29.05.2024, 03:00 ✶
- Wiesz co? - zrobił pauzę, jakby trochę się zastanawiał nad tym co właśnie Patrick powiedział. - W sumie to brzmi bardzo prawdopodobnie - zgodził się wreszcie. Jak tak to ubrać słowa, to miało to sens i może to faktycznie chodziło o bezpośrednie połączenie z ziemią. Domki, nawet jeśli wzniesione ręką człowieka, też otoczone były ochronną barwą, która oblewała cały Ośrodek i w tym było natomiast odrobię pocieszenia. Że nawet kiedy wczasowicze chowali się do swoich chatek, to byli w nich bezpieczni. O tyle o ile.
Gdyby Atreus miał się zabierać za szukanie źródła tego wszystkiego, to próbowałby zacząć od jakiegoś centrum tej turystycznej atrakcji. Aura zdawała się skupiać na nim, więc czemu i nie iść na sam początek za najłatwiejszą myślą i mieć to z głowy? Ale same zabudowania zdawały się nie kryć w sobie zbyt wiele i problem najwyraźniej krył się gdzieś zupełnie indziej.
Bulstrode nie mógł wyzbyć się z głowy myśli, dlaczego ktoś wybrał akurat Windermere. Co też takiego miało w sobie to miejsce, że w ogóle było warte obłożenia go jakąś magiczną barierą, która ścierała się z trującą czernią w nieustannej walce o terytorium? Komuś się widoczki podobały czy może pochował tutaj kogoś sobie drogiego i chciał, żeby już na zawsze wąchał od spodu stokrotki w pełnym rozkwicie, bo to jego ulubione kwiaty były? Bo natura w tym miejscu wydawała się prężnie rozwijać; wszystko zieleniło się soczystą barwą, niestrudzone słońcem czy uciążliwymi turystami i przecieranymi przez nich szlakami.
Mrugnął i wąska ścieżka, którą podążali, zabarwiła się znajomą barwą. Dominował fiolet, tak jak mogli się tego spodziewać, ale Atreus szybko dostrzegł, że nie wszędzie przesycał on otoczenie. Gdzieniegdzie wyzierała czerń, a w szczególności wyraźna była akurat przed nimi. Oczywiście.
Pocieszające było natomiast to, że kiedy spojrzał na siebie, zobaczył w odcieniu zmiany. Ciemna barwa częściowo straciła na wyrazistości, blednąc do szarości i wydając się bardziej rozproszoną. Kiedy spojrzał na swojego towarzysza, zobaczył dokładnie to samo i mimowolnie uśmiechnął się pod nosem - najwyraźniej to miejsce pokarało ich dokładnie tak samo.
- Widzę, że bardzo dobrze idzie ci czytanie tego miejsca - rzucił, niby to uśmiechając się lekko, ale brzmiał przy tym całkiem poważnie. Stewart znowu bardzo ładnie ubrał w słowa to, co mogło się tutaj dziać. - W sumie ciekawe, czy tylko ludzie. Czy zwierzęta też na tym cierpią - zastanowił się jeszcze, chociaż ta kwestia nie wydawała się aż tak dręcząca. - Chociaż mam wrażenie, że bardziej chodzi tutaj o same emocje.
- Las dookoła w większości pokrywa fioletowa aura, ale ścieżka prowadzi w stronę jakiejś chmury czerni, znaczy się że idziemy w dobrym kierunku. Nasze aury... - zaczął, niby to niezrażony, ale trochę bardziej ostrożnej - Też wydają się mniej atakowane, jakby to co wcześniej działało w kontakcie z innymi, teraz wyraźnie osłabło przez ich nieobecność, widzisz to? - nie wątpił w swoje zdolności, ale mimowolnie ciągnęło go do tego, żeby się upewnić, że nie tylko on widział konkretnie te rzeczy. Bo w dzieleniu tego widoku było coś pokrzepiającego - coś, co na statku zżerało go od środka, kiedy widział cieknącą po ścianach czerń, która dla innych nie istniała.
- Co? - wydukał, wyraźnie nie spodziewając się tego pytania. Nie teraz i nie w środku lasu. - Kontaktowałem się z Orionem, żeby przejrzał archiwum departamentu w poszukiwaniu spraw związanych z Windermere. Zaginięcia, śmierci. Ostatnia była chyba Tara Roberts? Utonęła, ale jej mąż nie wierzy, że było to samobójstwo. - Atreus nie zwykł chwalić się komukolwiek, że miejsce pracy mogło sprawiać mu problemy. Że mogło się coś stać. Wiesz, Florence, siedzę sobie na wakacjach i jest super, ale całe to miejsce śmierdzi czarną magią, postaram się wrócić na obiad. To zwyczajnie nie brzmiało właściwie, ale skoro już Patrick wyciągnął jego rodzinę na wierzch. - W sumie, mam pytanie. Wiesz może kto oświadczył się mojej siostrze?
