Nie było prawdą to, co płynęło z ust Roberta, a jednak Laurent nawet nie wpadł na pomysł, żeby mogło być inaczej. Gładkość wypowiedzi, jaką sobą prezentował, to niewzruszenie, ta aura profesjonalności i przede wszystkim - ten spokój. Każdy element nakładał się na siebie jak doskonale dopasowany puzel i tworzył enigmę człowieka siedzącego przed nim. Człowieka zdolnegod o baraszkowania w głowach innych, kiedy ci inni zastanawiali się, co chodzi po głowie jemu. Lekkie przytaknięcie ze strony blondyna było też potwierdzeniem tego, że nie miał o nic więcej do zapytania w tym temacie.
- Bazą na pewno była waleriana. - To mógł potwierdzić bez problemu. - Cedr himalajski i drugie, jeśli mnie pamięć nie myli - eukaliptus. - To jeśli chodzi o zapachy, bo cała reszta składowa po drodze, która ułatwiała osiągnięcie tego ułudnego (niemalże) błogostanu - cóż, Robert najlepiej wiedział, co w swoim sklepie posiada. Tak jak najlepiej wiedział, jak mocno jego przeszłość uciskała jego przyszłość. Jak wiele potrzebnych było poświęceń i jak wiele należało poświęcić od strony innych dociskając palce na ich gardle, żeby w końcu osiągnąć chociaż pozór oczekiwanego sukcesu, w którym osiągnie się szczęście. Każdy tego szczęścia chciał. Bajdurzył o najlepszym życiu i o tym, że ktoś mógł mieć je lepsze od siebie samego. Jak ten brat, na którego możesz liczyć, a jednak kręci się jakaś sól w oku przez to, że ma lepiej. Jak siostra, która miała być głową rodu, a tobie kręciła się sól w oku, że miała to ona, a nie ty. - Wolę zapachy łagodniejsze od lawendy, zapachy lasu, morza... są mi chyba najbliższe. - Dlatego drzewna woń cedru i eukaliptusa była miła. Taki zapach, którym naprawdę można się otulić i zasnąć, nakrywając wstęgami dymu.
Przychodząc do Mulcibera z czymś więcej ponad kadzidło, które pozwalało odpłynąć od codziennych problemów, liczył się z tym, że niekoniecznie otrzyma gotową odpowiedź. Liczył się też z tym, że nie ma gotowego rozwiązania. Że może pojawić się takie, którego działanie wręcz będzie powodowało skutek odwrotny. Mimo wszystko tak to jakoś bywa, że kiedy klient przychodzi i płaci - to klient wymaga. Jak po złośliwości losu ciężko było w swoje dłonie dostać selkie, żeby to przetestować i dać gotowy produkt, a i nawet Laurent sam wolał doświadczyć negatywu niż narażać na to kogokolwiek innego. Tylko dlatego, że chciał mieć trochę spokoju i przestać myśleć o tym, że ukrycie się w falach było rozwiązaniem na wszystko, albo o tym, że kolejny raz jakaś klątwa wciągnie go do wody. I wtedy nie będzie już kogoś, kto go zatrzyma.
- Mam drobne obserwacje. - Wyciągnął z kieszeni etykietę zerwaną z eliksiru nasennego, spojrzał na nią, czy to to i wyciągnął w stronę Mulcibera, żeby ten sam ocenił. - Waleriana i lawenda, powracający czynnik oraz śluz gumochłona. Eliksir jest natomiast zdecydowanie za mocny, żebym mógł mówić o stosowaniu go tymczasowo w celu odcięcia się od tego magnetycznego przyciągania. - Bo nie wiedział jak to bardziej dosadnie i obrazowo przedstawić, to przyciąganie. - Natomiast same eliksiry uspakajające, nawet o podobnej bazie, niekoniecznie mają na problem duży wpływ, kiedy naprawdę tego potrzebuję. Zresztą potrzebuję tego odcięcia, żeby móc funkcjonować trzeźwo, a nie otumaniać się eliksirami. - Mógł również szukać odpowiedzi na te pytanie w eliksirach, przy czym kadzidła i opioidy znakomicie sobie radziły z bezpośrednim i szybkim wpływaniem na receptory. - Środki pobudzające potrafią ten efekt potęgować. I mam tu na myśli nawet samą kofeinę czy kakao, nie wspominając o silniejszych. Uprzedzając zawczasu - jestem świadom ewentualnego ryzyka, że kadzidło może zadziałać lepiej lub gorzej.