28.05.2024, 08:20 ✶
Po obfotografowaniu Morpheusa i Basiliusa, daję im trochę prywatności, a potem wypełzam spod stołu i idę zobaczyć, czy nie trzeba ogarnąć Thomasa F.
Rozbawiona Brenna nacisnęła migawkę, a widząc, że bitwa między Morpheusem i Basiliusem eskaluje, postanowiła że lepiej da im trochę prywatności, zwłaszcza że Erik też już czmychnął i może życzyli sobie na kilka chwil obsmarowywania się ciastem zostać sami. Wypełzła spod stołu w samą porę, by usłyszeć, jak Thomas domaga się od kogoś randki i kwiatów - widać sukienka Alicji sprawiła, że zaczął cieszyć się ogromnym powodzeniem i wydobyło to cichy śmiech z ust Brenny.
Wariaci.
Uwielbiała ich wszystkich.
Nie że nie lubiła czystokrwistych bali, ale jak wiele ich bywalcy tracili, że nie chodzili też na takie imprezy, jak ta? Brenna była absolutnie pewna, że bawiła się tutaj znacznie lepiej niż mogłaby na weselu Blacków.
Otrzepała swoją karcianą spódnicę, pozwoliła, by aparat zawisł na szyi na paskach. Chwilowo wystarczyło dokumentacji fotograficznej i miała nadzieję, że kilka zdjęć będzie udanych. Tylko będzie trzeba rzucić na nie jakieś zaklęcie, bo jak trafią gdzieś do prasy to... w sumie to właściwie co? A nie, zaraz, dobrze. Thomasowi niektórzy koledzy żyć nie dadzą.
Chwilowo jednak skierowała się do drugiego Thomasa, leżącego na trawie, i zajadającego się ciastem. Brenna miała wrażenie, że zrobione mu wcześniej zdjęcie należałoby podpisać "temu panu to już nie polewamy."
- Jak się bawisz? - rzuciła do Isaaca, a potem wyciągnęła rękę do Figga, chcąc pomóc mu usiąść. - Tommy? Dać ci wody? Chcesz tutaj zostać, czy może pójdziemy do kuchni?
Gdzie znajdzie jakiś eliksir, a potem pewnie pomoże mu dotrzeć do któregoś z pokoi gościnnych. Do domu go w takim stanie przecież nie mogła puścić, Nora by ich zamordowała.
Rozbawiona Brenna nacisnęła migawkę, a widząc, że bitwa między Morpheusem i Basiliusem eskaluje, postanowiła że lepiej da im trochę prywatności, zwłaszcza że Erik też już czmychnął i może życzyli sobie na kilka chwil obsmarowywania się ciastem zostać sami. Wypełzła spod stołu w samą porę, by usłyszeć, jak Thomas domaga się od kogoś randki i kwiatów - widać sukienka Alicji sprawiła, że zaczął cieszyć się ogromnym powodzeniem i wydobyło to cichy śmiech z ust Brenny.
Wariaci.
Uwielbiała ich wszystkich.
Nie że nie lubiła czystokrwistych bali, ale jak wiele ich bywalcy tracili, że nie chodzili też na takie imprezy, jak ta? Brenna była absolutnie pewna, że bawiła się tutaj znacznie lepiej niż mogłaby na weselu Blacków.
Otrzepała swoją karcianą spódnicę, pozwoliła, by aparat zawisł na szyi na paskach. Chwilowo wystarczyło dokumentacji fotograficznej i miała nadzieję, że kilka zdjęć będzie udanych. Tylko będzie trzeba rzucić na nie jakieś zaklęcie, bo jak trafią gdzieś do prasy to... w sumie to właściwie co? A nie, zaraz, dobrze. Thomasowi niektórzy koledzy żyć nie dadzą.
Chwilowo jednak skierowała się do drugiego Thomasa, leżącego na trawie, i zajadającego się ciastem. Brenna miała wrażenie, że zrobione mu wcześniej zdjęcie należałoby podpisać "temu panu to już nie polewamy."
- Jak się bawisz? - rzuciła do Isaaca, a potem wyciągnęła rękę do Figga, chcąc pomóc mu usiąść. - Tommy? Dać ci wody? Chcesz tutaj zostać, czy może pójdziemy do kuchni?
Gdzie znajdzie jakiś eliksir, a potem pewnie pomoże mu dotrzeć do któregoś z pokoi gościnnych. Do domu go w takim stanie przecież nie mogła puścić, Nora by ich zamordowała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.