Zmroziło go, kiedy usłyszał ten pseudonim. Pseudonim z przeszłości, albo ten, który powiedział ledwo paru osobom. A skąd taki człowiek miał ten pseudonim znać? Przecież to było oczywiste, a zmrożony i strwożony umysł z logiką sobie nie radził wcale. Nawet on jednak potrafił wytworzyć odpowiedź na pytanie skąd wie. Prostota zagadnienia, w swym banale, nie wymagała nawet pytania. Tamto wydarzenie, kiedy przyszedł do Elaine i przypadkowo spotkał Flynna, nie było cichutkie. Poniosło się po tym cyrku, nie dotyczyło tylko Elaine, przybiegła też tam jakaś dzika kobieta. Więc przecież musiały paść jakieś wytłumaczenia. Tylko... tylko jakie? Jakie, skoro człowiek przed nim gotów był nim szarpać, krzyczał i żądał?
Tak, ten dzień z całą pewnością mógł być o wiele gorszy. Mógł przecież jeszcze stworzyć zapadnię pod jego nogami i pozwolić mu nauczyć się sztuki spadania. Kiedy to się wszystko zaczęło? Dlaczego tak się stało? Próbując żyć jak najlepiej, wkładając tyle wysiłku, żeby pomóc ludziom, szukając miejsca, gdzie byłoby się kochanym - skąd więc brał się cały ten ból? To zło? Podejrzewał, nie było sensu się łudzić, że mogą na niego nieco krzywo patrzeć przez to, co się wtedy działo, ale przecież wszystko z Flynnem wyjaśnili, tak? Tak? Och, tak, jak najbardziej. Właśnie tak uderzało poczucie zdrady.
- To najpierw poproś swoich cyrkowców, żeby nie wślizgiwali się tak chętnie do mojego domu. - Powiedział to szybciej, niż pomyślał. Jego jedyna broń, jaką miał - słowa. Syknął nimi, pokazał kły jadowe. Ukąsił. Jak każdy wąż, do którego zbliżysz się za blisko. Ten wrzask powinien sprawić, że będzie się kulił, ale przecież tego nie zrobi w miejscu publicznym. No właśnie - publicznym. Stał więc wyprostowany i patrzył z obruszeniem na tego człowieka, starając się nie drżeć i zachować swoją dumę. - Najwyraźniej nie wszyscy podzielają to zdanie o nieuprzejmości. - Zabrzmiało to na jego języku niemal jak drwina, ale w rzeczywistości była wynikiem małej histerii. Nerwowego załamania. Powinien się odwrócić i po prostu stąd odejść, ot tak. Zrezygnować z kolejnego swojego durnego marzenia. Zostać tam, gdzie pasował - w Keswick, przy abraksanach, a nie wygłupiać się w tym okrutnym, pozbawionym serca świecie.