29.12.2022, 13:04 ✶
Stał dumnie wyprostowany, niewrażliwy na ciężar oskarżeń wspinających się na jego barki, nie zadrżał nawet, gdy ich ostre niczym brzytwy szpony zatopiły się w alabastrze skóry, nie ściągnął w stuporze brwi, ani nie rozchylił ust, by wydać z siebie najcichszy nawet protest. Był spokojny, jak zawsze zresztą, gdy emocje rozmówcy przejmowały nad nim kontrolę — tego wszakże wymagała od niego zajmowana posada, testująca jego cierpliwość stawianiem go w sytuacjach przede wszystkim trudnych — lecz tym razem w jego stoickości było coś drażniącego. Nie było to bowiem opanowanie człowieka, który przywykł do stawiania go pod ścianą, a wyrachowany chłód zabójcy, który pogodził się z rychłym aresztem.
Loretta miała bowiem rację; wierność nigdy nie była cnotą, jaką można było przypisywać Leandrowi. Był niczym trzcina, uginająca się w kierunku, w którym wiał wiatr. Zdawać by się mogło, że jedynymi stałymi wartościami w życiu młodego Yaxleya były władza, pieniądze oraz fizyczne uciechy; od tych ostatnich jego hedonistyczna dusza była uzależniona, toteż nie mając u swego boku narzeczonej, która mogłaby je zaspokoić, korzystał z substytutów. Nie widział w tym niczego złego — w jego oczach seks z innymi nie różnił się wcale od zaspokojenia pierwszego głodu zjedzoną na mieście przystawką, gdy w domu czekał go dobrze przygotowany obiad. Bo przecież to Lorettę stawiał na piedestale, to jej pragnął i pożądał, to ona była lśniącą perłą pośród kamieni, które przewinęły się przez jego łóżko. Że też musiała wszystko spłycać do słowa zdrada!
— Doskonale — odparł bez cienia wyrzutów sumienia, siłą woli powstrzymując się jedynie od rzucenia się na nią. Uwielbiał ją bowiem w takim wydaniu; dziką kotkę prychającą groźnie na każdą próbę zbliżenia się do niej. Lubił z nią igrać, dawać jej złudne poczucie kontroli nad ich związkiem, pozwalać, aby sądziła, że ma coś w tej kwestii do powiedzenia. Lubił jej zaborczość, iskry spojrzeń, jakimi obrzucała każdą napotkaną przez Leandra kobietę, jak w poczuciu zagrożenia pozwalała mu robić ze sobą wszystko, na co miał ochotę.
— Napijesz się wina? — zagaił beztrosko, podnosząc jej płaszcz z podłogi. Ciężko było mu się skupić w bałaganie.
Loretta miała bowiem rację; wierność nigdy nie była cnotą, jaką można było przypisywać Leandrowi. Był niczym trzcina, uginająca się w kierunku, w którym wiał wiatr. Zdawać by się mogło, że jedynymi stałymi wartościami w życiu młodego Yaxleya były władza, pieniądze oraz fizyczne uciechy; od tych ostatnich jego hedonistyczna dusza była uzależniona, toteż nie mając u swego boku narzeczonej, która mogłaby je zaspokoić, korzystał z substytutów. Nie widział w tym niczego złego — w jego oczach seks z innymi nie różnił się wcale od zaspokojenia pierwszego głodu zjedzoną na mieście przystawką, gdy w domu czekał go dobrze przygotowany obiad. Bo przecież to Lorettę stawiał na piedestale, to jej pragnął i pożądał, to ona była lśniącą perłą pośród kamieni, które przewinęły się przez jego łóżko. Że też musiała wszystko spłycać do słowa zdrada!
— Doskonale — odparł bez cienia wyrzutów sumienia, siłą woli powstrzymując się jedynie od rzucenia się na nią. Uwielbiał ją bowiem w takim wydaniu; dziką kotkę prychającą groźnie na każdą próbę zbliżenia się do niej. Lubił z nią igrać, dawać jej złudne poczucie kontroli nad ich związkiem, pozwalać, aby sądziła, że ma coś w tej kwestii do powiedzenia. Lubił jej zaborczość, iskry spojrzeń, jakimi obrzucała każdą napotkaną przez Leandra kobietę, jak w poczuciu zagrożenia pozwalała mu robić ze sobą wszystko, na co miał ochotę.
— Napijesz się wina? — zagaił beztrosko, podnosząc jej płaszcz z podłogi. Ciężko było mu się skupić w bałaganie.