w przedstawionych przez Roberta dokumentach nie znalazł nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób go zaniepokoić. Nie znalazł nawet małych druczków, przed którymi zawsze ostrzegali dorośli.
Podpisał dokumenty. Regulamin sprzedaży, umowy i dokument dla pracownika Gringotta, częściowo wypełniony przez Roberta. Regulamin i jedna kopia umowy wróciły do Roberta. Te, które były przeznaczone dla niego, schował do wewnętrznej kieszeni kurtki. Nie było już nic więcej do ustalania.
-Jak najszybciej zlecę wpłatę i będę czekał na kuriera. Jeszcze raz panu dziękuję, Panie Mulciber - powiedział, wstając z siedzenia i wyciągając do Roberta dłoń, by wymienić ostatni uścisk. -Życzę Panu udanego dnia.
Filiżankę odniósł na ladę, za którą wciąż stała czarnowłosa kelnerka, zapłacił i mógł już opuścić lokal.
Teraz zostało mu już tylko opłacić zamówienie i czekać na jego odbiór.