29.05.2024, 00:39 ✶
Nie chciał już mówić, że to dopiero początek i gorzej jeszcze by może, ale wolał zachować to dla siebie. Co innego pomyśleć o jakimś czarnym scenariuszu, a co innego go wykrakać. No i poniekąd miał nadzieję, że się jednak mylił i nic groźnego już ich nie spotka tutaj. Starał się wymazać z pamięci cały czas obraz leżącego bez życia Kapitana i Mabel, a cóż było lepszego do tego zadania niż nieco męczącej pracy? Co prawda nie do końca takiej ciężkiej, wszak nie sprzątali jak mugole. To jednak segregowanie ksiąg na te im bezużyteczne i te, które mogą w jakiś sposób Zakonowi było dość proste - wywalić wszystko co nie traktuje o magii, a te magiczne też o ile nie są przydatne do obrony.
Do samego biurka podchodził już nieufnie, jak kot do nieznajomego obiektu. Nie ufał temu, nie podejrzewał aby kolejny bogiń się tu czaił, zresztą teraz byłby przygotowany.
Raczej nie powinno czytać się cudzej korespondencji, ale... No właśnie, potrzebowali poznać historię mieszkającej tu rodziny i tego co stało się z domem, prawda? Oczywiście, przecież to nie tak, że z wścibstwa czyta cudze listy. Zaintrygował go rok, dość stary list, przeszło dwadzieścia pięć lat temu. Cóż tak istotnego skrywał ten list, że leżał na podorędziu osoby pracującej przy tym biurku?
Wraz z każdym przeczytanym zdaniem wyraz twarzy Figga robił się coraz bardziej niewyraźny.
- Ummm... Bren, spójrz na to, bogin to chyba był najmniejszy z naszych problemów - odezwał się i wyciągnął ku pannie Longbottom mękę z listem. Samemu zaczął przekopywać szuflady w biurku w celu znalezienia czegoś jeszcze - o jakich eksperymentach była mowa? Jedno było pewne, próba ożywienia tych którzy odeszli nigdy nie należały do przyjemnych, nie był do końca pewien czy chciałby wiedzieć co tutaj się działo. Czy przodek rodu Juliusów tak bardzo nie mógł żyć bez tych co odeszli, że sprowadził zagładę na swój ród? Jeden list, który postawił jeszcze więcej pytań... Dlaczego nie mogło być jak w Hogwarcie, że natrafią na ducha, który przedstawi im historię domu. Westchnął kopią w biurku niczym dzik w poszukiwaniu trufli. Musiał wiedzieć więcej na temat tego co zrobił Ignas.
Do samego biurka podchodził już nieufnie, jak kot do nieznajomego obiektu. Nie ufał temu, nie podejrzewał aby kolejny bogiń się tu czaił, zresztą teraz byłby przygotowany.
Raczej nie powinno czytać się cudzej korespondencji, ale... No właśnie, potrzebowali poznać historię mieszkającej tu rodziny i tego co stało się z domem, prawda? Oczywiście, przecież to nie tak, że z wścibstwa czyta cudze listy. Zaintrygował go rok, dość stary list, przeszło dwadzieścia pięć lat temu. Cóż tak istotnego skrywał ten list, że leżał na podorędziu osoby pracującej przy tym biurku?
Wraz z każdym przeczytanym zdaniem wyraz twarzy Figga robił się coraz bardziej niewyraźny.
- Ummm... Bren, spójrz na to, bogin to chyba był najmniejszy z naszych problemów - odezwał się i wyciągnął ku pannie Longbottom mękę z listem. Samemu zaczął przekopywać szuflady w biurku w celu znalezienia czegoś jeszcze - o jakich eksperymentach była mowa? Jedno było pewne, próba ożywienia tych którzy odeszli nigdy nie należały do przyjemnych, nie był do końca pewien czy chciałby wiedzieć co tutaj się działo. Czy przodek rodu Juliusów tak bardzo nie mógł żyć bez tych co odeszli, że sprowadził zagładę na swój ród? Jeden list, który postawił jeszcze więcej pytań... Dlaczego nie mogło być jak w Hogwarcie, że natrafią na ducha, który przedstawi im historię domu. Westchnął kopią w biurku niczym dzik w poszukiwaniu trufli. Musiał wiedzieć więcej na temat tego co zrobił Ignas.