- Oczywiście, próbuję tylko jakoś to zrozumieć, złożyć w całość. - Nie miała broń Merlinie do Morpheusa żadnych pretensji, dał jej naprawdę dużo informacji, poświęcił jej swój czas, to wiele dla niej znaczyło. Mimo, że nadal nie do końca rozumiała wszystko, co się wokół niej działo. Znajdowała się coraz bliżej rozwiązania problemu, a to było już naprawdę wiele. Gdyby nie jego pomoc, to pewnie by tego nie rozwiązała. Jego i kilkoro innych znajomych, niektórzy z nich ucierpieli próbując ją wesprzeć, co nie dawało jej spokoju. Nie mogła pozwolić, aby to powtórzyło się ponownie.
- Zastanawiam się, czy może jeśli go dobrze zamkniemy, to nie będzie wreszcie nikogo niepokoił. - Nie życzyłaby nikomu, żeby przeżywał to co ona teraz. Najlepiej by było, gdyby pozbyła się tego demona na dobre, co pewnie też nie było łatwe do zrealizowania. Sięgnie pewnie po kolejne informacje, zaangażuje w to kolejnych ludzi, aby zrobić to jak najlepiej się da.
- Cóż, na szczęście teraz wiem, że nie można mu ufać. - Będzie ostrożniejsza, to na pewno. Ostatnio wiele razy się sparzyła i może demon nie zrobił jej póki co krzywdy bezpośrednio, to ranił kilka bliskich jej osób, nie miała zamiaru pozwalać na to, by stało się to ponownie.
Zauważyła reakcję Morpheusa na fotografię, czuła, że coś jest nie tak. Nie musiała być jasnowidzem, żeby to odczytać. Westchnęła ciężko słysząc jego słowa. Nie miał nawet swojej twarzy? Powinna się tego domyślić. - Dziękuję ci za wszystko, twoja pomoc naprawdę wiele dla mnie znaczy. - Powiedziała jeszcze nim podniosła się z krzesła i ruszyła w stronę wyjścia. Musiała pójść na zewnątrz i zaczerpnąć świeżego powietrza, te informacje, które jej dał to było naprawdę dużo, nawet, jak na osobę pokroju Geraldine Yaxley.