27.05.2024, 17:43 ✶
Od wieczoru na molo, czuł jak Windermere zwyczajnie go zadręcza. Sielska atmosfera zdawała się tylko potęgować poczucie, że z tym miejscem było coś bardzo nie tak i że byli coraz bliżej jakiegoś kulminacyjnego momentu. Potem odezwał się do niego Orion z informacją zwrotną na temat tego, co znalazł z archiwum Departamentu Przestrzegania Prawa, na temat spraw związanych z ośrodkiem Windermere. Utonięcie Tary Roberts i wątpliwości jej męża co do tego, że było samobójstwo. Trójka zaginiętych mugoli. Mugolak, który też nie wrócił do domu na kolację, a w limbo dołączyła do niego potem jego dziewczyna. Wreszcie też tej nocy nadeszła informacja, jakoby w okolicy ośrodka grasowały żywe trupy.
Jak dobrze, że był na miejscu. Chociaż gdyby miał być szczery, to żałował że nie ewakuował się stąd już wcześniej. Ba, że w ogóle wybrał to miejsce, bo to przecież miały być krótkie wakacje. Miał tu wypoczywać i ogólnie cieszyć się nicnierobieniem, a zamiast tego co jakiś czas spoglądał na aury z roztargnieniem, próbując dojść do tego, gdzie w tej plątaninie może kryć się źródło.
Mimowolnie przypominał mu się statek i wprawiało go to w jeszcze gorszy nastrój. Tak jakby sama obecność Moody, nie była wystarczającym powodem do niepokoju. Drażniło go to, że jego intuicja zdawała mu się wyraźnie podpowiadać, by trzymał się od niej z daleka. Że zamierzała go zdradzić, nawet jeśli nie powinna wiedzieć niczego, co dałoby jej takie możliwości. A mimo tego coś skręcało go w środku. Raz za razem.
- Dobry wieczór - odpowiedział, z roztargnieniem zaciągając się papierosem. - Spacer mówisz? Cóż, lepszej pory chyba nie mogłeś sobie wybrać. Na pewno brzmi lepiej niż bezczynne czekanie, aż to wszystko... nawet nie wiem co - machnął ręką. - Tak. Fiolet i czerń. Pierwsze oblewa ląd, a woda jest cała czarne. Walczą ze sobą, ale to nie jest najgorsze. Zbierają się też dookoła ludzi - mimowolnie zerknął na swoją dłoń. On sam był oblepiony czernią, podczas gdy Millie opiekuńczo otulał fiolet, wyraźnie ją chroniąc. Pytanie tylko, czy miało to jakiś sens. Czy z czegoś wynikało. - Pytasz, więc czy to znaczy że też widziałeś coś podobnego? To samo?
Jak dobrze, że był na miejscu. Chociaż gdyby miał być szczery, to żałował że nie ewakuował się stąd już wcześniej. Ba, że w ogóle wybrał to miejsce, bo to przecież miały być krótkie wakacje. Miał tu wypoczywać i ogólnie cieszyć się nicnierobieniem, a zamiast tego co jakiś czas spoglądał na aury z roztargnieniem, próbując dojść do tego, gdzie w tej plątaninie może kryć się źródło.
Mimowolnie przypominał mu się statek i wprawiało go to w jeszcze gorszy nastrój. Tak jakby sama obecność Moody, nie była wystarczającym powodem do niepokoju. Drażniło go to, że jego intuicja zdawała mu się wyraźnie podpowiadać, by trzymał się od niej z daleka. Że zamierzała go zdradzić, nawet jeśli nie powinna wiedzieć niczego, co dałoby jej takie możliwości. A mimo tego coś skręcało go w środku. Raz za razem.
- Dobry wieczór - odpowiedział, z roztargnieniem zaciągając się papierosem. - Spacer mówisz? Cóż, lepszej pory chyba nie mogłeś sobie wybrać. Na pewno brzmi lepiej niż bezczynne czekanie, aż to wszystko... nawet nie wiem co - machnął ręką. - Tak. Fiolet i czerń. Pierwsze oblewa ląd, a woda jest cała czarne. Walczą ze sobą, ale to nie jest najgorsze. Zbierają się też dookoła ludzi - mimowolnie zerknął na swoją dłoń. On sam był oblepiony czernią, podczas gdy Millie opiekuńczo otulał fiolet, wyraźnie ją chroniąc. Pytanie tylko, czy miało to jakiś sens. Czy z czegoś wynikało. - Pytasz, więc czy to znaczy że też widziałeś coś podobnego? To samo?