Tematycznie do imprezy Laurent ubrany jest w czarny garnitur.
Agonia na pewno miała swoje imię i na pewno miała swój wygląd. Ta konkretna przeciągała bardzo mocno swoją strunę. Wędrowała aż od tego felernego artykułu, który pojawił się w prasie z jego twarzą podpisaną "Śmierciożercy to terroryści", potem przechodziło przez pytanie, kto zdradził, a wędrowało przez krew, felernego Thorana Yaxleya i prosto na ten ślub. Na wesele, na którym ten mężczyzna, który przysłał mu wymarzony bukiet kwiatów został pobłogosławiony szczęśliwym małżeństwem z kobietą, którą kochał. I przy okazji - wcale nie był szczęśliwy. Tak właśnie wyglądały dramaty. Pisarze starożytności już wtedy rozumieli ludzkie serca lepiej, niż rozumiemy je dziś. Stworzyli w końcu mitologię, która była splotem ludzkich słabości, uniesień i przekonań, a to wszystko zostało potem sprzedane w świat jako jedyna wiara. Lud grzecznie posłuchał prawdy objawionej. Ściskało go i gniotło patrzenie na ceremonię, chociaż była przepiękna i zastanawiał się, czy właściwie to on nie trafił tutaj za karę. Czy samego siebie karał i przypominał sobie, jak ten świat funkcjonuje, żeby czasem nie wypaść z jego obiegu. Brakowało tylko tego, żeby spotkał tutaj ojca, który zacznie go ustawiać do pionu, albo Kaydena Delacoura, który... no cóż, który gdzieś tam egzystował szczęśliwie. Teraz szczęśliwie miał żyć Perseus, a zarazem ta pustka ciągle ciągnęła do tego, żeby zostać uzupełnioną, nawet jeśli ta kobieta, o którą tak chciał się troszczyć, była jego promieniem. I tak miał dużo szczęścia - nie wszyscy mieli ten uśmiech od losu, żeby wyjść za kogoś, kogo naprawdę pokochali.
Agonia miała też swoje kaprysy, bo przecież przeciągnęła się przez Lammas. I z Lammas trafiliśmy tutaj. Do tej przepięknej willi, która została stworzona do tego, żeby wystawiać najpiękniejsze przyjęcia w tym kraju. Nie powiedziałby tego własnemu ojcu, bo by się z pewnością obraził. Laurent odetchnął, gdy ta rozkapryszona Panna przestała go aż tak mocno uciskać i gnieść, kiedy ceremonia się skończyła, a on tylko podziwiał, jak Perseus dzielnie prowadzi swoją małżonkę po parkiecie. Stanowili wspaniałą parę. Niebo by im przyklasnęło, gdyby tylko mogło - zamiast tego musieli się zadowolić oklaskami ich publiczności.
Agonalne było też wyjście w kierunku pary młodej, pogratulowanie im i spojrzenie Perseusowi w oczy, czując przyciąganie. Void calling. Gdyby jakiś aurowidz zobaczył te nici - to byłoby wręcz skandaliczne. Rezerwy jego energii na granie fuszerki były tak minimalistyczne, że wolał jak najszybciej się ulotnić od tego wszystkiego, zamiast cieszyć towarzystwem i możliwością zatańczenia z jedną i drugą damą, zamiast korzystać z możliwości rozmawiania o wszystkim i o niczym, swawolnego plotkowania.
Oraz w końcu agonią był moment zobaczenia Edga w tym miejscu, z tą tacą, z pełną świadomością tego, co powiedziało mu się kilka dni temu. Uśmiechnął się do niego na tyle ciepło, na ile teraz potrafił - czyli wyszło to smętnie. I skierował swoje kroki tam, gdzie może chociaż przez chwilę będzie ulga - ku ogrodom, pozwalając się zwabić do siebie pięknej fontannie.