27.05.2024, 21:11 ✶
Wychowując się w kraju skandynawskim, Leonard przywykł do pewnego rodzaju oziębłości oraz utrzymywania dystansu w kontaktac z innymi. Przesadna, zwłaszcza niepotrzebna uprzejmość nigdy nie była jego konikiem, choć oczywiście wciąż wiedział jak utrzymać wysoką kulturę osobistą - głównie ku zadowoleniu rodziny. W kontaktach z norweskimi czarodziejami zawsze wiedział, jak się zachować i mimo wszystko raczej nie szło spotkać kogoś na tyle z góry przyjaznego, aby poklepał cię po ramieniu lub też nim objął, nawet jeśli nie było to wasze pierwsze spotkanie. Tutaj jednak, w Anglii, zaobserwował coś zgoła innego. Ludzie byli na wiele sposobów dużo bardziej otwarci. Czy faktycznie przesadnie uprzejmi? Tego jeszcze nie potrafił osobiście ocenić, ale już samo to, że Geraldine postanowiła do niego zagadać, czepiając przy tym błahostki (w jego osobistym mniemaniu), świadczył o o wiele większej łatwości w nawiązywaniu kontaktów.
- Nawet jeśli ta bezpośredność sprawi, że wyjdę na dupka? - zagadnął, samemu unosząc leniwie lewy kącik ust.
Uśmiechał się, kiedy było trzeba, ale nie potrafił władać językiem z taką gracją i precyzją, jak większość pozostałych członków jego rodziny. Nie potrafił i nie czuł potrzeby, aby się tego uczyć. Bycie w centrum uwagi czy posiadanie grona oddanych przyjaciół nigdy nie były potrzebne mu do szczęścia.
Unosząc lekko brwi i upijając nieco z własnej szklanki, Leo z uwagą przysłuchiwał się kolejnym słowom kobiety. Wyglądało na to, że polityka Anglii zaczynała toczyć się w bardzo ciekawym kierunku.
- Hmm~ - wydał z siebie pomruk zainteresowania. - Czyżby grupa nielubiąca, gdy za sterami stoją osoby nieczystej krwi? - dopytywał.
Do Durmstrangu, w którym odbył całą swoją edukację, nikt nigdy nie dopuściłby czarodzieja nieczystej krwi. I tak też jego zdaniem powinno to wyglądać, chociaż w jakimś stopniu rozumiał stronę twierdzącą, że bez spoufalania się z mugolakami liczba czarodziejów mogłaby drastycznie zmaleć.
- Nawet jeśli ta bezpośredność sprawi, że wyjdę na dupka? - zagadnął, samemu unosząc leniwie lewy kącik ust.
Uśmiechał się, kiedy było trzeba, ale nie potrafił władać językiem z taką gracją i precyzją, jak większość pozostałych członków jego rodziny. Nie potrafił i nie czuł potrzeby, aby się tego uczyć. Bycie w centrum uwagi czy posiadanie grona oddanych przyjaciół nigdy nie były potrzebne mu do szczęścia.
Unosząc lekko brwi i upijając nieco z własnej szklanki, Leo z uwagą przysłuchiwał się kolejnym słowom kobiety. Wyglądało na to, że polityka Anglii zaczynała toczyć się w bardzo ciekawym kierunku.
- Hmm~ - wydał z siebie pomruk zainteresowania. - Czyżby grupa nielubiąca, gdy za sterami stoją osoby nieczystej krwi? - dopytywał.
Do Durmstrangu, w którym odbył całą swoją edukację, nikt nigdy nie dopuściłby czarodzieja nieczystej krwi. I tak też jego zdaniem powinno to wyglądać, chociaż w jakimś stopniu rozumiał stronę twierdzącą, że bez spoufalania się z mugolakami liczba czarodziejów mogłaby drastycznie zmaleć.