27.05.2024, 01:38 ✶
Ciril pokręcił foczym łebkiem. Pobłyskująca w oczach determinacja, nieco osłabła.
- Nie szukam śmierci. Szukam ratunku – sprostował łagodnie. – Jeśli was zostawię, kto będzie przemawiał w waszym imieniu przed trytonami?
Ku jego wyraźnemu zaskoczeniu, dokładnie ten sam tryton, który syczał wściekle w jego stronę, przeniósł ciemne, wyłupiaste oczy na Victorię i odpowiedział jej, nie kryjąc nienawiści pobrzmiewającej w szorstkim, nienawykłym do ludzkiej mowy, głosie.
- Wy nigdy nie macie złych zamiarów. Cała nasza wioska choruje przez was. Ulth jest miękki, nie chce was karać, my jesteśmy miękcy, bo stoimy po stronie wodza. Ale wszystko przeminie a wraz z naszą śmiercią, nadejdzie wasza śmierć.
Jego słowa zawisły w wodzie ciężko. Podpływający do chaty wodza Laurent zauważył śledzące go z jej malutkich okien oczy. Najwidoczniej część zwolenników Ultha (a pewnie i sam Ulth) schowała się w największym i najlepiej ufortyfikowanym budynku w wiosce. Czemu nie próbowali wrócić po swoich?
Pozostający nieco z boku całej tej sytuacji, w ciszy przyglądający się trytońskiej kobiecie Perseus nie rozpoznał rodzaju trawiącej jej choroby. I to nie tak, że się zapomniał, że miał zbyt niską wiedzę, że właściwie nie znał się jakoś szczególnie ani na trytonach, ani na ich kulturze, chorobach bądź problemach, które trawiły społeczność. Nie rozpoznał choroby, bo w ruchach kobiety, w ziemistym kolorze jej cery, w przekrwionych wyłupiastych oczach, w wychudzonym ciele rozpoznał działanie trucizny. Trytony mogły myśleć, że wieś trawiła choroba, mogły oznaczać domy chorych – w nadziei, że to zapobiegnie rozprzestrzenianiu się zarazy na kolejnych - ale to nie była prawdziwa choroba. Ktoś otruł te stworzenia. Czy zrobili to mugole? Jeśli oni, to w jaki sposób, nawet nie zdając sobie sprawy z istnienia tych istot, truliby tylko wybranych? I jaka musiałaby to być trucizna, która atakowałaby trytony, ale oszczędzała kąpiących się? W jaki sposób dostałaby się do tego miejsca?
@Perseus Black @Laurent Prewett @Victoria Lestrange
- Nie szukam śmierci. Szukam ratunku – sprostował łagodnie. – Jeśli was zostawię, kto będzie przemawiał w waszym imieniu przed trytonami?
Ku jego wyraźnemu zaskoczeniu, dokładnie ten sam tryton, który syczał wściekle w jego stronę, przeniósł ciemne, wyłupiaste oczy na Victorię i odpowiedział jej, nie kryjąc nienawiści pobrzmiewającej w szorstkim, nienawykłym do ludzkiej mowy, głosie.
- Wy nigdy nie macie złych zamiarów. Cała nasza wioska choruje przez was. Ulth jest miękki, nie chce was karać, my jesteśmy miękcy, bo stoimy po stronie wodza. Ale wszystko przeminie a wraz z naszą śmiercią, nadejdzie wasza śmierć.
Jego słowa zawisły w wodzie ciężko. Podpływający do chaty wodza Laurent zauważył śledzące go z jej malutkich okien oczy. Najwidoczniej część zwolenników Ultha (a pewnie i sam Ulth) schowała się w największym i najlepiej ufortyfikowanym budynku w wiosce. Czemu nie próbowali wrócić po swoich?
Pozostający nieco z boku całej tej sytuacji, w ciszy przyglądający się trytońskiej kobiecie Perseus nie rozpoznał rodzaju trawiącej jej choroby. I to nie tak, że się zapomniał, że miał zbyt niską wiedzę, że właściwie nie znał się jakoś szczególnie ani na trytonach, ani na ich kulturze, chorobach bądź problemach, które trawiły społeczność. Nie rozpoznał choroby, bo w ruchach kobiety, w ziemistym kolorze jej cery, w przekrwionych wyłupiastych oczach, w wychudzonym ciele rozpoznał działanie trucizny. Trytony mogły myśleć, że wieś trawiła choroba, mogły oznaczać domy chorych – w nadziei, że to zapobiegnie rozprzestrzenianiu się zarazy na kolejnych - ale to nie była prawdziwa choroba. Ktoś otruł te stworzenia. Czy zrobili to mugole? Jeśli oni, to w jaki sposób, nawet nie zdając sobie sprawy z istnienia tych istot, truliby tylko wybranych? I jaka musiałaby to być trucizna, która atakowałaby trytony, ale oszczędzała kąpiących się? W jaki sposób dostałaby się do tego miejsca?
@Perseus Black @Laurent Prewett @Victoria Lestrange
Czas na odpis do 29.05, godz. 21.00