Czy powinien się dziwić? W końcu zmarłą uczennicą była mugolaczka, której życie dla większości czystokrwistych rodzin z Rosji było warte tyle samo, co życie insekta - tyle, co nic. Gdyby w Koldovstoretz doszło do takiego incydentu, z pewnością rozpętałaby się wojna i nawet nauczyciele, którzy zazwyczaj nie wtrącali się w sprawy swoich uczniów, przeszukaliby zapewne każdy kąt szkoły, byleby znaleźć i ukarać sprawcę. Ale czy można było porównywać Hogwart i Koldvostoretz, skoro w rosyjskiej szkole uczyć się mogły jedynie dzieciaki z rodów czystej krwi? Każdy pojedynczy uczeń był synem lub córką kogoś ważnego, dziedzicem rodu niesplamionego krwią mugoli. Hogwart miał zupełnie inne podejście do dzieci mugoli, które obudziły w sobie magię.
-To trochę dziwne - kufel z kremowym piwem zagłuszył jego słowa.
Wciąż chodziło o morderstwo. A jeżeli przytrafiło się to uczennicy mugolskiego pochodzenia, jaka była pewność, że czystokrwiste dzieciaki były bezpieczne? Chyba że faktycznie był to po prostu zamach na mugolaczkę i sprawa została zatuszowana, a z czasem pewnie zapomniana przez nauczycieli.
Ale Brenna miała rację. To nie było miejsce ani czas, by rozprawiać o tak ponurych zdarzeniach, jak morderstwo w szkolnej łazience, które również mogło być nieszczęśliwym wypadkiem, szczególnie nad kuflem piwa. Oby tylko Heather nie pomyślała o nim czegoś dziwnego, skoro sam drążył niemiły temat.
Nawet, gdyby w Miodowym Królestwie nie mieli cukierków, od których para buchnie mu z uszu, to z pewnością znajdzie się coś równie ciekawego i zabawnego. Jak powiedziała Heather, "są wyjątkowo zaopatrzeni", a to brzmiało bardzo obiecująco.
Opróżnione kufle zostały odniesione na ladę barową, Rosmerta otrzymała za zamówienie zapłatę i we trójkę mogli już wyjść z przytulnego baru.
Kierunek - Miodowe Królestwo.