27.05.2024, 12:49 ✶
Teleportacja nie działała, powietrze wręcz śmierdziało od magii. Zeżarła ją ziemia, Alastor nie wypuści jej z domu przez najbliższą dekadę, jeśli mu się przyzna. Zaraz też się pewnie okaże, że ten pojeb Alexander miał rację i to fioletowe wcale nie było ochronne. Bo jaka jest moralność i decyzyjność roślin? Jeśli te chroniły same siebie, to wszyscy ludzie mieli tak na prawdę ostro przejebane. Patrzyła się na trupa, jego ciuchy i trochę analizowała, wspominając wizje Morpheusa i Leona. Trochę też żałowała, że nie była bardziej uważna przez te dwa dni w ośrodku, bo skupiała się na szkicowaniu, a nie na tym kto gdzie i dlaczego.
– To musi być jakieś nekromantyczne ścierwo, skoro wysysa energię życiową. Coś tu się mocno posrało – mówiła trochę do siebie, a trochę do Penny, ale w końcu dotarły do niej odgłosy wymiotów. Odwróciła się z szeroko otwartymi złocistymi oczami ku swojej koleżance. Moody służyła w BUmie od czasu ukończenia szkoły, nie taki szajs widziała z resztą brat uczył ją, że trzeba być twardzielką, a smutek i strach są dla słabych. W oczach Millie był absolutny brak szacunku dla wysokich, czystokrwistych dupków, którzy uważali, że świat należy do nich, a potem srali pod siebie jak robiło się gorąco. Ale też w jej sercu nie było pogardy dla słabości jako takiej, bo przecież... na tym w końcu polegała jej robota, żeby nie tylko polować ale też chronić.
Porzuciła truchło i szybko odeszła do Penny, pomogła jej się ogarnąć, obejmując ją troskliwie ramieniem.
– Już... już dobrze, jakby chciały, to by nas rozszarpało podczas zjazdu tutaj. A skoro wrzuciły nas w tunele, to jest nadzieja. Chodź, poszukajmy wyjścia, na pewno jest tu jakieś wyjście, po prostu chodźmy i próbujmy ich nie dotykać. Co najwyżej obwiążmy się może liną, żeby się nie zgubić. Razem damy radę mała – zaproponowała, choć była mniejsza od niej. Spróbowała wyczarować linę, żeby mogły się nią obwiązać, ale nawet jeśli się to nie udało, nie traciła więcej czasu i ruszyła w jedyną dostępną stronę, przemieszczając się możliwie szybko.
– Ten Owen Bagshot... To kto to jest? O co chodzi? – zapytała idąc, mając w ten sposób potwierdzenie, że są razem.
– To musi być jakieś nekromantyczne ścierwo, skoro wysysa energię życiową. Coś tu się mocno posrało – mówiła trochę do siebie, a trochę do Penny, ale w końcu dotarły do niej odgłosy wymiotów. Odwróciła się z szeroko otwartymi złocistymi oczami ku swojej koleżance. Moody służyła w BUmie od czasu ukończenia szkoły, nie taki szajs widziała z resztą brat uczył ją, że trzeba być twardzielką, a smutek i strach są dla słabych. W oczach Millie był absolutny brak szacunku dla wysokich, czystokrwistych dupków, którzy uważali, że świat należy do nich, a potem srali pod siebie jak robiło się gorąco. Ale też w jej sercu nie było pogardy dla słabości jako takiej, bo przecież... na tym w końcu polegała jej robota, żeby nie tylko polować ale też chronić.
Porzuciła truchło i szybko odeszła do Penny, pomogła jej się ogarnąć, obejmując ją troskliwie ramieniem.
– Już... już dobrze, jakby chciały, to by nas rozszarpało podczas zjazdu tutaj. A skoro wrzuciły nas w tunele, to jest nadzieja. Chodź, poszukajmy wyjścia, na pewno jest tu jakieś wyjście, po prostu chodźmy i próbujmy ich nie dotykać. Co najwyżej obwiążmy się może liną, żeby się nie zgubić. Razem damy radę mała – zaproponowała, choć była mniejsza od niej. Spróbowała wyczarować linę, żeby mogły się nią obwiązać, ale nawet jeśli się to nie udało, nie traciła więcej czasu i ruszyła w jedyną dostępną stronę, przemieszczając się możliwie szybko.
– Ten Owen Bagshot... To kto to jest? O co chodzi? – zapytała idąc, mając w ten sposób potwierdzenie, że są razem.
Kształtowanie I na linę
Rzut O 1d100 - 42
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 30
Akcja nieudana
Akcja nieudana