Victorii ewidentnie udzieliło się Saurielowanie albo chciała swoim ubiorem wyrazić współczucie dla zębów Stanleya. Prawdziwie złota kobieta, która potrafiła zrozumieć innego człowieka i jego problemy - zarówno te przyrodnicze jak i z uzębieniem!
Ładnie sobie tutaj pomieszkiwała. Miała bardzo dużo kwiatów i roślin, które Borgin oczywiście rozpoznawał - to była wersja wydarzeń dla niewtajemniczonych w jego tajemną sztukę niewiedzy przyrodniczej. Tutaj po lewo, dla przykładu był kwiatek, a tutaj z prawej była roślinka... zielona. Psinka czy tam psianka też nie zrobiły na nim wrażenia, ponieważ po prostu ich nie rozpoznał. Dla niego to był tylko i aż "badyl". Dużo miało tutaj tego wszystkiego. Jak ona je rozpoznawała?
Lestrange miała fajną puchatą kilkę - to mógł jej przyznać bez bicia. Zaraz. Chwila. A to drugie równie puchate? Drugi kot? No proszę, a podobno oni z Rookwoodem to nic tam nie tego... to była oczywiście bardzo pokrętna logika, ponieważ Sauriel był nazywany Czarnym Kotem, a teraz były małe kociaki i... mniejsza o to, bo chyba by go zabiła gdyby powiedział te słowa na głos.
- Ale masz dużo puchatych kulek - skomentował, klękając przy zainteresowanym gościu. Powoli - jak do Sauriela - wyciągnął dłoń, aby go nie spłoszyć i dać się powąchać. Niestety nie miał żadnego smaczka, aby jegomościa poczęstować, a szkoda!
- Ummm... - podniósł wzrok w kierunku Victorii - Może być szklanka wody - odparł, wzruszając ramionami. Nie chciał wykorzystać nad wymiar gościnności Lestrange. Wiadome jednak było, że Stanley, nie wielbłąd, napić się musiał i raczej nie rozchodziło się tutaj o tą całą wodę, a raczej co innego.
Kiedy tak przyglądał się małemu kociakowi, a w międzyczasie przysłuchiwał się słowom niedoszłej pani Rookwood, zrozumiał komizm ten sytuacji. Auror z doświadczeniem rozmawiał jakby nigdy nic z człowiekiem, który był przez Ministerstwo poszukiwany, ot taki zbieg okoliczności. Te ogórki to chyba rzeczywiście łączyły ludzi, a nie dzieliły.
- Cóż... Od czego by tu zacząć? - zamyślił się na krótką chwilę, chociaż tak naprawdę nie potrzebował tego robić, wszak wszystko dobrze pamiętał - Kojarzysz Geraldine? Moja kuzynka. Ma brata bliźniaka Thorana, który ma dosyć nierówno pod sufitem... - nakreślał powoli sytuację, zaczynając od winowajcy tego wszystkiego - Powiedzmy, że mamy trochę na pieńku i wielmożny Thoran chciał odpłacić swoje winy... A jak mu poszło? Widzisz sama - odchrząknął - Spotkaliśmy się na piwie, aby porozmawiać i w zasadzie chciałem już iść. Zaoferował jednak fajkę, a ja się zgodziłem. To był niestety cholerny błąd. Te jego fajury były jakieś dziwne i zrobiły właśnie o to - dodał, robiąc wyszczerz zębów, aby następnie wskazać na nie dłonią - Próbowałem się tego pozbyć jakimiś eliksirami czy maściami dostępnymi od ręki i nic. Zaawansowana magia, którą można rozpraszać różne rzeczy też nie pomogła... - pokręcił przecząco głową - Więc nie pozostało mi nic innego jak skontaktować się z kimś, kto potrafi coś więcej w tą całą eliksirologię czy jak Wy to tam nazywacie. Da się coś z tym zrobić? To nie może być jakiś nieuleczalny przypadek. Nie ma takiej opcji - westchnął, bo co innego mu pozostało w tej chwili?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972