Karta uderzyła o stół, intensywny ruch pociągnięcia, intensywność w tych pięknych, brązowych oczach i stężała mimika twarzy. Zasyczał kot, podskoczył wystraszony, a Laurent automatycznie rzucił się do kotki, żeby ją złapać. Przeciągnęła pazurami po jego ręce, próbując się odepchnąć od niego, ale nie zwrócił na to uwagi, bardziej przejęty samą kotką. Ciii... Szepnął zaraz do niej przytulając w swoje ramiona. Zwierzę przylgnęło do niego, machając teraz mocno ogonem na boki z niezadowolenia, choć w tym przypadku - wystraszona, nieco zjeżona, niepewna tego, co się stało. Na szczęście nie wyrywała się bardziej. Wtulona więc na ramieniu Laurenta w jego szyję chwilowo stała się trwałym i bezpiecznym elementem, a wzrok samego Prewetta utknął w zdziwieniu najpierw w Alexandrze, którego wyraz twarzy zupełnie się zmienił. Brak informacji sprawiał, że nie potrafił rozczytać tej emocji - czy to była złość i trwoga przez to, co zobaczył w karcie? Przesunął błękit spojrzenia na kartkę wyglądającą całkiem... niepozornie. Sprawiedliwość i monety - och, cóż, aż mu się coś przewróciło w żołądku jak połączył to z Dante i jego żądaniem, żeby na dobry początek zwrócić mu trochę mamony. Nie, nie trochę. CAŁĄ, którą zabrał. O czym wiedzieć przecież nie mógł ten jasnowidz, ten wróżbita? Tak, tak, pamiętał lekcje - była różnica, ale chwilowo wchłonął ten zmieniony nastrój i dał się zupełnie rozproszyć. Więc z karty, która miała taki impet i miała uderzyć w jego życie (w niego samego) przewędrował zaraz spojrzeniem z powrotem do Overseera. No cóż tam zobaczył? Co dojrzał, co dostrzegł? Co...
Strach napiął jego mięśnie, kiedy mężczyzna go złapał za przedramię, zjeżył się cały zupełnie jak ten kot podtrzymywany jedną ręką. Strach nie zniknął, ale zyskał inne zabarwienia - niezrozumienie i uścisk, ciężar w głębi brzucha, fizyczny ból, chociaż fizycznie nic mu się nie działo - gdy zostało mu posłane spojrzenie, jakby był najwstrętniejszym stworzeniem na ziemi. Stworzeniem, którego nie powinno się dotykać, bo...
- S-słucham? - Powtórzył mało inteligentnie, ale zasłonił jednocześnie kota tą wolną ręką, jakby to jego trzeba było chronić. To zwierzę, a nie jego samego. Te słowa... były... wzbudzały wspomnienia. I chociaż było tyle ludzi wokół to Laurent miał złudne wrażenie, jakby przez te trzy minuty spędzone przy tych kartach byli tu sami. - Każdemu klientowi pan to mówi? - Zapytał chłodniej, lustrując go(nadal zszokowany) wzrokiem.