Słysząc odpowiedź Sama, sparaliżował mnie potężny chłód, który następnie ustąpił miejsca fali gorąca. Czy to oznacza, że...
...że widoczne dla mnie jego odbicie było elementem mojego marzenia...
...i w tym lustrze każdy widzi coś innego...
...i właśnie zdradziłam, że być może widzę go...
...jako swoje...
W tym momencie mogłam samą swoją obecnością spalić i swoją farmę, i całą Knieję Godryka. Poziom wstydu osiągnął niewyobrażalny poziom. Mój mózg pewnie zaraz się wyłączy, a ja opadnę na ziemię bez życia. Przynajmniej mdlejąc.
Niestety tak się nie stało. Dalej tu staliśmy, obydwoje śmiertelnie się rumieniąc.
Dobrze, że nie trzymaliśmy się już za ręce. Byłoby jeszcze bardziej niezręcznie. Szkoda, że nie trzymaliśmy się już za ręce. Poczułabym, jak jego dłoń robi się cieplejsza i zrozumiała, że też utonął w niezręczności.
Zazwyczaj w takich momentach robiłam coś bardzo głupiego. Ale tym razem mnie aż zamroczyło. Najpierw zwróciłam jego uwagę na swoją skórę, a potem na potencjalne marzenie o... nim.
Czy naprawdę tak było? Czy myślałam o Samie jako o kimś innym niż o koledze? Czy za każdym razem, gdy starałam się sklasyfikować jego niektóre gesty jako czysto platoniczne lub nie, to tak naprawdę chciałam wierzyć, że jednak jest mną zainteresowany w ten konkretny sposób?
Tylko czemu by w ogóle miał? Byłam spalona. Nawet jeśli komuś spodobałaby się moja uroda, to przecież nie da się być z dziewczyną z taką skórą. To wstyd. No i średnio z jakimkolwiek dotykaniem. Poza tym, niczego sobą nie prezentowałam. Nie miałam dobrej pracy, ani unikalnych zdolności. Nie mogłabym się pochwalić swoimi rysunkami jego rodzinie, bo wzięliby je za infantylne, jak większość dorosłych.
— A może po prostu ot tak pokazało, bo w końcu stoisz obok mnie i miło nam się spędza czas? Takie proste marzenia też może pokazać, co nie? — Rzuciłam z ewidentnie wymuszonym, radosnym i luźnym tonem. Do oczu naszły mi łzy. Byłam takim klaunem. Oby to pięć minut minęło i namiot wywalił mnie ze środka. Najlepiej, żebym o coś uderzyła i umarła.