29.05.2024, 01:52 ✶
Odpowiedź Atreusa wywołała konsternację w Patricku, ale tylko na parę sekund. Odruchowo spojrzał w stronę, gdzie znajdowało się molo. W tej chwili, nawet gdyby się bardzo starał nie mógłby go jednak dostrzec. Las zasłaniał ośrodek przed ich oczami.
- Może chodzi o to, że przynajmniej częściowo trap umieszczony jest na lądzie – podsunął, myśląc o tym, że to tak samo dobra teoria jak każda inna.
Może przez to co pokazało mu aurowidzenie, jakoś odgórnie wyrobił w sobie przekonanie, że epicentrum fioletu było na lądzie, może w samym Ośrodku Windermere albo gdzieś w jego pobliżu. Mógł się, naturalnie, mylić, ale… ale na dłuższą metę to nie fiolet go niepokoił, ale ta przeklęta czerń. Próbowała rozlać się po tym miejscu jak zaraza. W tej chwili był więcej niż pewien, że wszystkie niepokojące wypadki pojawiły się tutaj już po jej pojawieniu się.
Ścieżka, którą szli zrobiła się jeszcze węższa. Miejscami nawet tak bardzo wąska, że żeby nią podążać, musieli się godzić z ocieraniem się nogami o miejscową roślinność. Patrickowi pozostało mieć tylko nadzieję, że była pogrążona we fiolecie a nie w czerni.
- Mogło tak być – zgodził się odruchowo z bratem Florence. Mieliby wtedy jakiegoś dobrego, potężnego czarodzieja, który przewidywał pojawienie się złego. Może się nawet znali? – Albo całkiem odwrotnie. Ktoś wiedział o tym, że to miejsce jest chronione, więc postanowił jakoś skorzystać. – Tylko Steward nie miał pojęcia w jaki sposób.
Czarna Magia pozostawała zła z samej swojej natury. Wynikała ze złych motywacji, z czystego pragnienia skrzywdzenia żywej istoty. Czy rozwiązanie mogło być jeszcze banalniejsze? Jakiś czarnoksiężnik odkrył potężne zaklęcie chroniące i postanowił je rozproszyć za pomocą Czarnej Magii? Chciał zniszczyć byle zniszczyć?
Jak na złość jego talent nie ujawnił się, by pokazać mu czy choć część wygłaszanych teorii ma sens. Uaktywnił się za to Atreusa.
Auror najpierw dostrzegł fiolet. Przenikał ziemię po której szli, otaczał drzewa jak kocyk, unosił się nad krzewami i krzaczkami bzu. Był tutaj silny, podobny do tego jak prezentował się w Ośrodku Windermere.
Odkrył również, że czerń, która go wcześniej owijała nie była już tak mocna jak wcześniej, gdy rozmawiał z Millie. Teraz stała się bardziej rozproszona, przypominała raczej szarawe, delikatne wstążki. Unosiły się kilka centymetrów od jego ciała, ale już nie było ich przy jego stopach – gdzie musiały przegrać starcie z fioletem. Podobnie do niego wyglądał Steward.
Ale były miejsca w lesie, gdzie czerń pozostawała silna. Atreus dostrzegł, że gdzieś dalej, w głębi lasu – ale dokładnie tą ścieżką, którą podążali, narastała chmura czerni. Przypominała grzyb, wypluwający z siebie czarne, nitki.
- Może to kwestia chwili? - wyrwał go z wizji głos Patricka. - Jeśli one toczą ze sobą walkę, pewnie próbują znaleźć sojuszników. Może ludźmi jest łatwiej manipulować? Trafiasz na gorszy dzień i atakujesz... - zaryzykował.
Czy rzeczywiście miał gorszy moment? Może obydwaj mieli. W końcu... w końcu wszystko wskazywało na to, że umierali.
- Powiedziałeś rodzinie? - zapytał, niespodziewanie dla siebie samego.
Odkryj wiadomość pozafabularną
- Może chodzi o to, że przynajmniej częściowo trap umieszczony jest na lądzie – podsunął, myśląc o tym, że to tak samo dobra teoria jak każda inna.
Może przez to co pokazało mu aurowidzenie, jakoś odgórnie wyrobił w sobie przekonanie, że epicentrum fioletu było na lądzie, może w samym Ośrodku Windermere albo gdzieś w jego pobliżu. Mógł się, naturalnie, mylić, ale… ale na dłuższą metę to nie fiolet go niepokoił, ale ta przeklęta czerń. Próbowała rozlać się po tym miejscu jak zaraza. W tej chwili był więcej niż pewien, że wszystkie niepokojące wypadki pojawiły się tutaj już po jej pojawieniu się.
Ścieżka, którą szli zrobiła się jeszcze węższa. Miejscami nawet tak bardzo wąska, że żeby nią podążać, musieli się godzić z ocieraniem się nogami o miejscową roślinność. Patrickowi pozostało mieć tylko nadzieję, że była pogrążona we fiolecie a nie w czerni.
- Mogło tak być – zgodził się odruchowo z bratem Florence. Mieliby wtedy jakiegoś dobrego, potężnego czarodzieja, który przewidywał pojawienie się złego. Może się nawet znali? – Albo całkiem odwrotnie. Ktoś wiedział o tym, że to miejsce jest chronione, więc postanowił jakoś skorzystać. – Tylko Steward nie miał pojęcia w jaki sposób.
Czarna Magia pozostawała zła z samej swojej natury. Wynikała ze złych motywacji, z czystego pragnienia skrzywdzenia żywej istoty. Czy rozwiązanie mogło być jeszcze banalniejsze? Jakiś czarnoksiężnik odkrył potężne zaklęcie chroniące i postanowił je rozproszyć za pomocą Czarnej Magii? Chciał zniszczyć byle zniszczyć?
Jak na złość jego talent nie ujawnił się, by pokazać mu czy choć część wygłaszanych teorii ma sens. Uaktywnił się za to Atreusa.
Auror najpierw dostrzegł fiolet. Przenikał ziemię po której szli, otaczał drzewa jak kocyk, unosił się nad krzewami i krzaczkami bzu. Był tutaj silny, podobny do tego jak prezentował się w Ośrodku Windermere.
Odkrył również, że czerń, która go wcześniej owijała nie była już tak mocna jak wcześniej, gdy rozmawiał z Millie. Teraz stała się bardziej rozproszona, przypominała raczej szarawe, delikatne wstążki. Unosiły się kilka centymetrów od jego ciała, ale już nie było ich przy jego stopach – gdzie musiały przegrać starcie z fioletem. Podobnie do niego wyglądał Steward.
Ale były miejsca w lesie, gdzie czerń pozostawała silna. Atreus dostrzegł, że gdzieś dalej, w głębi lasu – ale dokładnie tą ścieżką, którą podążali, narastała chmura czerni. Przypominała grzyb, wypluwający z siebie czarne, nitki.
- Może to kwestia chwili? - wyrwał go z wizji głos Patricka. - Jeśli one toczą ze sobą walkę, pewnie próbują znaleźć sojuszników. Może ludźmi jest łatwiej manipulować? Trafiasz na gorszy dzień i atakujesz... - zaryzykował.
Czy rzeczywiście miał gorszy moment? Może obydwaj mieli. W końcu... w końcu wszystko wskazywało na to, że umierali.
- Powiedziałeś rodzinie? - zapytał, niespodziewanie dla siebie samego.
dalej próbuję z auro/nićmi
Rzut PO 1d100 - 79
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 95
Sukces!
Sukces!