27.12.2022, 23:58 ✶
Eden na temat Theona zdania nie miała. Szokujące, to prawda, ale najwyraźniej uważała go za osobę tak wybitną w swej miernocie, że nie zaszczycała go nawet opinią na jego temat. Trzeba oczywiście było wziąć na wzgląd fakt, że niewiele z nim obcowała i naprawdę starała się unikać spotkania pierwszego stopnia z mężczyzną, gdy przyjeżdżała odwiedzić jego siostrę. Coś chyba było nie tak z męską stroną bliźniąt, bo z opinii Geraldine śmiała wnioskować, że tak samo, jak Elliott, niezbyt się rodzicom udał. Może obydwie podduszały swoich braci w łonie i dlatego teraz byli tacy... inni?
- Skoro tak twierdzisz. - Nie miała zamiaru wchodzić z nim w polemikę, bo wiedziała, że niechybnie będzie musiała wtedy się zniżyć do jego poziomu, a tam Theon pokona ją doświadczeniem. Ostrożnie wybierała walki, których się podejmowała, czasem dla świętego spokoju oddając co poniektóre walkowerem. W końcu nie musiała wygrać każdego starcia, żeby wygrać wojnę.
Pozwoliła się odsunąć na bok, odruchowo spoglądając przez swoje ramię za siebie, jakby chciała odnaleźć przyczynę przejścia w bardziej ustronne miejsce. Chciała się zorientować, kogo ewentualnie unikać, bo nie była troglodytą; nawet jeśli nie darzyła Yaxleya szczególną sympatią, nie chciała mu bruździć w życiorysie swoją osobą już na dzień dobry. Dzisiaj jeszcze w niczym jej nie podpadł, nawet był wyjątkowo znośny. Początkowe uszczypliwości uznała za grzecznościowe, zwykłe przepychanki dla sportu. W końcu, gdyby się miała obrazić za jego odzywki, można byłoby to porównać z braniem na poważnie wyzwisk wykrzykiwanych przez dzieci na przedszkolnym placu zabaw.
- Umiem utrzymać język na wodzy - zapewniła, patrząc z niepokojem na ilość jedzenia zgarnianą przez Theona. Zamrugała kilkukrotnie, próbując sobie przypomnieć dokładny czas trwania polowania. A nuż się przesłyszała? Może nie chodziło o trzy godziny, tylko trzy dni? - Idziemy na polowanie, czy na piknik w środku lasu? Nie wiedziałam, że z ciebie taki romantyk - zagaiła, nie mogąc się powstrzymać od gardłowego śmiechu podszytego kpiną. Również zgarnęła trochę prowiantu dla siebie, choć zdecydowanie o wiele mniej niż Yaxley. Jadła zdecydowanie mniej niż przeciętna kobieta, a więc totalnie nie było między ich dwójką porównania.
Nadążała za nim, choć trzymała się krok lub dwa z tyłu, jakby chciała zachować bezpieczny dystans. Nie obawiała się go, ale podobno z kim się zadajesz, takim się stajesz, a więc wolała ograniczyć ich bezpośredni kontakt do bezwzględnego minimum. Również zgromadziła sprzęt, który zdawał się najbardziej przydatny, między innymi odpowiednią ilość bełtów, poręczny nóż. Nie musiała zabierać wiele więcej, skoro zawsze mogli wspomóc się magią.
- Lestrange - poprawiła go, kiedy zwrócił się do niej używając nieaktualnego już nazwiska. Uśmiechnęła się pobłażliwie, niczym do dziecka, które zamiast chleb powiedziało bep. - Już od lat jestem po ślubie, przypominam. Swoją drogą, mogę się podzielić z tobą doświadczeniami na tym polu, w końcu też niebawem wkroczysz na tę nową drogę życia - zaproponowała, idąc za nim szybkim krokiem i nie mogąc powstrzymać się od patrzenia na niego z dziwną wyższością. Zupełnie jakby wiedziała, że pakuje się w bagno, z którego praktycznie nie da się wyjść bez szwanku na reputacji. Ale w sumie, czy takiemu prymitywowi mogło w ogóle zależeć na reputacji?
- Skoro tak twierdzisz. - Nie miała zamiaru wchodzić z nim w polemikę, bo wiedziała, że niechybnie będzie musiała wtedy się zniżyć do jego poziomu, a tam Theon pokona ją doświadczeniem. Ostrożnie wybierała walki, których się podejmowała, czasem dla świętego spokoju oddając co poniektóre walkowerem. W końcu nie musiała wygrać każdego starcia, żeby wygrać wojnę.
Pozwoliła się odsunąć na bok, odruchowo spoglądając przez swoje ramię za siebie, jakby chciała odnaleźć przyczynę przejścia w bardziej ustronne miejsce. Chciała się zorientować, kogo ewentualnie unikać, bo nie była troglodytą; nawet jeśli nie darzyła Yaxleya szczególną sympatią, nie chciała mu bruździć w życiorysie swoją osobą już na dzień dobry. Dzisiaj jeszcze w niczym jej nie podpadł, nawet był wyjątkowo znośny. Początkowe uszczypliwości uznała za grzecznościowe, zwykłe przepychanki dla sportu. W końcu, gdyby się miała obrazić za jego odzywki, można byłoby to porównać z braniem na poważnie wyzwisk wykrzykiwanych przez dzieci na przedszkolnym placu zabaw.
- Umiem utrzymać język na wodzy - zapewniła, patrząc z niepokojem na ilość jedzenia zgarnianą przez Theona. Zamrugała kilkukrotnie, próbując sobie przypomnieć dokładny czas trwania polowania. A nuż się przesłyszała? Może nie chodziło o trzy godziny, tylko trzy dni? - Idziemy na polowanie, czy na piknik w środku lasu? Nie wiedziałam, że z ciebie taki romantyk - zagaiła, nie mogąc się powstrzymać od gardłowego śmiechu podszytego kpiną. Również zgarnęła trochę prowiantu dla siebie, choć zdecydowanie o wiele mniej niż Yaxley. Jadła zdecydowanie mniej niż przeciętna kobieta, a więc totalnie nie było między ich dwójką porównania.
Nadążała za nim, choć trzymała się krok lub dwa z tyłu, jakby chciała zachować bezpieczny dystans. Nie obawiała się go, ale podobno z kim się zadajesz, takim się stajesz, a więc wolała ograniczyć ich bezpośredni kontakt do bezwzględnego minimum. Również zgromadziła sprzęt, który zdawał się najbardziej przydatny, między innymi odpowiednią ilość bełtów, poręczny nóż. Nie musiała zabierać wiele więcej, skoro zawsze mogli wspomóc się magią.
- Lestrange - poprawiła go, kiedy zwrócił się do niej używając nieaktualnego już nazwiska. Uśmiechnęła się pobłażliwie, niczym do dziecka, które zamiast chleb powiedziało bep. - Już od lat jestem po ślubie, przypominam. Swoją drogą, mogę się podzielić z tobą doświadczeniami na tym polu, w końcu też niebawem wkroczysz na tę nową drogę życia - zaproponowała, idąc za nim szybkim krokiem i nie mogąc powstrzymać się od patrzenia na niego z dziwną wyższością. Zupełnie jakby wiedziała, że pakuje się w bagno, z którego praktycznie nie da się wyjść bez szwanku na reputacji. Ale w sumie, czy takiemu prymitywowi mogło w ogóle zależeć na reputacji?
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~