Oczywiście, że byli po jednej stronie barykady. Można było wręcz powiedzieć, że grali do jednej bramki. Po pierwsze byli poplecznikami Czarnego Pana, a po drugie działali jest w ponadprogramowych zajęciach pozalekcyjnych zwanych również szajką Mulcibera - to ostatnie to była nazwa wymyślona na szybko, ponieważ nie było żadnej szajki, czyż nie? Nie było, prawda?
- Cóż... Nie dało się tego nie zauważyć, nie? - zapytał retorycznie. Trzeba było być prawdziwym ślepcem, aby zauważyć, że Borgin zniknął. I to nawet nie rozchodziło się już w tym momencie o to, że był całkiem wysokim mężczyzną. Po prostu był dosyć charakterystyczną postacią wśród innych brygadzistów - miał kilka swoich znaków rozpoznawczych - To bardzo miłe z ich strony. Obawiam się, że mogę się tak zamartwiać w nieskończoność, ponieważ nie po drodze mi do tego, aby odwiedzić byłych kolegów po fachu - odparł. Pal licho już z tą brygadą i Ministerstwem. Z niektórymi współpracownikami trzymał się dalej, wszak nie mieli ku niego złych zamiarów, co innego mógł powiedzieć o pozostałej części.
- Obydwie informacje cieszą mnie tak samo, chociaż nie ukrywam, że ta druga jest chyba odrobinę bliższa memu sercu - odparł. Stanley widział to w ten sposób. Każda porażka. Każdy fałszywy krok, które wykonywały te marionetki od Harper, zwiększał ich szansę na zwycięstwo. Ich szanse na lepsze jutro.
Zaciągnął się papierosem, wpatrując się w Lestrange z uniesioną brwią. Coś jest na rzeczy skoro tak mówi... - Hmm... No dobra. Może rzeczywiście lepiej, abym to ja to nakreślił... - rzekł trochę pod nosem, a trochę w stronę Rodolphusa. Ten jego uśmiech był nienaturalny i dziwny. Wzbudzał wiele pytań u Borgina, a jeszcze więcej "red flagów". Lepiej było nie ryzykować i zrobić to po swojemu. No bo co mogło pójść źle? A w najgorszym wypadku mógł zawsze pójść do Roberta i powiedzieć - "Tato, Rolf zepsuł mi mordę! :<".
- Zrozumiałem instrukcję. W takim razie zmieńmy wszystko. Niech się tylko zastanowię... - podszedł do szafy, a następnie otworzył jedne z drzwi, aby móc się przejrzeć w lustrze, które znajdowało się po węwnętrznej stronie - No to może... Byśmy zrobili o tak... - mówił do siebie, przejeżdzając dłonią po swoim zaroście. Borgin zerkał to raz z prawej, a to z lewej. Mierzył na oko i szykował jakąś składną i ładną odpowiedź, a może trochę na swoje "widzimisię".
- Tutaj odrobinę bym powiększył - wskazał na nos - Uszy można trochę do tyłu, powiększyć lub zmniejszyć - mniejsza o to, byle abym nie wyglądał jak jakiś elf. Broda może być, jak najbardziej. Usta też możesz, nie wiem, zmniejszyć? - wzruszył ramionami - A oczy to kurwa mogą być jakieś takie lekko ospałe, zmęczone. Reszta jakaś w lewo czy prawo. Wierzę, że się uda - odwrócił się w końcu do Lestrange'a - Broda powinna dużo zmienić. Całkowicie inny ubiór też powinien zrobić robotę. W dodatku będę udawał kuśtykanie na którąś z nóg - jak już mamy ich mylić to całkowicie, a nie jakieś półśrodki
Kiedy przedstawił swoją wizję pi razy drzwi, usiadł na krześle, które wskazał Rodolphus - Jestem gotowy
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972