- Naprawdę mam nadzieję, że znajdziecie z Brenną więcej odpowiedzi. - Czas tykał. Zegar nieubłaganie odliczał każdą minutę i chociaż Laurent cały czas utrzymywał się pozytywnej myśli, że to się uda. Mądrzy tego świata znajdą te odpowiedzi, chociaż na razie nikt ich nie miał. Wszystko było pokłosiem badań, a cały czas każdy szarpał się z następnymi piętrzącymi problemami. Fatum? Pech dotykał człowieka i zostawiał na skórze siniaki, musieliśmy sobie z nimi poradzić. Zakryjesz je ubraniem albo zaklęciem maskującym, ale jak ktoś cię przytuli od razu się zdradzisz. Niewielu było takich jak Victoria - zdolnych do ucieczkę za kamienną twarz, która niczego nie zdradzała. Jej umysł był jej świątynią. Pozazdrościć, prawda? A przecież to też nie było doskonałe rozwiązanie, to nadal ucieczka, fasada, gdy emocjom powinno się pozwolić płynąć. O ile tylko społeczeństwo dawało na to zezwolenie i nie nakazywało wszystkiego trzymać za tamą. Dłoń Victorii była okładem na ten chłód, mimo to były takie miejsca, w które nawet on nie chciał, żeby sięgała Victoria. Poznali swoje ciała doskonale, ale cienkie granice linii nadal były wytyczone w punktach, gdzie mrok wyzierał z otwartych ran - to już nie były siniaki.
- Ach, daj spokój. - Lekko poruszył dłonią na znak, że nie ma o czym mówić apropo tego wesela. Zastanowił się przez moment, jak to teraz w ogóle grało między nią a tym wampirem, ale na razie zostawił ten temat widząc jej minę, jej uśmiech. Delikatny temat, na pewno wrażliwy, choć niekoniecznie drażliwy. - Naprawdę zaczęliby pisać artykuły że z zerwanych zaręczyn wpadasz w ramiona kawalera na wydaniu, więc nie ma o czym mówić. - To nie tak, że nie chciał z nią iść, ale i tak by odmówił. Nie chciał z nią iść, bo nie chciał pogłębiać plotek, które wykwitnęły po pojedynku Notta z jej kuzynek. Wtedy to była plotka bardziej kontrolowana, wręcz celowa z jego strony - pewna doza malutkiego ostrzeżenia, że idzie pod rękę z aurorką, która stała się rozpoznawalną twarzą w tym kraju. Pomijając sam fakt, że Victorię uwielbiał i miał przy niej lekkość w mówieniu o rzeczach... przeróżnych. Z nikim nie mógł się tak pozachwycać chociażby kwiatami czy, no właśnie - ubraniami. Bo tak, lubił wsadzać nosa do jej garderoby, a ta jaj nowa? Genialna! - Bardziej impreza dla niszowych artystów? Albo takich jak ja, którzy chcą doraźnie pobłyszczeć na scenie. - Czyli artystów-amatorów, chociaż Laurent w życiu by się za artystę nie uznał.
Miał nadzieję, że to właśnie tak było - po prostu napiła się czegoś z kociołka i tyle. Nie to, że coś się jej złego działo - jej albo jakiemukolwiek innemu kotu. Teraz, kiedy weszli do garderoby, to ona ledwo podniosła łeb, patrząc na nich z zaciekawieniem, przeciągnęła się, zwinęła w kłębek i spała dalej na poduszce obok poduszki zajmowanej zazwyczaj przez Laurenta. Tej, na której spała kiedyś Victoria.
- Jak na razie kocha bardziej moją biżuterię niż mnie. - Błysnęły mu oczy ciepłem, przez moment na nią spoglądał, ale zaraz skupił się na tym, po co tutaj przyszli. A właściwie to przyszli tutaj po dwie rzeczy. Jedną z nich był ten wybór i dobór garnituru, ale przede wszystkim chodziło o tatuaż. Dreszcz przeszedł go po plecach od tego chłodu, który był teraz bardzo przyjemny na rozgrzaną i nadal zaczerwienioną skórę. Chociaż dzięki eliksirom i magicznej maści właściwie już nawet za bardzo nie bolało, dopóki tego nie naruszał. - Bardzo dobrze panienka widzi. - Przymknął oczy i na moment wstrzymał oddech w klatce piersiowej. - To właśnie chciałem ci pokazać. Ładne? - Stanął na palcach i zajrzał przez bark, jakby chciał sam dojrzeć ten tatuaż na sobie.