Gdyby Atreus miał się zabierać za szukanie źródła tego wszystkiego, to próbowałby zacząć od jakiegoś centrum tej turystycznej atrakcji. Aura zdawała się skupiać na nim, więc czemu i nie iść na sam początek za najłatwiejszą myślą i mieć to z głowy? Ale same zabudowania zdawały się nie kryć w sobie zbyt wiele i problem najwyraźniej krył się gdzieś zupełnie indziej.
Bulstrode nie mógł wyzbyć się z głowy myśli, dlaczego ktoś wybrał akurat Windermere. Co też takiego miało w sobie to miejsce, że w ogóle było warte obłożenia go jakąś magiczną barierą, która ścierała się z trującą czernią w nieustannej walce o terytorium? Komuś się widoczki podobały czy może pochował tutaj kogoś sobie drogiego i chciał, żeby już na zawsze wąchał od spodu stokrotki w pełnym rozkwicie, bo to jego ulubione kwiaty były? Bo natura w tym miejscu wydawała się prężnie rozwijać; wszystko zieleniło się soczystą barwą, niestrudzone słońcem czy uciążliwymi turystami i przecieranymi przez nich szlakami.
Mrugnął i wąska ścieżka, którą podążali, zabarwiła się znajomą barwą. Dominował fiolet, tak jak mogli się tego spodziewać, ale Atreus szybko dostrzegł, że nie wszędzie przesycał on otoczenie. Gdzieniegdzie wyzierała czerń, a w szczególności wyraźna była akurat przed nimi. Oczywiście.
Pocieszające było natomiast to, że kiedy spojrzał na siebie, zobaczył w odcieniu zmiany. Ciemna barwa częściowo straciła na wyrazistości, blednąc do szarości i wydając się bardziej rozproszoną. Kiedy spojrzał na swojego towarzysza, zobaczył dokładnie to samo i mimowolnie uśmiechnął się pod nosem - najwyraźniej to miejsce pokarało ich dokładnie tak samo.
- Widzę, że bardzo dobrze idzie ci czytanie tego miejsca - rzucił, niby to uśmiechając się lekko, ale brzmiał przy tym całkiem poważnie. Stewart znowu bardzo ładnie ubrał w słowa to, co mogło się tutaj dziać. - W sumie ciekawe, czy tylko ludzie. Czy zwierzęta też na tym cierpią - zastanowił się jeszcze, chociaż ta kwestia nie wydawała się aż tak dręcząca. - Chociaż mam wrażenie, że bardziej chodzi tutaj o same emocje.
- Las dookoła w większości pokrywa fioletowa aura, ale ścieżka prowadzi w stronę jakiejś chmury czerni, znaczy się że idziemy w dobrym kierunku. Nasze aury... - zaczął, niby to niezrażony, ale trochę bardziej ostrożnej - Też wydają się mniej atakowane, jakby to co wcześniej działało w kontakcie z innymi, teraz wyraźnie osłabło przez ich nieobecność, widzisz to? - nie wątpił w swoje zdolności, ale mimowolnie ciągnęło go do tego, żeby się upewnić, że nie tylko on widział konkretnie te rzeczy. Bo w dzieleniu tego widoku było coś pokrzepiającego - coś, co na statku zżerało go od środka, kiedy widział cieknącą po ścianach czerń, która dla innych nie istniała.
- Co? - wydukał, wyraźnie nie spodziewając się tego pytania. Nie teraz i nie w środku lasu. - Kontaktowałem się z Orionem, żeby przejrzał archiwum departamentu w poszukiwaniu spraw związanych z Windermere. Zaginięcia, śmierci. Ostatnia była chyba Tara Roberts? Utonęła, ale jej mąż nie wierzy, że było to samobójstwo. - Atreus nie zwykł chwalić się komukolwiek, że miejsce pracy mogło sprawiać mu problemy. Że mogło się coś stać. Wiesz, Florence, siedzę sobie na wakacjach i jest super, ale całe to miejsce śmierdzi czarną magią, postaram się wrócić na obiad. To zwyczajnie nie brzmiało właściwie, ale skoro już Patrick wyciągnął jego rodzinę na wierzch. - W sumie, mam pytanie. Wiesz może kto oświadczył się mojej siostrze?