27.05.2024, 21:10 ✶
Charles nad sobą panował. Przecież nie rzucił się na kobietę z łapami, nie zamierzał jej ani strofować, ani atakować, ani nawet wyklinać. To tylko piwo, tylko płyn, który po wysuszeniu będzie się kleił i zostawi na ubraniach nieprzyjemny zapach, jakby Charlie pił co najmniej od środy. Westchnął ciężko. Teraz tego nie naprawi.
Poczekał, aż Robert odejdzie.
- Nie miałem pojęcia, że będzie tutaj... tak. - Przyznał wprost, choć niezbyt elokwentnie. - Miałem nadzieję, że mój brat też tu będzie, i więcej młodych osób. Kiedy usłyszałem o widowisku randkowym, nie tego się spodziewałem. - Mruczał, dalej wycierając swój rękaw. Na spodnie przyjdzie jeszcze czas. Pozbywszy się nadmiaru płynu, mógł wysuszyć koszulę zaklęciem osuszającym. Nie potrzebował do tego różdżki. Prawdę mówiąc, w ogóle nie zabrał jej z domu. - Miło mi cię poznać, panienko Olivio, chociaż to dość osobliwa okoliczność. Proszę mi uwierzyć, panienki nazwisko nie byłoby dziwniejsze, niż wszystkie inne. Wychowałem się w Norwegii, angielskie nazwiska są dla mnie niecodzienne. - Wyjaśnił od razu. Pilnował się, by jego skandynawski akcent nie przebijał się w wypowiedzi. Matka, a następnie ojciec dbali o to, by potrafił wysławiać się bez niepotrzebnych naleciałości z innych języków.
Kolejne zaklęcie pozbyło się wilgoci z nogawki, choć Charles dalej miał wrażenie, że nieprzyjemne mokre zimno dalej drażni jego pachwinę.
- Rodzina nie ostrzegła mnie przed serduszkami. - Uśmiechnął się półgębkiem. - I dziękuję, panienko, nie palę. Wystarczy mi to. - Uniósł kufel w niemym toaście i upił mały łyk. - Pomoże uporać się z wszechogarniającą miłością.
Poczekał, aż Robert odejdzie.
- Nie miałem pojęcia, że będzie tutaj... tak. - Przyznał wprost, choć niezbyt elokwentnie. - Miałem nadzieję, że mój brat też tu będzie, i więcej młodych osób. Kiedy usłyszałem o widowisku randkowym, nie tego się spodziewałem. - Mruczał, dalej wycierając swój rękaw. Na spodnie przyjdzie jeszcze czas. Pozbywszy się nadmiaru płynu, mógł wysuszyć koszulę zaklęciem osuszającym. Nie potrzebował do tego różdżki. Prawdę mówiąc, w ogóle nie zabrał jej z domu. - Miło mi cię poznać, panienko Olivio, chociaż to dość osobliwa okoliczność. Proszę mi uwierzyć, panienki nazwisko nie byłoby dziwniejsze, niż wszystkie inne. Wychowałem się w Norwegii, angielskie nazwiska są dla mnie niecodzienne. - Wyjaśnił od razu. Pilnował się, by jego skandynawski akcent nie przebijał się w wypowiedzi. Matka, a następnie ojciec dbali o to, by potrafił wysławiać się bez niepotrzebnych naleciałości z innych języków.
Kolejne zaklęcie pozbyło się wilgoci z nogawki, choć Charles dalej miał wrażenie, że nieprzyjemne mokre zimno dalej drażni jego pachwinę.
- Rodzina nie ostrzegła mnie przed serduszkami. - Uśmiechnął się półgębkiem. - I dziękuję, panienko, nie palę. Wystarczy mi to. - Uniósł kufel w niemym toaście i upił mały łyk. - Pomoże uporać się z wszechogarniającą miłością.