Ponoć wróżby miały być tylko wskazówką. Stanowiły jedynie część możliwości zajrzenia w przyszłość, która wcale nie była taka jasna. Jasnowidzenie potrafiło bardzo wyraźnie kreować rzeczywistość na parę sekund przed tym, jak się wydarzy, a te dalsze i odległe były zamazane i zazwyczaj - pełne niepokoju. Gdyby było inaczej to nikt by nie gromadził tych pięknych, szklanych kul głęboko pod Ministerstwem i nie wymuszał na ludziom, którzy z nimi i wokół nich pracują, zmowy milczenia. Jakie sekrety działy się poza naszymi oczami, kiedy nikt nawet nie chciał obracać tam swoich ocząt..? Laurenta teraz obchodziło to, jakie sekrety kryje ta jedna karta. Co się w niej kryje i co pod nią jest, co objawi mu i jaka prawda przesunie się przez usta tego człowieka. Wróżby były tym bardziej trafne, im bardziej znasz klienta, tak?
Pierwsza myśl jest najlepsza. Twój mózg automatycznie sięga po twoją własną wiedzę, więc dlaczego miałby cię okłamywać? Twoja intuicja potrafi być dobrym doradcą, jeśli tylko dasz jej szansę zabłysnąć. Dlatego mimo, że jego dłoń nie oparła się od razu na karcie to w zasadzie widział tę kartę od razu - jedną jedyną ze wszystkich rozłożonych - i już wiedział, że to ta. Ta jedyna, prawie jak kobieta, którą upatrujesz wśród tłumu i wiesz, że innej dzisiaj nie zobaczysz. Twoje oczy to tylko jej kształty. Jej kształty to tylko twoja uwaga. Tak jak myśl Alexandra była teraz skupiona wyłącznie na tym, kogo przed swoimi oczami miał. Różnica była taka, że to jego wybrany nie był, a ktoś, kto otoczył widmem tajemniczego zagrożenia ludzi, których cenił. Szczególnie tego jednego człowieka, którego serce nigdy nie potrafiło wybrać. Albo nigdy nie chciało wybierać.
Odwrócił kartę i nie bał się jej. Bo czym była sprawiedliwość? Mieczem ognistym w rękach Michaela? Prawem chroniącym i gromiącym grzeszników, a według dekalogu wierni żyli i poruszali się ścieżkami Pana? Miał czyste sumienie z samym sobą, choć popełniał błędy. Choć wielką zadrą tego sumienia była odległa przeszłość. Nie bał się więc tych słów, które padły. Tych rachunków do wyrównania było wiele i wiele było też spraw, które pęczniały jak truchło gotowe wybuchnąć. Nikt nie chciał być tego świadkiem. Podniósł wzrok na tę twarz o zmysłowych rysach, która jawiła się teraz jak twarz jednego z najbardziej przyjaznych ludzi na świecie. Obcy, owszem, a przecież na pewno się pojawił ktoś z Bulstrode, na pewno była tu Victoria, Nora - twarz jakże kochane i drogie, pełne ciepła. Z jego oczu rozpłynął się więc dystans, który został zastąpiony przez ciekawość, a uśmiech był automatycznie odwzajemniony do tego człowieka. Człowieka, z którym miał bardzo głęboko wbity klin.
- Jest Pan bardzo spostrzegawczy. - Nie uważał, żeby potrafił przyjmować maskę pokerzysty, ale wcale niekoniecznie uważał, że pierwsza z brzegu osoba była w stanie ot tak, od ręki, po odsłonięciu karty, szeptać o tym, co jest. Patrzeć i widzieć. Wydawało się to idiotyczne, kiedy już to powiedział, mówić tak do kogoś z Trzecim Okiem, ale słowa padły, a on tylko trochę bardziej się uśmiechnął ze zrozumienia własnej gafy, nieco z zakłopotaniem. Przynajmniej tyle był z siebie w stanie wykrzesać po ostatnich tragicznie ciężkich dniach. - Myślałem, że właśnie idę za głosem serca przychodząc tutaj... - Dodał w zamyśleniu, kierując spojrzenie na scenę, która teraz była pusta i czekała na występy. - Och? - Wyrwany z zamyślenia spojrzał z powrotem na wróżbitę. Diva przymierzyła się do skoku i wskoczyła na kraniec stolika, na którym operował Alexander, nie naruszając żadnej z kart. Patrzyła na nie z zainteresowaniem, lekko ruszając ogonem zwisającym z kantu stołu. - Co ona oznacza?