27.05.2024, 22:43 ✶
Jonathan skinął głową, mając nadzieję, że nigdy nie wydarzy się coś, co sprawi, że ktokolwiek z jego najbliższych przyjaciół dołączy do nich. Ani do przeciwnej strony oczywiście. Jak jednak przystało ma rasowego aurowidza, skupionego na teraźniejszości, nie myślał o przyszłości zbyt długo.
– Historię znacznie lepiej się opowiada, niż pisze nudne wypracowania o niej– skomentował, powstrzymując się, by nie powiedzieć, że kto wie. Może pewnego pięknego dnia biedni uczniowie będą zmuszani do wypracowań o nich i tej inicjatywie, na którą właśnie się zgodził. Co do samego przedmioty miał dość mocno mieszane uczucia. Sama historia magii była ciekawa, ale powinna być wykładana w zdecydowanie lepszym stylu. Na przykład z dodatkiem inscenizacji ważnych wydarzeń.
– Brenno możesz nie wyróżniać się z tłumu i jednocześnie nie razić po oczach swoich rozmówców. Z tym płaszczem zrobiłaś przecież dobra robotę nie rozumiem, więc co poszło nie tak z szalikiem – skomentował próbując nie myśleć o tamtej burej barwie. – Szary też może być ciekawy. Tutaj chodzi o odcienie i wizję. – W głowie już widział jaki szalik wręczy dzisiaj Brennie. Jasnoszary z subtelnymi ciemnoszarymi wzorami na końcówkach powinien załatwić całą sprawę.
Może rzeczywiście czasem wciąż myślał o Brennie, jak o tej małej dziewczynce, którą kojarzył z odwiedzin u Morpheusa, nawet jeśli doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że stała przed nim dorosła kobieta, która najwyraźniej tak jak i on była gotowa zrobić coś absolutnie nieodpowiedzialnego, nierozsądnego, niebezpiecznego, problematycznego, z zyskami trudnymi do przewidzenia i do odebrania w potencjalnie dalekiej przyszłości tylko dlatego, że było to słuszne.
Merlinie, właśnie zgodził się na coś, co mogłoby kosztować go karierę, wolność, zdrowie, a nawet życie, a jednak czuł się teraz lepiej, niż jeszcze kilkanaście minut temu przed wizytą Longbottom. Teraz przynajmniej mógł coś zrobić. Spróbować zmienić sytuację. A nawet jeśli jego całe starania skończą się tym, że jedynie uprzykrzy życie jakiemuś Śmierciożercy to i tak było warto. Uśmiechnął się do niej bardzo szeroko.
– Myślę, że podzielam ten sentyment.
– Historię znacznie lepiej się opowiada, niż pisze nudne wypracowania o niej– skomentował, powstrzymując się, by nie powiedzieć, że kto wie. Może pewnego pięknego dnia biedni uczniowie będą zmuszani do wypracowań o nich i tej inicjatywie, na którą właśnie się zgodził. Co do samego przedmioty miał dość mocno mieszane uczucia. Sama historia magii była ciekawa, ale powinna być wykładana w zdecydowanie lepszym stylu. Na przykład z dodatkiem inscenizacji ważnych wydarzeń.
– Brenno możesz nie wyróżniać się z tłumu i jednocześnie nie razić po oczach swoich rozmówców. Z tym płaszczem zrobiłaś przecież dobra robotę nie rozumiem, więc co poszło nie tak z szalikiem – skomentował próbując nie myśleć o tamtej burej barwie. – Szary też może być ciekawy. Tutaj chodzi o odcienie i wizję. – W głowie już widział jaki szalik wręczy dzisiaj Brennie. Jasnoszary z subtelnymi ciemnoszarymi wzorami na końcówkach powinien załatwić całą sprawę.
Może rzeczywiście czasem wciąż myślał o Brennie, jak o tej małej dziewczynce, którą kojarzył z odwiedzin u Morpheusa, nawet jeśli doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że stała przed nim dorosła kobieta, która najwyraźniej tak jak i on była gotowa zrobić coś absolutnie nieodpowiedzialnego, nierozsądnego, niebezpiecznego, problematycznego, z zyskami trudnymi do przewidzenia i do odebrania w potencjalnie dalekiej przyszłości tylko dlatego, że było to słuszne.
Merlinie, właśnie zgodził się na coś, co mogłoby kosztować go karierę, wolność, zdrowie, a nawet życie, a jednak czuł się teraz lepiej, niż jeszcze kilkanaście minut temu przed wizytą Longbottom. Teraz przynajmniej mógł coś zrobić. Spróbować zmienić sytuację. A nawet jeśli jego całe starania skończą się tym, że jedynie uprzykrzy życie jakiemuś Śmierciożercy to i tak było warto. Uśmiechnął się do niej bardzo szeroko.
– Myślę, że podzielam ten sentyment.
Koniec sesji