Naprawdę nie musiała tego robić. W końcu każdemu mogło się zdarzyć. Każdy mógł mieć swój "pechowy" dzień - niektórzy częściej, inny rzadziej, a jeszcze inni codziennie. Do której grupy należała Sophie? Cóż, nie Borginowi było to doceniać, ponieważ jej nie znał i nie był w stanie tego określić. Jakikolwiek osąd w tej chwili byłby karygodny, a i lepiej było się odrobinę wstrzymać dla dobra wszystkich.
- I ani... - zastygł na moment, łapiąc się w ostatniej chwili na tym, aby nie powiedzieć "ojciec" w odniesieniu do Roberta - Robert, ani Richard nie zwracają na to uwagi? - zapytał - Nie słychana sprawa, aby tak się działo ale cóż... Nie mój dom, nie moje zasady, prawda? - wzruszył ramionami. Co innego mógł począć? Stanley musiał się bardzo pilnować, aby nie palnąć czegoś, czego mógłby później żałować albo czegoś, co mogło sprowadzić na niego gniew Mulcibera. Młodą Mulciberównę mogli przecież trzymać z dala od tej wszystkiego, wszak wojna nie miała w sobie nic z kobiety. To było czysto męskie zajęcie, a dodatkowo dlaczego miałaby ginąć w konflikcie, który jej nawet nie dotyczył bezpośrednio?
- Z własnego doświadczenia Ci powiem, że ludzie nie przepadają za tymi co skarżą. Za tymi co donoszą. Takich ludzi się po prostu unika - odparł na słowa, które wypowiedziała wcześniej o swoim kuzynie - Nie musisz się jednak obawiać. Nie będę robił ani psikusów, ani brał udziału w tym konflikcie. Jeszcze by tego brakowało, abym wygrał z każdym z Was i co by wtedy było? Problem... odrobinę? - dodał, przejeżdżając dłonia po twarzy. Nikt nie lubił szczurów. Nikt nie lubił donosicieli. Czy powinien wspomnieć młodej Sophie, że należałoby takiego zdrajcę potraktować cruciatusem, a najlepiej avadą? Tak, aby wszyscy inni dostrzegli jedną, prostą wiadomość - ze mną się nie zadziera? Nie, lepiej było tego nie robić - bo co jeżeli jej się spodoba?
- Umm... Nie mam nic przeciwko? - odpowiedział trochę zaskoczony. To było tak losowe pytanie, że nie bardzo wiedział co miał powiedzieć. Nie miał żadnego uczulenia na cynamonm, więc raczej nie?
- Coś jeszcze musimy zabrać? - zapytał, ignorując spojrzenie Sophie odnośnie jego rzutu monetą. Wypadła reszka, więc nie było tematu do kontynuacji - miała szczęście.
- Wracamy do stolika? - podniósł tackę, aby młoda dama nie musiała się męczyć - Naprawdę, nic się nie stało - dodał od siebie, widząc, że czuje się trochę nieswojo. Czyżby podprogowo starał się być dobrym bratem?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972