Rodziło się pytanie, czy ważniejsze było teraz bezpieczeństwo Cyrila czy może chaos, który już się rozpoczął, a którego pierwszy kęs przywitał ich jeszcze z łódki krzykami i przerażeniem wszystkiego, co działo się na zewnątrz. Logika Cyrila więc była tak banalna, prawdziwa i jednocześnie frustrująca, że Laurent aż poczuł uścisk we wnętrzu, ale nie odpowiedział już nic. Czy można czuć się winnym, że wykorzystujesz inną istotę, żeby coś osiągnąć, skoro ona się zgadza? Gdy ktoś sam aktywnie dąży do sprawy to przecież nie można mówić o wykorzystywaniu, tak? A jednak Laurent czuł, że powinien wręcz wynieść tę fokę stąd chociażby siłą.
Zatrzymał się parę metrów w głębi tej wioski, uważając na te zawiązane trytony - i tak jak chciał ich uwolnić, tak bał się konsekwencji. Wszystko tutaj napawało go lękiem - ich nie? Choroba, a nie, jednak nie choroba - trucizna, o której było mówione... czy ona mogła się znajdować w wodzie? Mógł ich zatruwać jakiś człowiek? Jakiś czarodziej? Mugole potrafili różne śmieci wpuszczać do wód, czyszczenie ich potem było tragedią. Jeszcze większą tragedią była śmierć, jaką te zatrucia tworzyły. Widzieli przecież martwe ryby na brzegu, więc to nie tak, że to TRYTONI byli zatruci. To woda była zatruta. Woda, w której oni pływali.
- Znasz tego króla? - Laurent podpłynął do Cirila i wskazał mu krańcem nosa na zamek, który piękniłby się o wiele bardziej, gdyby w tym miejscu brzmiało jakiekolwiek życie. Gdyby było widoczne, a nie uwiązane, albo zatrute do stopnia, gdzie strach było się do tej istoty zbliżyć. Tak i teraz z napięciem spoglądał na to, jak Victoria zbliżyła się do trytona i obejrzał się na Perseusa, który ewidentnie też szukał odpowiedzi na mnożące się pytania dotyczące tego, z czym mogą mieć do czynienia. - Jest sens z nim rozmawiać? Czy lepiej od razu szukać tamtej trytonki? - A może król wiedział, gdzie ją znaleźć, albo wiedział, jak sobie z tym kryzysem poradzić? Kryzysem ludzi, bo tak trytony jak i czarodzieje nie wchodzili sobie w drogę, tak tutaj problemem było przecięcie światów. Podpytywał o to Cirila, ale jednocześnie ciągle spoglądał to na Perseusa to na Victorię, słuchając słów, jakie tu padają. Komunikacja werbalna teraz do Victorii i Perseusa, w tej formie, była naprawdę utrudniona. zastanawiał się, czy się powinien odmienić i powiedzieć, że powinni popłynąć do tego zamku... bo powinni, na pewno. Ale lepiej, żeby na razie rzeczywiście dowiedzieli się, co to za trucizna...
Podpłynął do Perseusa i pokazał płetwą na siebie. Pokręcił głową. Pokazał na trytona. Pokręcił głową. Otworzył płetwy szeroko i zatoczył zgrabny zygzak przed nim w symbolu nieskończoności, a potem znów otworzył te płetwy i zamachał nimi, jakby chciał mu tym samym pokazać całe jezioro, kiedy ten zaczął dopytywać o jedzenie i o to jak zaczęły chorować. Pokiwał twierdząco łepkiem, kiedy za to padło słowo-klucz, że to w jeziorze. Laurent sądził, że już nawet całym jeziorze.