28.05.2024, 19:34 ✶
Neil Enfer, wilkołak w krwi chińskiej i kości francuskich, co widać w sposobie jego bycia i mowy.
Od ogółów zaczynając jego głos jest męski, choć zdecydowanie nie jest to bas, dalej jednak słychać w nim ciepło i subtelny pomruk, choć może być on wywołany tym, że z reguły nie mówi zbyt głośno. Nawet będąc w tłumie, jeśli ma taką możliwość, woli zaszeptać do ucha niż próbować przebić się przez hałas. Nie lubi krzyczeć, nawet gdy jest bardzo zdenerwowany, ale czasem wychodzi to samo z siebie, czego później chłopak żałuje i do czego często wraca myślami, bijąc się samemu za to jak podniósł głos. Dlatego najczęściej woli dostać nożem w plecy, niż powiedzieć, że coś jest nie tak, co też się na nim nie odbija za dobrze. I tak źle i tak niedobrze.
A jak o złości mowa, gdy negatywne emocje zaczynają w nim wrzeć, krew chińska wychodzi na wierzch. Czasami obca osoba mogłaby go nawet nazwać cholerykiem, gdy zaczyna mówić szybko, z ostrością w głosie, gdy część natury jaką odziedziczył po matce widzi okazję do rozkwitnięcia. Argumenty i logika wtedy potrafią się zagubić, jednak nadrabia to upartością i zacięciem, waląc głową w mur, który sam sobie postawił i za którym nie ma sensownego rozwiązania problemu.
Kości francuskie stanowią jednak fundament każdej innej sytuacji rozmowy, spokojnej, obojętnej, szczęśliwej, czy wystraszonej. Zawsze jest słyszalny francuski akcent, którego chłopak raczej nigdy się nie pozbędzie, dzięki latom życia za granicą i kolejnym latom w Akademii Magii Beauxbatons. Do tego język francuski jest stale używany w domu rodzinnym, a przekleństwa francuskie, choć z oczywistych przyczyn nieaprobowane, to mimo wszystko zdarzają się zdecydowanie częściej niż przekleństwa angielskie, które brzmią nieraz zbyt prostacko i nad powiedzeniem ich trzeba się zastanowić, przez ułamek sekundy, ale jednak.
Jeśli o myśleniu mowa, to to bywa ciężkie. Neil nie zawsze pojmie każdy przenośmy aspekt słów rozmówcy, tak samo, jak czasem co bardziej skomplikowane słowa wymagają od niego zerknięcia do słownika czy dopytania drugiej osoby co ma na myśli. Może czytać książek i słuchać radia tyle ile się da, ale słowo supersede albo accommodate? Nie wspomni już o Worcestershire. Na bogów, kto wymyśla te słowa? Nie tylko w mowie zdarza mu się czkawka, w pisaniu również. Nie zliczy ilości kartek, jaką spalił przy pisaniu listów.
Podsumowując... nie opanował jeszcze w pełni angielskiego języka i zdecydowanie czuć od niego francuza z domieszką czegoś pikantnego, kiedy rzeczy nie idą zgodnie z jego planem, który wizualizował sobie w głowie przez ostatnie dwa miesiące.
Od ogółów zaczynając jego głos jest męski, choć zdecydowanie nie jest to bas, dalej jednak słychać w nim ciepło i subtelny pomruk, choć może być on wywołany tym, że z reguły nie mówi zbyt głośno. Nawet będąc w tłumie, jeśli ma taką możliwość, woli zaszeptać do ucha niż próbować przebić się przez hałas. Nie lubi krzyczeć, nawet gdy jest bardzo zdenerwowany, ale czasem wychodzi to samo z siebie, czego później chłopak żałuje i do czego często wraca myślami, bijąc się samemu za to jak podniósł głos. Dlatego najczęściej woli dostać nożem w plecy, niż powiedzieć, że coś jest nie tak, co też się na nim nie odbija za dobrze. I tak źle i tak niedobrze.
A jak o złości mowa, gdy negatywne emocje zaczynają w nim wrzeć, krew chińska wychodzi na wierzch. Czasami obca osoba mogłaby go nawet nazwać cholerykiem, gdy zaczyna mówić szybko, z ostrością w głosie, gdy część natury jaką odziedziczył po matce widzi okazję do rozkwitnięcia. Argumenty i logika wtedy potrafią się zagubić, jednak nadrabia to upartością i zacięciem, waląc głową w mur, który sam sobie postawił i za którym nie ma sensownego rozwiązania problemu.
Kości francuskie stanowią jednak fundament każdej innej sytuacji rozmowy, spokojnej, obojętnej, szczęśliwej, czy wystraszonej. Zawsze jest słyszalny francuski akcent, którego chłopak raczej nigdy się nie pozbędzie, dzięki latom życia za granicą i kolejnym latom w Akademii Magii Beauxbatons. Do tego język francuski jest stale używany w domu rodzinnym, a przekleństwa francuskie, choć z oczywistych przyczyn nieaprobowane, to mimo wszystko zdarzają się zdecydowanie częściej niż przekleństwa angielskie, które brzmią nieraz zbyt prostacko i nad powiedzeniem ich trzeba się zastanowić, przez ułamek sekundy, ale jednak.
Jeśli o myśleniu mowa, to to bywa ciężkie. Neil nie zawsze pojmie każdy przenośmy aspekt słów rozmówcy, tak samo, jak czasem co bardziej skomplikowane słowa wymagają od niego zerknięcia do słownika czy dopytania drugiej osoby co ma na myśli. Może czytać książek i słuchać radia tyle ile się da, ale słowo supersede albo accommodate? Nie wspomni już o Worcestershire. Na bogów, kto wymyśla te słowa? Nie tylko w mowie zdarza mu się czkawka, w pisaniu również. Nie zliczy ilości kartek, jaką spalił przy pisaniu listów.
Podsumowując... nie opanował jeszcze w pełni angielskiego języka i zdecydowanie czuć od niego francuza z domieszką czegoś pikantnego, kiedy rzeczy nie idą zgodnie z jego planem, który wizualizował sobie w głowie przez ostatnie dwa miesiące.