27.12.2022, 22:56 ✶
- Może dam mu jeszcze szansę. To nie tak, że ja go nigdy nie zdradzam ze stolikami w innych kawiarniach i restauracjach, a jest z niego całkiem niezły widok i na bar, i na drzwi wejściowe – stwierdziła Brenna. Usiadła wreszcie prosto, jak Merlin przykazał i nawet przeczesała palcami włosy, przywracając sterczącą na wszystkie strony szopę do względnej normalności. Wciąż przy eleganckiej Victorii prezentowała się jednak jak kuzynka z głębokiej prowincji, którą krewna w swej łasce zabrała na wycieczkę po Londynie.
- Ja i dystyngowanie? O czym ty mówisz – roześmiała się Longbottom, chociaż trochę przesadzała. Wychowywała się mimo wszystko w rodzinie, która może na co dzień nie przestrzegała konwenansów, ale lubowała się w inicjatywach charytatywnych. W konsekwencji Brenna czasem musiała chodzić po cudzych domach elegancko ubrana. Albo we własnym zakładać sukienkę, szpilki i prowadzić uprzejme konwersacje. Zamiast swoich zwykłych, szalonych dialogów i monologów.
- Och, matka? Przyłapałaś mnie, nie ewakuowałam się stąd ciągle, bo z kolei moją matkę odwiedza cioteczka Eva. Jeżeli by mnie dorwała, polałaby się krew, krew powiadam. Najpierw jej, a potem moja, jak już dorwałaby mnie matka – stwierdziła lekko i tym razem nawet niemal zgodnie z prawdą, po czym spuściła wzrok na swoją zimną kawę. Podsunęła ją Victorii, bo nie miała nic przeciwko próbie podgrzania. Jej jakoś to zaklęcie wychodziło z potrawami, za to gdy próbowała z kawą, zawsze wychodził jej wrzątek… – Trochę bycie twardzielem, a trochę to, że w Brygadzie największa świętość to kawa. I pączki. Bardzo lubię pączki, ale nie wiem, czy to wystarczy, aby mi darować, że nie lubię zimnej kawy. Swoją drogą, parę dni temu przyniosłam do biura pączki, dostali je ci, którzy byli akurat na dyżurze. Nierozważnie wzięłam jednak trzy różne nadzienia. W konsekwencji doszło do kilku wymian i przynajmniej jednej bójki o czekoladowego.
Najlepszy znak, że Brygadziści pączki traktowali faktycznie ze śmiertelną powagą.
- A co ciekawego w Biurze Aurorów? Zwykły chaos, lament i pożoga, czy ostatnio jakieś specjalne wydarzenia? – spytała lekko. Zasadniczo oba Biura miały ręce pełne roboty od pojawienia się Voldemorta, ale przy czarnej magii zwykle wzywano aurorów.
Zerknęła na świętujących panów i skrzywiła się mimowolnie, kiedy ci zaczęli o czymś dyskutować podniesionymi głosami. Grymas szybko jednak znikł z jej ust i Brenna obróciła spojrzenie z powrotem ku Victorii, by przypadkiem nie zauważyli, że na nich patrzy.
- Ja i dystyngowanie? O czym ty mówisz – roześmiała się Longbottom, chociaż trochę przesadzała. Wychowywała się mimo wszystko w rodzinie, która może na co dzień nie przestrzegała konwenansów, ale lubowała się w inicjatywach charytatywnych. W konsekwencji Brenna czasem musiała chodzić po cudzych domach elegancko ubrana. Albo we własnym zakładać sukienkę, szpilki i prowadzić uprzejme konwersacje. Zamiast swoich zwykłych, szalonych dialogów i monologów.
- Och, matka? Przyłapałaś mnie, nie ewakuowałam się stąd ciągle, bo z kolei moją matkę odwiedza cioteczka Eva. Jeżeli by mnie dorwała, polałaby się krew, krew powiadam. Najpierw jej, a potem moja, jak już dorwałaby mnie matka – stwierdziła lekko i tym razem nawet niemal zgodnie z prawdą, po czym spuściła wzrok na swoją zimną kawę. Podsunęła ją Victorii, bo nie miała nic przeciwko próbie podgrzania. Jej jakoś to zaklęcie wychodziło z potrawami, za to gdy próbowała z kawą, zawsze wychodził jej wrzątek… – Trochę bycie twardzielem, a trochę to, że w Brygadzie największa świętość to kawa. I pączki. Bardzo lubię pączki, ale nie wiem, czy to wystarczy, aby mi darować, że nie lubię zimnej kawy. Swoją drogą, parę dni temu przyniosłam do biura pączki, dostali je ci, którzy byli akurat na dyżurze. Nierozważnie wzięłam jednak trzy różne nadzienia. W konsekwencji doszło do kilku wymian i przynajmniej jednej bójki o czekoladowego.
Najlepszy znak, że Brygadziści pączki traktowali faktycznie ze śmiertelną powagą.
- A co ciekawego w Biurze Aurorów? Zwykły chaos, lament i pożoga, czy ostatnio jakieś specjalne wydarzenia? – spytała lekko. Zasadniczo oba Biura miały ręce pełne roboty od pojawienia się Voldemorta, ale przy czarnej magii zwykle wzywano aurorów.
Zerknęła na świętujących panów i skrzywiła się mimowolnie, kiedy ci zaczęli o czymś dyskutować podniesionymi głosami. Grymas szybko jednak znikł z jej ust i Brenna obróciła spojrzenie z powrotem ku Victorii, by przypadkiem nie zauważyli, że na nich patrzy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.