27.05.2024, 16:30 ✶
Ochroniarzem odpowiedzialnym za listę gości okazał się być młody chłopak, chłopiec właściwie, nie mogący liczyć sobie więcej niż dziewiętnaście, góra dwadzieścia lat. Ubrany w nieco za dużą na niego marynarkę (o czym świadczyły przydługie rękawy, które bezustannie nerwowo podciągał oraz sposób, w jaki układała się na jego ramionach, sprawiając, że wyglądały na groteskowo szerokie), niemodną do tego, z pewnością odziedziczoną po jakimś starszym krewnym. Patrzył na Alexandra z przerażeniem malującym się w zielonych oczach, by po chwili znów wertować listę gości.
— O-o-ojej. D-do pana Do-do-lohova? J-ja naprawdę n-n-nie wiem n-nic, j-j-ja-ja jestem na za-za-zastępstwo za brata — wyjąkał i przynajmniej rozwikłał tym tajemnicę za dużej marynarki, jeśli Alexandra choć przez chwilę to zastanawiało.
Chłopiec był spolegliwy. Łatwy do zastraszenia. Idealny materiał na marionetkę, toteż odsunął się i wpuścił Alexandra do środka.
— P-proszę pójść do końca korytarzem i w le-lewo do kuchni. Pa-pa-pani C-co-cooper jest sze-szefową kelnerów, ona powinna... powinna wiedzieć wszystko — wskazał mu kierunek.
W ten sposób Alexander znalazł się na weselu Blacków. Pozostawało mu tylko unikać pary młodej, która z pewnością by się zorientowała, że w posiadłości znajduje się intruz. Reszta gości? Cóż, mogła być co najwyżej skołowana takim doborem towarzystwa...
— O-o-ojej. D-do pana Do-do-lohova? J-ja naprawdę n-n-nie wiem n-nic, j-j-ja-ja jestem na za-za-zastępstwo za brata — wyjąkał i przynajmniej rozwikłał tym tajemnicę za dużej marynarki, jeśli Alexandra choć przez chwilę to zastanawiało.
Chłopiec był spolegliwy. Łatwy do zastraszenia. Idealny materiał na marionetkę, toteż odsunął się i wpuścił Alexandra do środka.
— P-proszę pójść do końca korytarzem i w le-lewo do kuchni. Pa-pa-pani C-co-cooper jest sze-szefową kelnerów, ona powinna... powinna wiedzieć wszystko — wskazał mu kierunek.
W ten sposób Alexander znalazł się na weselu Blacków. Pozostawało mu tylko unikać pary młodej, która z pewnością by się zorientowała, że w posiadłości znajduje się intruz. Reszta gości? Cóż, mogła być co najwyżej skołowana takim doborem towarzystwa...