28.05.2024, 17:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2024, 17:44 przez Charlotte Kelly.)
Charlotte Kelly nie dostała zaproszenia. Nic zaskakującego - nie była mile widziana na salonach konserwatywnych rodów czystej krwi, mimo pochodzenia z rodziny Crouchów.
Charlotte Kelly mimo to pojawiła się na weselu. To też nie było zaskakujące - po pierwsze, zdawało się, że czasem czerpała wręcz radość z lekkiego prowokowania swoich krewnych, po drugie, przyszła jako osoba towarzysząca Jonathana Selwyna. Który przejmował się tym, co wypada i nie wypada równie mocno, jak ona, czyli mniej niż opadami śniegu sprzed piętnastu lat.
Czarna suknia opinała ciało, wciąż całkiem gibkie, dzięki regularnym spacerom oraz specyfikom Potterów. Strój odsłaniał ramiona i miał głęboko wycięty dekolt: Charlotte uważała, że skoro ma co pokazywać, powinna to robić przy każdej okazji. Ubranie w niczym nie odstawało na tle innych, jakie nosili bogacze, do których grona Charlotte już nie należała, głównie dlatego, że absolutnie bezwstydnie pozwoliła, aby zapłacił za nie Anthony. Naszyjnik też nie ustępował biżuterii innych, bo był to ten, który ponad dwie dekady temu miała założyć na własny ślub, wykonany specjalnie na tamtą okazję.
- Johny, jak sądzisz, czy będzie moja matka? Nie widziałam jej w kaplicy, ale może siedziała w dalszych rzędach. Mam nadzieję, że tak. Nie mogę się doczekać, żeby przeparadować przed nią kilka razy z rzędu, by musiała bardzo się postarać z udawaniem, że nie istnieję. Może niechcący wyleję na nią szampana? - powiedziała Charlotte, rozglądając się po pomieszczeniu i usiłując wypatrzyć matkę, a także Anthony'ego oraz Morpheusa. – Wspominałam, że dobrze wyglądasz? Prawie tak dobrze, jak ja – dodała. – Powinniśmy ratować Anthony’ego? – zastanowiła się. Wiedziała, że dzisiaj przyszedł tutaj z ambasadorką, która oczywiście nie mogła być nawet w połowie tak ciekawym towarzystwem jak oni, ale pewnie nie wypadało porzucić ją tak od razu po pierwszym tańcu.
Być może powinni też podejść złożyć życzenia Vesperze oraz Perseusowi, ale nawet na cudzym weselu Charlotte była najbardziej zainteresowana po pierwsze sobą, po drugie sobą, po trzecie trójką swoich przyjaciół. Cała reszta mogłaby zniknąć. Bez zbędnych efektów specjalnych, byleby zostawili po sobie alkohol.
– Mam ochotę na drinka. Poza tym chyba widzę moją matkę – powiedziała, a na jej twarzy na moment pojawił się bardzo słodki i niewinny uśmiech, który oznaczał, że Charlotte Kelly knuła coś wyjątkowego paskudnego.
Charlotte Kelly mimo to pojawiła się na weselu. To też nie było zaskakujące - po pierwsze, zdawało się, że czasem czerpała wręcz radość z lekkiego prowokowania swoich krewnych, po drugie, przyszła jako osoba towarzysząca Jonathana Selwyna. Który przejmował się tym, co wypada i nie wypada równie mocno, jak ona, czyli mniej niż opadami śniegu sprzed piętnastu lat.
Czarna suknia opinała ciało, wciąż całkiem gibkie, dzięki regularnym spacerom oraz specyfikom Potterów. Strój odsłaniał ramiona i miał głęboko wycięty dekolt: Charlotte uważała, że skoro ma co pokazywać, powinna to robić przy każdej okazji. Ubranie w niczym nie odstawało na tle innych, jakie nosili bogacze, do których grona Charlotte już nie należała, głównie dlatego, że absolutnie bezwstydnie pozwoliła, aby zapłacił za nie Anthony. Naszyjnik też nie ustępował biżuterii innych, bo był to ten, który ponad dwie dekady temu miała założyć na własny ślub, wykonany specjalnie na tamtą okazję.
- Johny, jak sądzisz, czy będzie moja matka? Nie widziałam jej w kaplicy, ale może siedziała w dalszych rzędach. Mam nadzieję, że tak. Nie mogę się doczekać, żeby przeparadować przed nią kilka razy z rzędu, by musiała bardzo się postarać z udawaniem, że nie istnieję. Może niechcący wyleję na nią szampana? - powiedziała Charlotte, rozglądając się po pomieszczeniu i usiłując wypatrzyć matkę, a także Anthony'ego oraz Morpheusa. – Wspominałam, że dobrze wyglądasz? Prawie tak dobrze, jak ja – dodała. – Powinniśmy ratować Anthony’ego? – zastanowiła się. Wiedziała, że dzisiaj przyszedł tutaj z ambasadorką, która oczywiście nie mogła być nawet w połowie tak ciekawym towarzystwem jak oni, ale pewnie nie wypadało porzucić ją tak od razu po pierwszym tańcu.
Być może powinni też podejść złożyć życzenia Vesperze oraz Perseusowi, ale nawet na cudzym weselu Charlotte była najbardziej zainteresowana po pierwsze sobą, po drugie sobą, po trzecie trójką swoich przyjaciół. Cała reszta mogłaby zniknąć. Bez zbędnych efektów specjalnych, byleby zostawili po sobie alkohol.
– Mam ochotę na drinka. Poza tym chyba widzę moją matkę – powiedziała, a na jej twarzy na moment pojawił się bardzo słodki i niewinny uśmiech, który oznaczał, że Charlotte Kelly knuła coś wyjątkowego paskudnego.