29.05.2024, 03:20 ✶
Z każdym kolejnym krokiem, z każdym pokonywanym centymetrem, Atreus był coraz mniej i mniej pewien czy znalezienie się w tym miejscu było dobrym pomysłem. Nie było, jak to udało mu się szybko skonstatować, ale to przecież nie był jego wybór. Musiał tutaj być - tak nakazywała praca i wymagała odznaka, która znajdowała się w którejś kieszeni cywilnego ubrania, które miał na sobie. W mundurze aurorskim chodził tylko i wyłącznie od święta i wdzięczny był, że w przeciwieństwie do brygadzistów, od aurorów nie wymagano go cały czas. Jakby się teraz musiał szarpać tutaj z odświętną pelerynką, to by go szlag trafił.
Ciasny przesmyk jaskini przytłaczał, w jakiś niewerbalny sposób wywierając coraz większą presję na Bulstrodzie, spowalniając jego kroki, aż te w końcu zamarły. Jakby mu stopy wrosły w ziemię, a on zastygł niczym słup soli, zmagając się przede wszystkim ze swoim umysłem, bo nieposłuszeństwo ciała wydawało się teraz najmniejszym z jego problemów.
Wsparcie wydawało się teraz takim dobrym i tak kuszącym pomysłem. Może krótki komunikat falami albo posłanie sowy by wystarczyło i nie musieliby się pakować w tę jaskinię w zaledwie trójkę. Im więcej tym lepiej i cokolwiek nie kryło się przed nimi, nie miałoby wtedy szans. Wystarczyło, ze zawlekło już tutaj Jamesa i tego drugiego, którego imienia nie był sobie chyba w stanie przypomnieć. Ale czy musiał? To, jak facet się nazywał, w niczym by mu teraz nie pomogło. Nie rozruszałoby mięśni i nie przegoniło strachu, który je paraliżował. Pozostawało tylko stać i patrzeć i cholera, Atreus miał nadzieję, że nic z tej ciemności przed nimi na nich nie wyjdzie.
Ciasny przesmyk jaskini przytłaczał, w jakiś niewerbalny sposób wywierając coraz większą presję na Bulstrodzie, spowalniając jego kroki, aż te w końcu zamarły. Jakby mu stopy wrosły w ziemię, a on zastygł niczym słup soli, zmagając się przede wszystkim ze swoim umysłem, bo nieposłuszeństwo ciała wydawało się teraz najmniejszym z jego problemów.
Wsparcie wydawało się teraz takim dobrym i tak kuszącym pomysłem. Może krótki komunikat falami albo posłanie sowy by wystarczyło i nie musieliby się pakować w tę jaskinię w zaledwie trójkę. Im więcej tym lepiej i cokolwiek nie kryło się przed nimi, nie miałoby wtedy szans. Wystarczyło, ze zawlekło już tutaj Jamesa i tego drugiego, którego imienia nie był sobie chyba w stanie przypomnieć. Ale czy musiał? To, jak facet się nazywał, w niczym by mu teraz nie pomogło. Nie rozruszałoby mięśni i nie przegoniło strachu, który je paraliżował. Pozostawało tylko stać i patrzeć i cholera, Atreus miał nadzieję, że nic z tej ciemności przed nimi na nich nie wyjdzie.