27.05.2024, 01:55 ✶
Sporo by oddał za to, gdyby mogli być teraz w jego wozie. Gdyby się mógł obok niego położyć i szeptać mu to na ucho, tak jak lubił to robić, a nie dukać te słowa w stresie, zaciskając te palce na koszuli Alexandra tak mocno, że zaczynały go boleć ręce. Ale nie puści go przecież, za cholerę go teraz nie puści. Prędzej da sobie znowu podbić oko, niż go teraz puści. Nie było kurwa mowy, nie było tematu - nie dało się go jeszcze przy okazji złapać za duszę, tak dla pewności?
- Ja... - Oh kurwa, to byłoby całkiem zabawne, gdyby Bletchley okazał się potworem tej sytuacji, ale Flynn bardzo dobrze wiedział, że to nie była prawda. On tam przyszedł tylko po to, żeby go zobaczyć. Chciał się upewnić, że wszystko było u niego w porządku. To on go zalał gradobiciem dwuznacznych tekstów, on mu nawciskał tych kwiatów do wazonu, on mu nagrywał kasety z muzyką, on go uwodził. Z pełną świadomością tego jak ciężko mu się było od tego uwolnić. - Nieee. - Zdecydowanie nie. - On jest dobrym człowiekiem, po prostu... - O wiele lepszym od niego.
Po prostu... Nabrał powietrza. Za dużo. Sapnął przeciągle, próbując się uspokoić i nadal go nie puszczał. Trzymał go tak, jakby ktoś mu go miał zaraz z tych objęć wyrwać. I trochę tak było - tym czymś był gar żenady, jaki Flynn sam sobie zagotował.
- Wydaje mi się, że zawsze taki byłem. - Nie miał pojęcia jak cofnąć się do momentu, w którym się przyznał, że jej też tak robił. - Że zawsze potrafiłem tak żyć. - To była półprawda. To ona go tego nauczyła. To ona wymuszała na kimś tak bojącym się samotności, żeby ciągle szukał bliskości gdzieś indziej, chociaż wpierw tak naprawdę pragnął tylko jej. Gdzieś po drodze... Pewne rzeczy się zatarły. - Próbowałem ci to powiedzieć - wtedy, tamtej nocy, ale nie tylko - powiedz mi Al, jak coś takiego opisać? - Pociągnął go za ten materiał. Nabuzowany był emocjami jak balon, ale mówił. - N-nie wiem, co ci miałem kurwa powiedzieć, żebyś sobie nie pomyślał, że jestem jakąś Panią Bovary, że nie traktuję cię poważnie. - Mówił i to rzeczy, co by się ich wstydził i uznałby je za głupie. Jak się tylko zorientował, jak bardzo pokrzywiony był, kiedy mu się rzuciły w oczy kompletnie inne style życia i nawyki innych - zgłupiał. Lubił czytać, więc próbował znaleźć coś o tym, tak bezskutecznie. Kilka tekstów o czasach, których nikt żyjący nie pamiętał, choćby i sam Merlin dożył 1972. - N-nie jestem. - Absurd, ale naprawdę się tym przejmował. - Nie jestem Panią Bovary. - Nie chciał być panią Bovary, bo ona swojego męża nie kochała i rekompensowała jego niedociągnięcia, szukając wspaniałej miłości, jakiej pragnęła. To wszystko było nie tak. No, oprócz arszeniku na koniec. Tę jedną rzecz... mógł mieć z panią Bovary wspólną.
- Ja... - Oh kurwa, to byłoby całkiem zabawne, gdyby Bletchley okazał się potworem tej sytuacji, ale Flynn bardzo dobrze wiedział, że to nie była prawda. On tam przyszedł tylko po to, żeby go zobaczyć. Chciał się upewnić, że wszystko było u niego w porządku. To on go zalał gradobiciem dwuznacznych tekstów, on mu nawciskał tych kwiatów do wazonu, on mu nagrywał kasety z muzyką, on go uwodził. Z pełną świadomością tego jak ciężko mu się było od tego uwolnić. - Nieee. - Zdecydowanie nie. - On jest dobrym człowiekiem, po prostu... - O wiele lepszym od niego.
Po prostu... Nabrał powietrza. Za dużo. Sapnął przeciągle, próbując się uspokoić i nadal go nie puszczał. Trzymał go tak, jakby ktoś mu go miał zaraz z tych objęć wyrwać. I trochę tak było - tym czymś był gar żenady, jaki Flynn sam sobie zagotował.
- Wydaje mi się, że zawsze taki byłem. - Nie miał pojęcia jak cofnąć się do momentu, w którym się przyznał, że jej też tak robił. - Że zawsze potrafiłem tak żyć. - To była półprawda. To ona go tego nauczyła. To ona wymuszała na kimś tak bojącym się samotności, żeby ciągle szukał bliskości gdzieś indziej, chociaż wpierw tak naprawdę pragnął tylko jej. Gdzieś po drodze... Pewne rzeczy się zatarły. - Próbowałem ci to powiedzieć - wtedy, tamtej nocy, ale nie tylko - powiedz mi Al, jak coś takiego opisać? - Pociągnął go za ten materiał. Nabuzowany był emocjami jak balon, ale mówił. - N-nie wiem, co ci miałem kurwa powiedzieć, żebyś sobie nie pomyślał, że jestem jakąś Panią Bovary, że nie traktuję cię poważnie. - Mówił i to rzeczy, co by się ich wstydził i uznałby je za głupie. Jak się tylko zorientował, jak bardzo pokrzywiony był, kiedy mu się rzuciły w oczy kompletnie inne style życia i nawyki innych - zgłupiał. Lubił czytać, więc próbował znaleźć coś o tym, tak bezskutecznie. Kilka tekstów o czasach, których nikt żyjący nie pamiętał, choćby i sam Merlin dożył 1972. - N-nie jestem. - Absurd, ale naprawdę się tym przejmował. - Nie jestem Panią Bovary. - Nie chciał być panią Bovary, bo ona swojego męża nie kochała i rekompensowała jego niedociągnięcia, szukając wspaniałej miłości, jakiej pragnęła. To wszystko było nie tak. No, oprócz arszeniku na koniec. Tę jedną rzecz... mógł mieć z panią Bovary wspólną.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.