To prawda. Zmiana pracy, otoczenia, uwolnienie się od naciskającej niekiedy rodziny, wyszły mu na plus. Umiał się odpowiednio usamodzielnić, zarobić na siebie i rozwinąć karierę. Kupić dom, założyć rodzinę. Ale nie umiał w uczucia. Nie umiał z jakiegoś powodu postawić się rodzinie, która zaaranżowała mu małżeństwo. Miał być przykładnym synem dla swojego ojca. Uważał, że nim był. Lecz błędnie.
Swój pracoholizm musiał ograniczyć, ze względu na opiekę nad synem. Musiał, gdyż to nawet dobrze na zdrowie mu wyjdzie. Jak już jej wspomniał, przy większych, niespodziewanych akcjach, zdarzeniach, musiał nagiąć swoje zasady. A uzdrowiciele przecież w tym świecie byli także na wagę złota. Ich pomoc często jest nieodwzajemniona, bardzo cenna.
Widział, jak Camille spojrzała na teczki. Sam, po sekundzie, powędrował w ich kierunku wzorkiem. Usmiechnął się lekko. Pamiętał to. Sam brał coś do domu, aby na spokojnie przejrzeć.
- Tak. To prawda. Ale do pełnego szczęścia, brakuje jednego elementu.Nie musiał mówić jakiego. Ten brakujący element, siedział przed nim i dopijał kawę. Ten element, wybaczył mu błędy przeszłości i dał szansę na odbudowanie relacji.
- Rozumiem. Pozwól, że cię odprowadzę i po drodze spróbuję Cię wyleczyć z pracoholizmu.
Zrozumiał, zgodził się na zakończenie spotkania, ale jak wcześniej wspomniała, od czegoś mieli zacząć naprawę znajomości. Zatem zaoferował się z odprowadzeniem jej do domu. Bądź gdziekolwiek chciała.
Laurence dopił swoją kawę, po czym wstał ze swojego miejsca. Poza opłaconą kawą, zostawił napiwek. W tym czasie Camille, mogła zebrać swoje rzeczy. Opuścili wspólnie lokal, udając w znanym sobie kierunku.